Styl życia

Bądź silna, nigdy nie wiesz, kogo inspirujesz!

Kochani,

Witajcie po kilkumiesięcznej przerwie.

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, jakie otrzymywałam przez ten czas nieobecności. Wsparcie, jakie od Was otrzymałam i, moim zdaniem, Boskie Prowadzenie dało mi dużo spokoju po burzach, które przeszliśmy tutaj. Nieobecność była mi, nam to potrzebna, aby nabrać dystansu do kilku spraw toczących się u mnie w tle. Dostałam też ogromny prezent od Boga: pogodę ducha. Nie martwię się na zapas, śmieję się, żartuję i mam nawet sarkazm 😉

Czas weryfikuje wszystko. Ktoś mądry życiowo na koniec grudnia powiedział mi:Zostaw a zobaczysz, co się wydarzy.

Zostawiłam.

Kolejny raz zacisnęłam zęby i zmieniłam drogę, bo ten zakręt musiał się przecież skończyć. Przecież żadna droga nie jest prosta, trafiamy na autostrady, polne dróżki, drogi miejskie, miedzymiastowe…

Poznałam w tym czasie wielu nowych, ciekawych ludzi. Ludzi, którzy odnaleźli mnie sami. Ludzi, którzy mają za sobą trudne życie i należy im się wielki szacunek, bo mimo wszystko idą dalej. Czasem się zatrzymują, poddają, odpoczywają, ale potem zbierają siły i idą.

Poznałam też siebie. Zobaczyłam swoje wady, słabości, siłę i mądrość. Ogromne poczucie wartości i siłę płynącą z intuicji i doświadczenia. Słabość do tych, których do siebie zbliżam i ile chcę im dać, albo nawet daję. Co dostaję w zamian. Nie, nie jestem interesowna, choć ojcowie moich dzieci będą wszystkich usilnie przekonywać, że tak jest. Że ich wykorzystałam. Wiem, że moi tak zwani „bliscy” próbowali Wam wmawiać, że to kłamstwo, co piszę, że nieprawda, że jestem nimfomanką, mitomanką, chorą psychicznie osobą itd. itp. Kto dał się im zwieść to współczuję. Bo właśnie decyzje związane z postępowaniem z tymi ludźmi zmieniły mnie najbardziej. Umocniły i ugruntowały moje „Ja” i poczucie obrania właściwej drogi. Trudnej, wyboistej, pełnej niebezpieczeństw dla samotnej kobiety, ale mojej własnej, jedynej i niepowtarzalnej.

Kiedy trzy lata temu podjęłam decyzję o samodzielnym życiu, byłam sama. Podjęłam wiele ryzykownych dla mnie decyzji i dziś za to płacę. Dosłownie. Byli ludzie, którzy trwali przy mnie, byli tacy, którzy zostawili mnie, nie wierząc, że dam radę. Hmmm… Każdy z nas jest wolnym człowiekiem i sam wybiera swoją drogę.

Mówicie mi, że jestem Wielka, że sama daję radę. Dziękuję. Jestem pewna, że każdy z nas dałby radę albo nie dopuściłby odpowiedzialnie do takiej sytuacji, w której ja jestem. Nie umniejszając sobie 😉

Tak naprawdę w wielkiej tajemnicy Wam powiem, że to była pierwsza moja samodzielna decyzja, nie konsultowana z nikim. Zawsze wcześniej liczyłam się z rodzicami, mężem i wieloma osobami, których moje życie nie obchodziło. Szukałam akceptacji. A tym razem po prostu, najzwyczajniej w świecie posłuchałam siebie.

Legendy o tym, że odeszłam, że jakiego mam kochanka, romanse czy inne historie, mogłyby otworzyć kolejny sezon „Mody na sukces”. Zresztą tak jest, bo moje ostatnie kilka tygodni dokładnie wygląda tak, jakbym była główną bohaterką tego serialu. (Ach to moje EGO 😉 )

Pisałam kiedyś o internetowych znajomościach. jestem ryzykantką. Jestem, albo byłam, jeszcze nie wiem. Wiem, że lubię poznawać ludzi osobiście. Jestem ciekawa każdego z Was.

Tak myślę, z perspektywy czasu, że uciekając ze związku szukamy winy w drugiej osobie. Nie wiem, dlaczego, ale tak jest. Ego bierze górę nad nami i nie potrafimy się przed sobą przyznać, że daliśmy ciała, żeby nie powiedzieć dooopy 😉 Zawsze twierdziłam, że nie ma złych ludzi, są tylko złe zachowania. Ale teraz zmieniam zdanie. Wiem, doświadczyłam, że są źli ludzie. Są tak przesiąknięci złem do szpiku kości, że czego się tkną, to zaczyna umierać i tylko ogromna wola życia pozwala na przetrwanie i odejście od nich.

Cieszę się dzisiaj, że następne osoby, tknięte przez tych, którzy mnie pokrzywdzili, już są w jakimś stopniu uwolnione od tych ludzi. Dzięki za słowa wsparcia i otuchym za wysłuchanie, zrozumienie i odwagę do szczerości, że u Was było tak samo. Pewnie będzie jeszcze długa droga przed Wami, ale dacie sobie radę, jestem tego pewna. Dziękuję Bogu, że Jesteście, bo daliście mi siłę, jakiej potrzebowałam. Bo tak jest w życiu, że inspirujemy i wspieramy się nawzajem, czasem o tym nawet nie wiedząc.

Brakuje mi wielu rzeczy materialnych i niematerialnych. Ta przerwa o wirtualnego życia pokazała mi i nauczyła mnie, że warto w życiu puścić kierownicę, robić swoje tylko przez ten jeden dzień, a reszta sama się zrobi 😉
Dlatego życzę Wam dziś udanego Dnia Dziecka. Świętujmy razem.

Czarna