Codzienność, Humor, Książka, Styl życia

Dzieje się pozytywnie

No dzieje się. Pozytywnie bardzo. Co by tu nie mówić, moja rekonwalescencja dobiega końca a w jej trakcie powstał już docelowy projekt książki i zaczynam wyobraźnię przelewać na papier. Jak powiedziałam, tak zrobiłam, mam sporo nowych Przyjaciół i Kolegów w Realu. Stąd taki długi okres mojej nieobecności. Przyjęłam zaproszenie na wyjście na Biskupią Kopę i była to jedna z lepszych decyzji, jakie ostatnio podjęłam. To dobrze wykorzystany czas. Dziś wiem, jaki kierunek obrać i co robić. Moja głowa jest przeciążona, ale ma wsparcie, więc wystarczy iść do przodu trzymając się planu.

Znasz to uczucie, kiedy sprzątasz szafę i znajdujesz w niej rzeczy, o których nie pamietasz? To jak prezent na Boże Narodzenie!

Jeśli coś dzieje się za szybko, często powoduje odcięcie emocji albo … pamięci. Radykalne zmiany tak działają. Dlatego ja tak miętolę decyzje i fakty. Po pierwsze, chcę pamiętać a po drugie mieć kontrolę nad swoim życiem. A tu masz, niespodzianki 🙂 Takie, na przykład, całkiem nowe pudełko z tabletkami do zmywarki, które kupiłam w styczniu. Hmmm…

Posprzątałam to mieszkanie na tyle, na ile umiałam i starczyło mi czasu. O 21:00 w sobotę nie miałam już siły. Została mi do prasowania kupa pościeli i pralka prania do rozwieszenia. Włączyłam jakiś film i poszłam umyć ręce. A tam… o nie! Zimna woda. Dawaj iść do garderoby, bo tam mam junkers. No i … chyba baterie się rozładowały. No to poszłam do sklepu po baterie. Ale oczywiście zapomniałam przeczytać i w domu okazało się, ze za małe … Ech Kaśka. Pudełko już rozpakowane to nie mogę zwrócić. I poszłam jeszcze raz. Potrzebowałam się wykapać. A w zimnej wodzie to niekoniecznie. Kupiłam w końcu właściwe, zamontowałam i jest! Mogę kąpiel z bąbelkami w wyszorowanej łazience!

Zadzwonił kolega i z radością stwierdziłam, ze idę w Góry, wiec po kąpieli przygotowałam plecak i kanapki. Stwierdzam ponownie, ze ja jednak nie jestem normalna. Pięć klapsznit (kanapek składanych), pięć jajek, apteczka jak na wyprawę na Kilimandżaro, zapasowa kurtka, skarpetki, chustka. A to tylko Biskupia Kopa! Położyłam się spać a tu Rajzefiber. No weź. O północy jeszcze wlazł mi pająk do pokoju i wymyślił sobie, ze będzie spał pod parapetem. No nie! Wielki jak mój kciuk. O szóstej pobudka a ja o pierwszej jeszcze nie spałam. Gastro mi się włączyło. Poszłam żreć do lodówki, patrzę, a pająk spuszcza się po nici z zegara. Dawaj szybko po szklankę! Złapałam go, wyrzuciłam przez okno, ale miałam do drugiej po spaniu. Dobrze, ze zrobiłam te kanapki i wszystko przygotowałam, bo spóźniłam się tylko cztery minuty.

Miało padać ale dopiero o szesnastej. Wlazłam na te Kopę, zlazlam, ale jestem mistrzynią w robieniu sobie pod górkę. Całą noc ładowałam zegarek i co? I zapomniałam wcisnąć „start”. Co w ostatecznym rezultacie skończyło się tym, ze nie wiem, ile kilometrów ani kalorii spaliłam. No po zakładach w udach i pośladkach mogę się tylko domyślać, ze sporo. W nocy nie mogłam znowu zasnąć, tak mnie nogi bolały. Jak po Nocnej Dyszce.

Odwiedziłam jeszcze w Pokrzywnej miejsce, gdzie można jeść złowione przez siebie pstrągi a resztkami można karmić kozy. Prześmieszne były te kozy. Możnaby taką wstawić na trawnik pod domem i mieć mleko przez cały rok. Tylko zapach… ktoś wymyślił perfumy dla kozy? Nie zdzierzylabym tego zapachu w życiu. Na tym wybiegu były jednak całkiem słodkie. I niech tak zostanie. Dzieciaki miały frajdę niewymowną.

Wróciłam do domu i zobaczyłam powtórkę z filmu i próbowałam zasnąć. No zapomnij. Nogi to tak mnie bolały, ze nie mogłam. Dobrze, ze wolne to polezalam do całej 8:20. Kawa i… Maciek. Znaczy MacBook. Do 10:00 milion spraw i lista spraw do zamknięcia. Bo wszyscy wszystko załatwiają od samego rana w poniedziałek. Aż się boję pojutrza. Bo na wyjeździe u taty zepsuł mi się Maciek i muszę stawiać stary komputer od samego początku. To tak jest, jak Maciek się kładzie na miejsce nie patrząc i on… spada.

W nocy w drodze do Rybnika lało jak z cebra. Już nie pamietam takiej pogody. Jesień przyszła szybciej niż byśmy chcieli. Powrót do korzeni policzyłam ze zbieraniem materiału do książki. Będzie hit. Sama się nie spodziewałam tak dobrych pomysłów. Książka fantastyczna o dwóch osobach, których światy się przenikają. Zakończenie będzie zaskakujące. Polowe już mam, druga połowa się zbiera. Potrzebuję trochę czasu, żeby to dobrze napisać. Nie wiem, jak długo potrwa jej wydanie ale… życzcie mi powodzenia i wysyłajcie dużo pozytywnej energii.

Wasza Czarna.

  • Tadeusz Tadeusz

    Z doświadczenia wiem, że wydanie publikacji trwa dużo krócej niż zbieranie materiałów i pisanie 🙂 Niebanalna treść, umiejętność budowy napięcia, zaskakujące porównania, w połączeniu z lekkim piórem „Czarnej” powodują, że Jej teksty czyta się lekko i zawsze ma się niedosyt, iż nie napisała więcej… A to dobrze wróży książce 🙂
    Aby nie było za cukierkowo – teksty wymagają obróbki, adiustacji, ale to już tylko normalna praca redaktorsko-wydawnicza.