Codzienność, Dom, Styl życia

Detoks

Detoks działa. Od tygodnia jestem w Rybniku, piję wodę i jem mandarynki zamiast słodyczy. Przestałam jeść w restauracjach i fastfoodowniach, zero sosów typu keczup i majonez, nie piję coli ani słodkich soków w żadnej postaci. Uporczywy słodki posmak w ustach znika. Jednak Pokłosiem tej ciężkiej diety jest jeszcze nietolerancja najzwyklejszego rybnickiego chleba. On jest wypiekany na naturalnym zakwasie i po jednej kromce dzisiaj męczyłam się dwie godziny. Zostają mi bułki pszenne i naturalne jedzenie: ziemniaki, jajko sadzone, kefir (broń bosze maślanka), jabłka, pomidory i świeże wędliny. Dopiero dzisiaj zaczeła mi smakować nutella.

Nie wiem, co Wy restauratorzy, wkładacie do tego jedzenia, co za polepszacze i inne świństwa, ale w życiu całym tak źle się nie czułam jak ostatnio. Z dobrego serca i naprawdę ludzkiej troski byłam ugoszczona przez ostatni miesiąc jedzeniem cateringowo-fastfoodowym. Pyszne włoskie tagliatelle w różnych sosach, pizza, ciasto… Wszystko po to, żebym nie traciła czasu przy gotowaniu, żebym odpoczęła od trosk i mogła nacieszyć się spokojem mimo nawału roboty i serio chu#$%ej sytuacji. Skosztowałam różne potrawy w różnych miejscach. Jednak wniosek jest jeden: to może i smaczne jak się je, ale ostatecznie jest obrzydliwe. Nie wiesz, ile to ma kalorii, na czym to jest ugotowane, czy to świeże, czy wczorajsze, co tam jest dosypane… Doszło do tego, że sprawiające mi przyjemność filmiki o gotowaniu… przewijam. No nie, nie mogę na to patrzeć! Stwierdzam, że proste domowe jedzenie jest najlepsze. I od dziś sumiennie korzystam z przepisów Beaty, Karola i czasem Taty.

Kolejna sprawa to fajki. Nie, ja nie oceniam. Palcie sobie, jeśli chcecie. Ale nie narzekajcie, że się źle czujecie albo macie inne dziwne przypadłości z nerwowością włącznie. Znam ludzi, którzy palili, rzucili palenie i z powrotem do palenia wrócili. Bezsensu.

Pierwsza kwestia: nikotyna zmienia osobowość. Naprawdę. Nie wierzysz? Zrób sobie eksperyment i rzuć fajki na miesiąc. Zaobserwuj siebie, np. przez nagranie filmiku, albo prostego podsumowania dnia w telefonowym dyktafonie. Zrób to samo po miesiącu abstynencji od fajek. I potem po dwóch. Tygrys, jak rzuciłeś fajki, to nie mogłam uwierzyć, że jesteś taki spokojny. Palacze są neurotyczni. Tak samo, jak ludzie po alkoholu mają dziwne paranoje. Im więcej i częściej go w życiu wypili, tym większe paranoje po pijaku. No i nos stop głód nikotynowy. Nerwy, to trzeba iść na fajkę. Palisz fajkę, na chwilę spokój, a potem znowu nerwy. Ekstremum – budzisz się w nocy, żeby zapalić fajkę. Nosz ja pier@#$le!

Druga kwestia przy nikotynie: ŚMIERDZI. Żeby nie przytaczać jednego z moich kolegów, hardkorowo, że JE*&IE. Już nie wspomnę o rękach. Dłonie suche, żółte i śmierdzące. Oddech… Kamień na zębach, zmarszczki… Fuj!!! To, co ja wdycham przy palaczu powoduje u mnie zawroty głowy. A Ty, palaczu: nie dość, że wdychasz te opary, to jeszcze wciągasz ten smród i smołę do płuc. I w imię czego? Chwilowego zastrzyku dopaminy do mózgu?

To nie lepiej zjeść pół tabliczki ciemnej czekolady dziennie??

Efekt ten sam, a człowiek zdrowszy i szczęśliwszy. No tak, pozostaje kwestia, co zrobić z rękami. Widziałam na własne oczy, jak Tato i Tomek siedzieli przy fajce i tylko ją trzymali. Momentami nawet przez godzinę. Jak można zająć ręce, żeby nie chciało się trzymać fajki? Proste – jest tyle manualnych zajęć, wliczając w to granie na PS3. Układanie puzzli, sklejanie skomplikowanych modeli…

Zresztą inteligentny czlowiek znajdzie sobie kreatywne zajęcie. Nie jest mu do tego potrzebny papieros.

A jak wzrok nie ten, to okulary. Zaoszczędzona na fajkach kasa, czyli średnio jakieś 7200 zł rocznie na palacza, spokojnie może być wydana na dobrej jakości bryle i sprzęt do zajęcia rąk w inny sposób. I zostanie jeszcze 1500 zł na roczny zapas czekolady.

Fajki, kupne żarcie i stres spowodowały, że czułam się tak bardzo do d… jak tylko można. Chodziłam i ciągle było mi niedobrze i spać mi się chciało. Zatruty organizm wołał o pomoc. Doszło do tego, że spię przy otwartym oknie, żeby wdychać świeże powietrze, ale na dworze -2 st C w nocy. Więc zakładam bluzę, kaptur jest moją szlafmycą, skarpetki, żeby nie przeziębić pęcherza i ciepłe, seksowne babcine reformy. Co dwie godziny się budzę, latam do wc, bo tyle wody piję, że non stop siku, ale cóż. Ostatni raz. Obiecałam sobie i oświadczam na forum, że nie zgadzam się na palenie przy mnie i jednocześnie zapraszam na domowe jedzenie. O wiele więcej przyjemności przy gotowaniu i spożywaniu. Mniej śmieci a ciałko piękne i szczupłe 🙂 Polecam się!