Codzienność, Dom, Gadżety kobiety, Praca, Styl życia

Adaptacja

Adaptacja przebiega ciężko. W sumie to było do przewidzenia, ale nowy stary sprzęt nie pomaga. Pepsi leży na kanapie, Torres fisiuje (po prostu mu chwilami odwala). Na dworze zimno, spać mi się chce, wszyscy cisną, a czas nie jest z gumy. Kurde! Ustalenie priorytetów po takim czasie nie jest łatwe. Niby miałam czas na to, aby to zrobić, ale wychodzi właśnie szydło z worka albo Motywacja Kaśki. No dobra, czas spiąć dupę i iść do przodu.

Nie powiem, że mi się dobrze spało. Położyłam się o 23:00, zasnęłam o… 2:30. Moja chora głowa wymyślała sobie jakieś wizje. Próbowałam zagłuszyć medytacją, ale weź zapomnij. Półtorej godziny gadała ta laska o jakimś złotym oddechu i energii, a ja nic! Nic a nic. Krążyły mi tylko jakieś obrazy po głowie i fantastyczne historie. Będzie do książki jak znalazł :)))))

Jak już w końcu zasnęłam, to mnie stres obudził o 3:30 i lunatykowałam do lodówki. Dobra ta sucha kiełbasa 😉 A banany! Mmmmm, pycha 🙂 Już przestałam wyłączać dzwonki i obudziły mnie wiadomości. Całe szczęście! No ale cóż, jak nie ma mnie komu wytarmosić z łóżka. ŚP. Mama stawiała pod uchem garnek z łyżkami i trzema budzikami. Też nie pomagało. Ona powinna zostać Świętą. Naprawdę. Ja się tak z moimi dziećmi nie męczę. One albo wstaną albo zaśpią. I ich sprawa. Nie wiem, mam nadzieję, że jeśli będzie mi dane jeszcze szczęśliwe życie w miłości z wyrozumiałym Człowiekiem, to się nie będzie na mnie wkurzał za te poranki. Bo wystarczy, że już ja się sama na siebie wkurzam.

Ech ten stres… Wiedzieliście, że to choroba naszej cywilizacji? O matko i córko! Ma być mobilizujący, ale potrafi nieźle dać w kość. Trochę poczytałam o nim tu na stronie kolegi: Droga Zdrowia i muszę Wam powiedzieć, że ma rację. Samo zajadanie jest typowym objawem…

Tak, teraz jestem w Brzegu, bo wojsko ma jakieś ćwiczenia, więc znowu się muszę przyzwyczaić do miejsca i łóżka. Lustro w szafie stoi pod oknem, więc wyjątkowo widzę w nim wszystkie niedoskonałości skóry. Chwała Bogu, bo już jestem w takim wieku, że włosy zamiast na głowie to rosną mi na brodzie i w nosie. W łazience skubańców nie widzę. A tu jak na dłoni. Moje dzieci i Jacek, a w zasadzie Dzieciątko* przyniosło mi kiedyś pod choinkę taki typowy, kobiecy gadżet: SCYZORYK marki Victorinox. Ma taką zarąbistą pensetę (nie, tego nie wiem jak się pisze). Polecam! Najlepsza na świecie! Użyłam. Jest lepiej!

Zrobiłam się na bóstwo, ogarnęłam śniadanie i kawę, zameldowałam się w pracy i pojechałam na spotkania. A teraz? Teraz siedzę przy stole i zastanawiam się, czemu ja nie pracuję na etat. Mogłabym odbębnić osiem godzin i iść do domu, zamiast twórczo kombinować, jak tu zrealizować plany wrześniowe. Do tego jeszcze przyzwyczajam się do klawiatury a moja drukarka mnie nie lubi. No nic to. Kawa się kończy, czas wracać do pracy! O Słonko wyszło! Miłego!

image121616438_10203971464804894_3517961576915008160_n