Codzienność, Dom, Humor, Pasje, Styl życia, Zwierzaki

Afera wycieraczkowa

Afera wycieraczkowa czyli … jak nie wynajmować mieszkania – ku przestrodze. Pisałam już, że jestem handlowcem i żadne chwyty sprzedażowe nie są mi obce. Z drugiej strony jestem człowiekiem i zawsze kieruję się etyką i empatią wobec Klienta. Bardzo zależało mi na przeprowadzce w pobliże Żyrafki i zrządzenie losu, szczęśliwe dla mnie, nie wiem, jak to nazwać – dar od Siły Wyższej, Boga, czy jakkolwiek go nazwiecie- mimo TOTALNEGO braku kasy, ostatnie półtorej miesiąca to czas przeprowadzki i nowego życia.

Nie obyło się bez przeszkód. Przenosiny z jednego miasta do drugiego z ograniczoną ilością rąk do pracy i ciągle nawracającymi stanami depresyjnymi to nie lada wyzwanie. Dodatkowo mieszkanie, którego właściciele zgodzą się na psa… to kolejne, jeszcze większe wyzwanie. Jego standard to już kolejna sprawa i nie ukrywam, w tym mieście – problem. Najpierw przenosiny. Chcę jak najszybciej, bo logistyka, praca, miesiąc sprzedażowy, czas na aklimatyzację etc… Poza tym dwa miasta, niby niedaleko, ale to już nie jest takie proste i szybkie. Kiedyś mogłabym to zrobić raz dwa, ostatkiem sił. Dziś szanuję siebie, bo każde przeciążenie oznacza nawrót depresji. A tego nie chcemy.

Rozmawiam z pośrednikiem, który od początku lawiruje i ja to czuję. Pokazuje mi mieszkanie, ktorego ogrzanie wymagać będzie… nie lada pieniędzy. Zniszczone, bez mebli, kuchnia w stanie złym. Zero zmywarki, pralki… No ok, mam swoje ale to nie o to chodzi. Problem w tym, że są jakieś standardy w cenie wynajęcia mieszkania jak w centrum NY. Jedziemy do drugiego mieszkania. Tak, to jest to. Negocjujemy, tłumaczymy jak wyglądają sprawy finansowe, sposób rozliczania, deklaracja wpłaty za kilka miesięcy z góry, jednak w odstępach czasowych. to samo z prowizją dla pośrednika. Ten się zgadza. Rozmawiam przez telefon, czy bez wpłaty jest możliwość wcześniejszego przejęcia kluczy – tak. Spotkanie, które mialo zakończyć zdaniem kluczy i odroczeniem wpłaty zaskakuje Najemcę. Nic nie wiedział o deklaracjach finansowych.

Więc ja wychodzę na oszustkę. Wybroniłam się, bo nie zalezy mi na problemach, właściciele poszli na ustępstwo, klucze wylądowały u … pośrednika na moją prośbę, bo Najemca nie z tego miasta. I co dalej? Zostaje przepisanie liczników. Pośrednik przekonuje, że obecność Najemcy ani jego podpisy nie są konieczne, choć Najemca mówi, że jest inaczej. Dodatkowo pośrednik zaczyna domagać się prowizji za wykonaną „pracę”.  Naciski trwają, więc ja czytam umowę najmu. Nie ma w niej mowy o prowizji dla pośrednika! Co więcej, pośrednik przesyła mi protokoły zdawczo – odbiorcze dotyczące przejęcia licznikow, na których jest wymagany podpis najemcy!

Ale Kasia dobra i miła stwierdziła, że spróbuje to jakoś załatwić. Pobiegałam po wszystkich koniecznych instytucjach, straciłam pół dnia i nic. Przygotowałam protokoły do wysłania a pośrednik co? Dalej żąda kasy! Nie wiem jak Wy, ale mnie się wydaje, że takie sprawy powinny być uregulowane od razu podczas spotkania. facet powinien mieć druki, dac do podpisu i zanieść to po prostu tam, gdzie trzeba. Wiecie jaka prowizja? 1800 zł. Bo 900 ode mnie i tyle samo od Najemcy. Dodatkowo… Najemca nie miał pojęcia o tym, że od nas prowizja zostanie też pobrana. Przecież byśmy się jakoś dogadali. Bo… Najemca mial mieszkanie wystawione na olx. Zależało nam na pośredniku, żeby nie ganiać za wszystkim samemu.

W końcu, kiedy dostałam te klucze, przejeżdżając z miasta do miasta z rzeczami, zroranizowałam tanią firmę przeprowadzkową. Chłopaki za parę groszy nawet rozkręcili i skręcili te duże meble. Pech chcial, że w TĘ sobotę obie z Pepsi miałyśmy mega stres. Nowe mieszkanie z przejściami. I… wychodząc na spacer Pepsi nie wytrzymała i wysiusiała się na wycieraczkę przed drzwiami. Stres. Co zrobić? jedni sąsiedzi ale wstyd jak cholera. Wycieraczka w śmieci, klatka do mycia, odświeżenia i heja do Mrówki po nową, taką samą. Niestety nie było w tym samym kolorze. Położyłam ją na miejsce, ekipa wniosła meble. Ja z załamanymi rękami, co z tymi gratami zrobić stoję w kuchni i patrzę na to z dramatem w oczach. Mialam ochotę się normalnie upić. Nie minęła godzina 17:00, ekipa ledwo wyszła a sąsiadka „Puk puk”.

-Gdzie podziała się nasza wycieraczka?

Szybko bez szczegółów wytłumaczyłam, a ta:

  • To przemysłowa wycieraczka. Kosztowała 500 zł.

Miałam przygotowane pieniądze dla najemcy, ale ch..j tam, więc mówię:

-To ja w takim razie oddam Pani pieniądze.

-Nie chcę pieniędzy, chcę wycieraczkę. TĄ SAMĄ.

No żesz k…a ja p @#$%olę! Baba ognie w oczach, miałam ochotę jej coś zrobić. Rozmawialiśmy z Najemcą coś o sąsiadach. Okazało się, że „mili” to sarkazm.

Kolejna próba negocjacji zakończyła się ustaleniem, że stara wycieraczka pojedzie do prania i bedzie Git. Zatem w niedzielę o zmroku nuras do śmietnika i dawaj ją na taras. Poniedziałek – godzinne mycie Karcherem na Orlenie. Zlałam ją chlorem i płynem do odświeżania tkanin. Schła do soboty, ale… we wtorek dostaję wiadomość od Najemcy: „Pani Kasiu o co chodzi z tą wycieraczką? Sąsiadka dzwoniła, podobno jest jakiś problem”. Wojna?

Dzisiaj mam na pieńku z pośrednikiem i chyba z sąsiadką. Choć starałam się nie wchodzić nikomu w drogę. Jednak „afera wycieraczkowa” pozostanie na długo w mojej pamięci. Czy naprawdę nie możemy być dla siebie … normalni? Już wiem, czemu Amerykanie mieszkają w camperach. Serio. Nie dziwię się. Ciasne, ale własne. Tylko w Polsce niemożliwe do zrealizowania. Jak większość spraw z cywilizowanego świata. Ciekawe czy ofiara tego Samobójcy, ktory się spalił pod sejmem, coś da i zaczniemy wszyscy WIDZIEĆ i DZIAŁAĆ.