Książka, Pasje

Jej świat – pierwszy koniec świata

Tosia pochodziła z katolickiej rodziny. To nie była tylko postawa, jej rodzice i rodzeństwo żywo praktykowali obrzędy i zwyczaje. Rodzice modlili się rano i wieczorem, klęcząc przy łóźku, zawsze w niedzielę chodzili na mszę, mama opowiadała historie i wyjaśniała jej znaczenie modlitw. Kiedy ktoś pukał do drzwi, mama nigdy nie zostawiała biednego bez pomocy. Zawsze dzieliła się tym, co miała. Kilkukrotnie została w ten sposób oszukana, zresztą ojciec Tosi również. Mama dzieliła się drobnymi rzeczami, ojciec raz w ten sposób stracił sprzęt potrzebny do pracy. Ktoś wylegitymował się dowodem osobistym i chciał go zostawić, tata zaufał i został oszukany.

Tośka już zapomniała, dlaczego nienawidziła czekania. To właśnie takie sytuacje, kiedy ktoś obiecał coś jej lub rodzicom i skłamał, spowodowały, że raczej wolała mieć za dużo na głowie i się spóźniała niż liczyć na spełnienie danych przez kogoś obietnic.

-Dlaczego ludzie tak łatwo obiecują? – zastanawiała się wielokrotnie – plotą, co im ślina na język przyniesie a kiedy przychodzi do czynów, to wszystko okazuje się jedną wielką blagą…

W swoim dorosłym życiu przyjmowała zasadę, że ona sama nie rzuca słów na wiatr a jeśli już popełni błąd, to będzie go naprawiać. W połączeniu z jej znikomą asertywnością, niestety wielokrotnie była wykorzystywana.

Dlatego jednym z elementów pracy z Dorotą była właśnie praca nad konfrontacją i asertywnością. Dla kobiety, która jako dziecko i później dorosła doznawała przemocy psychicznej i fizycznej, nie było to łatwe. To była droga przez mękę, ale pełna różnorakich, ciekawych odkryć, jak w Wiedźmińskim Queście.

Jedno było pewne: kiedy raz wejdziesz na ścieżkę oświecenia, nigdy już z niej nie zejdziesz. Nie ma szans. Możesz zapomnieć się na chwilę lub dłużej nauki o sobie o swoich słabościach i silnych stronach, jednak one zawsze wracają.

Tosia podejmowała decyzję. Wiele lat później wyjaśniła synowi dlaczego podjęła akurat taką. To była najtrudniejsza decyzja w jej życiu. Chciała mieć ją za sobą i iść dalej. Ale aby ją podjąć potrzebowała dojść do najgłębszych obszarów swojej świadomości, a w tym momencie nie czuła się na siłach. Potrzebowała wsparcia.

Ciągle rozpamiętywała sytuację, jak Piotr nią próbował manipulować. Była wierna Marcinowi i nie chciała zrobić nic przeciwko temu związkowi. Wiedziała, że Marcin nie jest wobec niej fair. Ale wierność i lojalność dla związku była przede wszystkim istotna dla niej samej. Nie chciała uciekać w inną relację, nawet na poziomie psychicznym. Dla niej była to zdrada. A zdrada dla niej kończyła się źle. Bycie nie w porządku wobec partnera, z którym się mieszka, choć w białym związku, zaszkodziłoby jej samej. Źle by się czuła. Bardzo źle. A chciała być dla siebie choć trochę dobra i uczciwa.

Piotr odezwał się sam w momencie, kiedy ona była dość zagubiona sytuacją, w której się znalazła. Rozmawiali przez  DM Twittera, ona była rozbawiona memami pochodzącymi z komiksu „Kajko i Kokosz”. Od słowa do słowa zaczęli rozmawiać o biezącej sytuacji u nich i nagle przeczytała, że Piotr choruje na raka jelita cienkiego. Postać bez optymistycznych rokowań… Próbowała go pocieszać, otrzymała nawet elektroniczne wersje komiksów. Jednak nie zareagowała, gdy nie otrzymała wszystkich…

Kontakt się urwał na kilka miesięcy, aż Piotr odezwał się do niej po jakimś smutnym wpisie na Twitterze. Miała straszliwie trudny czas. Wszystko szło nie tak, jak chciała… Była wtedy sama, bo Marcin był w pracy. Problem polegał na tym, że Tośka odizolowała się od wszystkich, wstydząc się swojej ciąży i kłopotów finansowych. Potrzebowała z kimś rozmawiać. Piotr napisał do niej na DM tak długo, aż w końcu doprowadził do tego, że podała mu swój numer.

-Pomogę Ci, gdzie jest Twój facet?

-W pracy przecież, nie może nic zrobić

-Jesteś tego pewna, że nic nie może zrobić?

-Na 100% nie, ale ufam mu na tyle, że wiem, że gdyby mógł, to by zadziałał…

Rozmowa toczyła się w kierunku stworzenia braku zaufania do Marcina. Tosia wiedziała swoje, jednak nie potrafiła sprawić, aby Piotr się od niej odczepił. Do momentu, kiedy obiecał jej pomoc i… nie zadzwonił. Próbowała raz się dodzwonić, powiedział, że ma spotkanie i oddzwoni i nie oddzwonił. Zostawiła to.

Kilka tygodni później kładła się spać w sypialni około pierwszej w nocy. Wokół włączonej lampy fruwał komar. Samiec. Była juz w trzecim trymestrze ciąży i wszelkie ruchy sprawiały jej trudność. Nie wyobrażała sobie, że będzie biegać z kapciem za tymże komarem. Ubrała piżamę i położyła się do łóżka, dachowe okna zostawiła otwarte. Było duszno. W ciemności słyszała jego bzyczenie. Nie mogła zasnąć, więc włączyła Ajfona i zaczęła przeglądać filmiki na Facebooku. Lubiła je oglądać. Były to albo przepisy na proste ale ciekawe potrawy, lajfhaki lub śmieszne filmy z dziećmi i zwierzętami. W pewnym momencie poczuła nieprzyjemny dżwięk skrzydełek koło ucha i ukłucie. Szybko dała sobie w tym miejscu klapsa, zabijając insekta na śmierć. Strzepnęła go z siebie z obrzydzeniem. Po kilkudziesięciu minutach zasnęła. Rano doznała szoku. Przyjrzała się bydlakowi i nie wyglądał jak zwykły insekt. Zrobiła mu zdjęcie i pół żartem pół serio wrzuciła na Twittera. Oczywiście nie musiała czekać zbyt długo na odzew, choć się go nie spodziewała.

-Co się stało?

-Zobacz jakie to coś mnie użarło!

-To komar jest

-No wygląda jak komar, ale duże komary nie gryzą… Ostatnio czytałam, że pojawiły się w moim mieście jakieś afrykańskie bydlaki. Nie wiem, czy to bezpieczne dla dziecka…

Piotr umiejętnie podsycił strach Tośki do tego stopnia, że ta skontaktowała się nawet z profesorem, zajmującym się odzwierzęcymi chorobami zakaźnymi.

-Proszę się nie martwić, znajdę materiały na naszych wewnętrznych stronach i Pani prześlę. Zna Pani angielski?

-Tak, bardzo dobrze, poradzę sobie z tłumaczeniem. Po prostu chciałabym mieć pewność, że z dzieckiem jest wszystko w porządku.

Nie minęła godzina, kiedy Tosia znalazła na swoim mailu wiadomość od Profesora Kamińskiego.

„Witam,

Znalazłem prace z tego roku co prawda nie cala, ale wklejam dostęp do streszczenia: ryzyko ciężkiego małogłowia jest niskie i wynosi 1,6%, natomiast w odniesieniu do trymestru ciąży i zakażenia jest najwyższe w pierwszym trymestrze (12,7%), najniższe w drugim (3,6%) i nieco wyższe w trzecim (5,3%) – niestety nic nie znalazłem na temat postępowania po kontakcie.

The main findings of this cohort study are twofold. First, we found a 7.0% overall risk of neurologic and ocular defects possibly associated with ZIKV infection that were evident at birth in the offspring of women in French territories in the Americas who had acute, symptomatic, PCR-confirmed ZIKV infection during pregnancy. The overall risk of evident birth defects included in the current definition of the congenital Zika syndrome was 3.1%, and the overall risk of severe microcephaly was 1.6%. Second, although birth defects could be observed as a consequence of ZIKV infection in any trimester of pregnancy, our data showed that the risk of birth defects and the risk of the congenital Zika syndrome were higher when ZIKV infection occurred early in pregnancy — a finding consistent with previous reports. The risk of birth defects was 12.7% when ZIKV infection occurred in the first trimester, 3.6% when it occurred in the second trimester, and 5.3% when it occurred in the third trimester, and the risk of the congenital Zika syndrome was 6.9%, 1.2%, and 0.9%, respectively.

Hoen B, Schaub B, Funk AL, Ardillon V, Boullard M, Cabié A, Callier C, Carles G, Cassadou S, Césaire R, Douine M, Herrmann-Storck C, Kadhel P, Laouénan C, Madec Y, Monthieux A, Nacher M, Najioullah F, Rousset D, Ryan C, Schepers K,

Stegmann-Planchard S, Tressières B, Voluménie JL, Yassinguezo S, Janky E, Fontanet A. Pregnancy Outcomes after ZIKV Infection in French Territories in the Americas. N Engl J Med. 2018 Mar 15;378(11):985-994

Pozdrawiam,

Kamimierz P. Kamiński,

Zaklad Wirusologii_Dept. of Virology

Panstwowy Instytut Weterynaryjny-PIB_National Veterinary Research Institute”

Po chwili otrzymała jeszcze jedną wiadomość:

„Chyba ryzyka tej choroby w Poslce nie ma? a to co znalazlem do tej pory to zachorowania osob wracajacych z tropikow – moze skontaktowac sie z laboratorium AmerLab z linka ponizej w celu wykluczenia zakażenia? – na pewno warto skonsultowac sie z lekarzem zakaźnikiem

http://www.dziennikbaltycki.pl/zdrowie/a/kilkanascie-przypadkow-zarazenia-wirusem-zika-w-polsce-jedna-z-probek-krwi-pochodzi-z-gdyni,10525024/

a komar tygrysi mimo zapewnień o niesprzyjającycm klimacie w Polsce rzeczywiscie u nas juz wystepuje, przynajmniej wg komentarzy ponizej tego artykulu:

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-pasozytnicze/komar-tygrysi-w-polsce-sprawdz-czy-komar-tygrysi-dotarl-do-polski-i-ja_41521.html

Pozdrawiam,

Kazimierz Kamiński”

Tosia kilka razy dokładnie przeczytała wiadomość, nie kliknęła nawet w linki, tylko natychmiast odpowiedziała:

„Dziękuje bardzo za pomoc Panie Profesorze. Uspokoiłam się bardzo.

Jutro poproszę lekarza o skierowanie na badania krwi w tym kierunku.

Życzę miłego dnia,

Antonina Domańska

Wysłane z iPhone’a

Tośka w spokoju zrobiła sobie… śniadanie. Była 14:47 a ona postawiła na nogach wszystkie instytucje miejskie, wojewódzkie i krajowe z powodu jednego komara. Siedziała i zastanawiała się, jak to się stało, że dała się tak zmanipulować. Wystarczyło poczekać do wizyty u lekarza, którą miała pojutrze.

-Niezły wariat, nie ma co. Muszę na niego uważać.

Ale on nie odpuszczał. Dałą się wciągnąc w te wszystkie dziwne rozmowy o niczym, gdzie w miedzysłowach odnajdowała podteksty. Raz się zapomniał i powiedział:

-Przeprowadź się do Poznania.

-Chyba żartujesz!

-Nie, mówię poważnie.

-Posłuchaj, ja wiem, z kim jestem i na co go stać, ale przeprowadzka nie wchodzi w rachubę. Mamy plany. Wróci, zobaczymy jak będzie i podejmę stosowne decyzje.

-Chcesz na niego czekać? Przecież wiesz, że Ciebie zawiedzie. Dziewczyno, gdzie Ty go poznałaś?

To prawda, nie ufała Marcinowi. Znajdowała różne dowody na jego kłamstwa i niewierność podczas ich związku, ale… liczyła na to, że jego postawa się odmieni, kiedy wróci. Że będzie bardziej opiekuńczy, pomoże jej i jakoś ogarną finansowy bałagan, który się zrobił po tym, jak ona zrezygnowała ze swojej pracy za jego namową.

Niestety Piotr wchodził również na tematy seksualne, jednoznacznie z nią rozmawiał o zbliżeniach:

-Ty przynajmniej miałaś z tego jakąś przyjemność, a ja?

-Chłopie, o co Tobie chodzi? Zwariowałeś? Co ty masz do tego?

-Przeprowadź się do Poznania. Nie mówię, że mielibyśmy razem mieszkać, ale miałbym Cię na oku.

Rozłączyła się.

„No nie, kolejny świr” – myślała. Muszę trzymać się od niego z daleka. Zerwała kontakt na kilka tygodni. Niestety kilka dni po porodzie wpadła w jeszcze większe tarapaty. Problemy finansowe się skumulowały, potrzebowała pomocy prawnej, a ten ją oferował. Kiedyś wspominał o pracy, teraz bardzo jej potrzebowała mimo połogu. Nie mogła liczyć finansowo na Marcina. Wśród wielu nałogów, które miał, cierpiał także na zakupoholizm. A wraz z nim cierpieli wszyscy jego bliscy. Tosia też.

Ponieważ Marcin od zapłaty bieżących rachunków, o które nawet nie zapytał, wolał robić zakupy na kilka tysięcy złotych, Tosia właśnie traciła samochód, którym on jeździł i się opiekował. Tego było jej za dużo. Kochała ten wóz. Chodzili za nią windykatorzy. A ona nie umiała sobie z tym poradzić psychicznie. Kilka dni po porodzie otrzymała zawiadomienie z prokuratury, że samochód jest poszukiwany a ona ma zarzuty z artykułu 286 KK:

 „§ 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.”.

Poprosiła Piotra, aby pomógł jej z tym problemem. Marcin leżał od kilku dni w sypialni i kompletnie nic go nie interesowało.  Wzywał Tośkę tylko po dosłownie „pić”, „jeść” i „ułożysz mi ładnie moje łóżko?”.

Pewnie wcześniej zadzwoniłaby do kogoś z rodziny po pomoc finansową, ale tyle razy już prosiła o taką pomoc, że najzwyczajniej było jej wstyd. Tym bardziej, że miała noworodka w domu i powinna mieć wszelkie wsparcie ze strony jego ojca. Jak wytłumaczyć, że stary nie chce rozmawiać, leży jak niedźwiedź w jaskini i niewiele więcej robi?

Nie potrafiła. Nie potrafiła przełknąć tego wstydu. Wolała napisać do Piotra. Włączyła Twittera i napisała DM „Możesz mi z tym pomóc?”

Piotr, co było do przewidzenia niewiele jej pomógł. Tak ją przestraszył, że samochód został oddany i podobno miała szansę wznowić umowę. Po czasie okazało się, że nie. W tym samym dniu wyłączono jej wszystkie telefony i internet. Z tego wszystkiego zapomniała zadbać o powrót swojego psa z wyjazdu na czas jej porodu, co skończyło się awanturą i utratą wiarygodności w Fundacji.

Ubrała siebie, synka, zniosła jego, wózek i torbę z pieluchami i mlekiem z drugiego piętra na dół i poszła sama nie wiedząc gdzie. Marcin w tym czasie spał w sypialni. Chodziła po mieście i organizowała pieniądze, które w tym momencie były dla niej niewyobrażalne. Dzwoniła do rodziny i prosiła o pomoc. Potrzebowała utrzymać telefony w aktywności. Kary, jakie mogła zapłacić… nawet nie chciała o nich myśleć. Przeniesienie numerów do innej sieci czy systemu prepaid, ze względu na brak płatności nie wchodziło w grę. Udało się, ale kosztowało ją to mnóstwo nerwów. Usiadła na trybunie miejskiego stadionu i zastanawiała się nad swoją sytuacją. Siedziała godzinę, może dwie dopóki nie obudził się synek. Była tak zdenerwowana, że zgubiła jego skarpetkę, a on wyczuł jej nastrój i w połowie drogi powrotnej zaczął płakać. Wróciła do domu po 17:00.

-Gdzie byłaś?- zapytał Marcin.

-Chodziłam po mieście.

-Jak chcesz internet to mam tu jakieś 100 giga.

„No tak, wiedziałam, że masz lewy telefon do kontaktu z dupami’ – Nie dziękuję – odpowiedziała. Nienawidziła go w tym momencie jak nikogo innego. „Co ja zrobiłam? Z kim ja jestem? Nie mogę na nim wogóle polegać! – myślała. Historia z rachunkami była dość smutna… tak samo jak z rachunkami za media i samochód. Traciła w tym związku po kolei wszystko, na co ciężko pracowała. Wiedziała, że gdyby nie weszła w relację z Marcinem nie byłaby w ciąży. Trochę by się poszamotała, ale ostatecznie dałaby radę pracować i zarabiać. Ciąża zatrzymała wszystko, Marcin jej nie słuchał, nie rozmawiał z nią i ostatecznie odciął się od jej problemów. Jednocześnie próbował udowodnić jej, że to właśnie on ratował jej życie i bez niego nie dałaby sobie rady. Do tego wszystkiego uważał i wpierał jej, że dziecko nie jest jego, co było dla niej największą obelgą i ewidentną bzdurą.

Tosia zastanawiała się, co zrobić. Wpadła jak w szambo.

-Trzeba było trzymać majtki na dupie! Czułaś przecież, że to seksoholik! Wiedziałaś, że nie możesz z nim się kontaktować. Sama siebie w to wpakowałaś. Nie można opierać swojego życia na obietnicach zboka, który na pierwszej randce proponuje Ci kontakt z męską dziwką… – strofowała się w myślach. – Co Ty zrobiłaś? Co Ty zrobisz?

Pierwszy raz w życiu miała pretensje do samego Boga. Prosiła go przecież, żeby nie była w ciąży. Nie z tym facetem. Nie teraz, kiedy ma tyle do odrobienia. Jednak On miał inny plan i dziecko urodziło się i na szczęście całe i zdrowe. W tym momencie miała dosyć oglądania wizji końca swojego świata. Chciała sobie wyobrazić, że wreszcie będzie dobrze. Nie potrafiła. A to był dopiero jego początek…