Codzienność, Dom, Dzieciaki, Styl życia

41 11/12.

41 11/12. The Time is unstoppable – powiedziałby bohater jednego z moich ulubionych seriali. Za miesiąc stuknie mi 42 lata. To śmieszne, ale po czterdziestce przestałam liczyć urodziny i teraz, zanim napisałam swój wiek, musiałam to sprawdzić. 2017-1975=42. No cóż. Może bym się tym też nie przejęła, ale zauważyłam zmiany. Skórne zmiany. Na rękach, szyi, twarzy.

Pamiętam dłonie Mamy. Byłam dzieckiem późno urodzonym jak na tamte czasy, bo Mama miała 36 lat. Siostra z Bratem byli już nastoletni i mimo, że na mnie czekali, rodzice poświęcali mi już inną uwagę niż Im. Było im trudno. Z ich opowiadań wiem, że miałam „najłatwiej”. Mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli. Zatem wracając do mojego wieku, kiedy miałam sześć lat, moja Mama była w moim obecnym wieku. Dużo paliła, miała już chorobę wieńcową, wygrała z rakiem piersi. Ale przez przejścia w swoim życiu była bardzo zmęczona.

Półtorej miesiąca temu Mój Tata obchodził 80 rocznicę urodzin. To była okazja do spotkania się z wujostwem. Dawno się z nimi nie widziałam. To cudowne przeżycie, a jeszcze bardziej dlatego, że któraś z Ciotek zawołała:

-Kasia! Jaka Ty jesteś podobna do swojej mamy!

Największy komplement jaki mogłam usłyszeć. No i… Siostro Moja, jeśli ja jestem podobna to TY TYM BARDZIEJ. Jedyne, co nas różni fizycznie to wiek i wzrost 😉 Taką wersję sobie przyjęłam i takiej się będę trzymać. Ale… wracając do mojego wieku… a w zasadzie nie do niego, bo kij z nim. Żyję dziś, tu i teraz i cieszę się chwilą.

-Carpe Diem! – tak mówi Tomek i to prawda.

Zmywałam przed chwilą makijaż. Inne lustro niż w domu, inne światło. I… zobaczyłam JE. Głębokie zmarszczki mimiczne przy oczach. Dotknęłam, poczułam strukturę. Kilka tygodni temu Tomek zrobił mi zdjęcie w samochodzie i dzisiaj, nomen omen, przed południem je oglądałam. Jeszcze przed ścięciem włosów, kilka kilo mniej. Zmarszczki przy ustach. Nie głębokie, ale wyraźne podczas mówienia. Dłonie… to nie jest aż tak widoczne gołym okiem, ale kiedy patrzę na swoje ręce i dłonie moich córek, widzę różnicę. Skóra traci elastyczność i warstwę tłuszczu na ich wierzchu. Wygląda to trochę jak plaster miodu. Nie powiem, że jak skorupa żółwia, bo może i struktura jest bliżniaczo podobna, to skóra jest miękka i delikatna. Takie dłonie pamiętam u Mamy.

Nadchodzą refleksje.

Bo niedługo mam nadzieję, że zamknę całkowicie stary rozdział. Na spokojnie bez wojen. Najważniejsze dla mnie są Dziewczyny, ale one są dorosłe i mają już swoje życie. A w mojej rodzinie żyje się długo. Ja nie znoszę pustego domu. Nawet Pepsi, czy koty to dla mnie za mało. Mój dom pierwotny i później pierwsze małżeństwo tętniło życiem. Owszem, popełniłam sporo błędów, ale nikt nie jest idealny. Dla mnie sens życia jest gdzie indziej. Jeśli spotka mnie to szczęście i znajdzie się Ktoś na całe życie, taki, z którym będę mogła trzymać gibis w jednej szklance przy łóżku na starość, to czy będziemy żyć tylko we dwoje? Czy w tym wieku, moim wieku, można jeszcze myśleć o… Potomku? Mama 40+? Nowa rodzina i nowe … geny? Radość z patrzenia na cud dorastania? Z takimi zmarszczkami? Z innym spojrzeniem na świat? Nie nowoczesnym tylko jeszcze z lat 80-90? Czy różnica pokoleń nie będzie zbyt duża? Czy moje myślenie mnie nie przerasta? Może to dziwne? Co o tym myślicie?

I najważniejsze pytanie: czy w obecnej sytuacji geopolitycznej oraz gospodarczej Polski to bezpieczne i rozsądne mieć dziecko w naszym kraju?