Książka, Pasje

Jej świat – rozmowa cz. 2

Jedna jedyna przyczyna zaufania obcemu, nieznanemu człowiekowi to naiwność i wiara w dobre uczynki, jakie otrzymała od matki. To miecz obosieczny, który często ranił całą rodzinę. Dlatego wysłała te pieniądze. okupiła to lękami i stanem przedzawałowym. Tydzień po fakcie musieli wzywać karetkę, tak źle się czuła.

Była sobota. Postanowiła zakończyć się miotać. Była tym zmęczona. To wszak od niej zależy, co czuje. A chciała poczuć reszcie spokój. Pierwsze, co zrobiła, to zapisała na tablicy kuchennej kredą tagi najważniejszych spraw do załatwienia:

Zakupy

Dokumenty

Dysk

Marcin

Piotr

Samochód

Pies

Deski

Buty

Kombinezony

Czołówka

Rzeczy Małego

Grzaniec

Kuba, jej starszy syn przyszedł pomóc oczyścić kolanka pod umywalką w łazience i zlewem w kuchni. Śmierdziało. Ze względu na obecność niemowlaka w domu nie chciała używać Kreta. Była zima, nie można wietrzyć, spacery na dłużej wykluczone, bo od kilku dni lało. Umiała sama to zrobić, ale lubiła mieć wsparcie w swoich synach. Kochała ich najbardziej na świecie. Kuba rozkładał narzędzia a ona w tym czasie gotowała kapustę na gołąbki.

-Zostaniesz na obiad?

-Jasne. – odpowiedział. Popatrzył na tablicę – Mamo?

-Wszystko w porządku, nie martw się. Zakładam sprawę o wyłudzenie kasy przez Piotra oraz ostatecznie żegnam się z Marcinem.

-Najwyższy czas. Choć niedawno mówiłaś…

-Tak synu. Wiem, co mówiłam. Dobro Twojego brata jest dla mnie najważniejsze. Liczyłam na prawdziwe intencje Marcina, ale on woli inne kobiety, niż swoje dzieci. Rodzeństwo Małego też nie miało żadnego wsparcia. Ojca nigdy nie było. Kiedy zaczęłam układać chronologicznie historie, które mi opowiadał, to nijak mi się to nie spina w czasie. Zawsze są jakieś zazębione związki. Nigdy nie jeden. Zawsze dwa a czasem trzy na raz. Zresztą sam wiesz. Wszystkie te ckliwe historie o tym, jak kobiety go wykorzystywały to w większości kolorowe bajki. Zresztą… gdyby było inaczej, wcześniej nie byłoby problemu z konfrontacją.

-Skąd wiesz, mamo?

-Znasz mnie. Lubię znać wersję obu stron. Lojalność kończy się w momencie zdrady. A zdrada nastąpiła dawno temu. Jego życie to już nie mój problem. Choć naprawdę mi go żal…

-Mamo, dlaczego? Przecież tak Ciebie pokaleczył.

-Dziecko, zawsze trzeba być człowiekiem dla drugiego człowieka. Nawet Jezus rozkurzył Faryzeuszy ze świątyni. Był człowiekiem, odczuwał złość. Ja czekałam na niego. Że zadzwoni jak będzie w mieście, że się spotkamy i podejmiemy decyzje. Wiesz, że później wyprowadzka nie była możliwa, ale powrót tak. Niestety się nie doczekałam wtedy, czułam lęk, nie wiedziałam, jak zareaguje, ale byłam gotowa. Tak samo, jak – podkreśliła – na powrót.

-Tak. Wszyscy czekali tylko na sygnał. Cała ekipa z samochodami. Bracia liczyli na obiecaną pizzę, a dziewczyny nie mogły się doczekać na poukładanie gratów w kuchni po swojemu. Miałabyś niezłą zagwozdkę. to co one tam wymyślały… – uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał –  Jak myślisz, dlaczego tak się stało, że on po prostu uciekł?

-To nie był jego pierwszy raz. Rozmawiałam z tymi wszystkimi kobietami, które zdołałam poznać. One zrobiły to samo. Bo schemat jego zachowania jest ten sam. Teraz już wiem, skąd ten strach w oczach za każdym razem, jak wyjeżdżał. ja myślałam, że to miłość, tęsknota. A to był strach o utratę domu. Jedna z nich powiedziała mi, że symbolicznie wrzuciła jego rzeczy do worków na śmieci. Co ciekawe, on tak to zapamiętał, że wielokrotnie w naszej korespondencji z czasu awantury sam sugerował, żebym te jego rzeczy wrzuciła „do worków na śmieci, a on je sobie odbierze a klucz wrzuci do skrzynki”. Liczył na moje zaprzeczenie. A mimo to i tak szukał nowej kobiety. Zastanawiam się, co chciał zrobić?

-To dlaczego teraz zrzuca winę na Ciebie?

-Widziałeś kiedyś w swoim dorosłym życiu słabego człowieka, który potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje czyny? Ja nie. Zresztą… Zostały mi jeszcze cztery kobiety do konfrontacji i na pewno się z nimi skontaktuję. Nie sądzę, żeby mi powiedziały coś innego, niż wiem, ale chcę mieć potwierdzenie.

Synu, uczyłam Ciebie, żebyś pamiętał każdego dnia, ze jesteś wartościowym człowiekiem i spełniał swoje marzenia nawet wtedy, kiedy ja będę będę miała wątpliwości. Nie bój się prawdy. Konfrontuj się. Unikaj krętaczy, manipulantów. Bądź cierpliwy. Czas pokaże prawdę. Mówią, że kłamstwo obiegnie świat 100 razy zanim prawda wystartuje z boksu. Toksycznego człowieka wyczujesz całym ciałem. Jeżeli widzisz, że ten, kogo kochasz, popełnia błąd, mów. Nawet a przede wszystkim mnie. Przyjaciel mówi prawdę, nawet, kiedy ona jest gorzka. Bo miłość zniesie wszystko.

Ja… Kiedy go poznałam, szukałam miłości, sama nie umiałam sobie jej dać, a byłam dość zakręcona, przelękniona i niecierpliwa. Miałam dość stresu, napięcia… Wcześniej miałam wszystko dzięki swojej pracy. Niewiele kobiet zarabiało tyle co ja. Ale ja… dobra Samarytanka, dzieliłam się pensją z pracownikami, którzy do końca nie wypełniali rzetelnie swoich obowiązków. Prawda wyszła na jakw, kiedy zaczęłam od nich ostro wymagać. I kiedy Marcin próbował wejść do mojego życia, wystarczyło poczekać, odpocząć, zmienić otoczenie, towarzystwo. Rozpoczęłam dbanie o siebie, ale mimo wszystko wydawało mi się, że sama sobie nie poradzę. I dlatego uwierzyłam w jego słowa. Wpuściłam go do domu. Po tygodniu, kiedy przyszedł sms od tamtej kobiety, wiedziałam, że jest nie tak. Nie pozwoliłam się już przytulić. Nie chciałam, wiedziałam, że mnie oszukuje. Że korzysta z domu a flirtuje z innymi. Po dwóch tgodniach chciałam to jakoś rozwiązać, ale czułam, że byłam już w ciąży. Nie chciałam Ciebie martwić, ani nikogo z naszej rodziny. A trzeba było. On na początku mówił mi to, co chciałam usłyszeć, a potem… potem było tylko gorzej.

-Mamo, ja nie rozumiem… dlaczego on taki jest?

-Jedna z jego kobiet nazwała go „patologią”, inna cieszyła się, że wreszcie skończyło się to „wariactwo”. On wymaga lojalności względem siebie, bo nie potrafi zapanować nad swoimi nałogami. Każda konfrontacja obnażyłaby go i pokazała prawdziwe słabe oblicze. Szczerze mówiąc, w całym moim doświadczeniu spotkałam tylko jednego takiego człowieka. A wiesz, że znam ich mnóstwo. Bardzo pokrzywdzony w dzieciństwie, sceny odbywały się jak w kasowym horrorze. Wszyscy czuli strach w kontakcie z nim. W przypadku Marcina jest podobnie. Ale wiesz, skończmy temat na teraz. Skarbie ile czasu zajmie Ci grzebanie w tym kolanku? Bo zjedzmy najpierw obiad, a potem zajmiesz się robotą.

-Masz rację mamo. Może… pogadamy o tym jeszcze?

-Jasne. Jutro po stoku, przy kolacji i grzańcu odpowiem na wszystkie Twoje pytania. Siądziemy sobie przy kominku i pogramy w karty. Swoją drogą to ciekawe, że tak się interesujesz – zapytała, uśmiechając się ciepło do syna.

-Tak, bo wiesz… też jestem facetem… Kocham Ciebie, kocham moją Asię i nie chcę jej skrzywdzić. A sama mnie uczyłaś, że lepiej uczyć się na cudzych błędach niż swoich – Kuba mrugnął okiem porozumiewawczo. Tośka zdzieliła go ścierką w plecy. Powiew powietrza zrzucił przepis z blatu kuchni. Wpadł prosto w kałużę wody pod zlewem – widzisz! co robisz! -Zaśmiał się soczyście. Nie wolno bić dzieci! Co z Ciebie za matka! Zła matka!

Śmiali się w głos oboje. Kuba schylił się po kartkę, starannie wytarł ją papierowym ręcznikiem, który zerwał ze stojaka znajdującego się obok zlewu.

-Mamo, przepraszam – mrugnął okiem – ja potem włączę żelazko i wyprasuję Ci ten przepis. Kartka będzie jak nowa. Powiedział przytulając się do jej pleców.

-Synu, dziękuję, ale nie. Za każdym razem, kiedy będę go wyjmować, będę przypominała sobie tę chwilę. A każda chwila z Tobą, z Wami, to najcenniejsze, co mogę otrzymać od Boga. Tęsknię każdego dnia. – Stanęła na palcach i ucałowała go w czoło. – Kocham Cię, sieroto Ty moja. A teraz jemy!

Wyjęła spod blatu dwa płaskie, białe talerze z nadrukowanymi kolorowymi kwiatami. Otworzyła szufladę ze sztućcami i w międzyczasie lekko szturchnęła Kubę w lewy bok.

-Siadaj, przeszkadzasz mi.

-No już, już…

Położyła talerze na stole, starannie ułożyła widelec po lewej stronie talerza a nóż po przeciwnej. Sięgnęła po koszyk z papierowymi serwetkami w koty i położyła go u wezgłowia. Podkładka żaroodporna już tam leżała. Otworzyła piekarnik, w czasie kiedy buchał z niego ogromny obłok gorącej pary, odwróciła się tyłem i sięgnęła po rękawice wiszące na haczykach zamocowanych u dołu tablicy. Założyła je na obie ręce, wyjęła naczynie z gołąbkami i położyła je na podkładce.

-A teraz uważaj, nie poparz się – powiedziała zdejmując pokrywę. Znów buchnęła para. Cieszyła się, że ma zajęte myśli, że jutro spotka się z Prokuratorem w sprawie Piotra, a potem pojadą w góry. Popatrzyła w okno. Jak bardzo wściekły musiał być ten człowiek, że ona nie dała się niczym kupić, że nie chciała z nim romansować nawet przez telefon, że aż tak cynicznie i perfidnie się zemścił. Tyle czasu jej poświęcił i nic… „Nie Tośka, wróć do Kuby. Odleciałaś myślami, a swoje już się się nacierpiałaś i wystarczająco sobie nawyrzucałaś. Gość wziął Cię pod włos. Szukał słabego punktu i znalazł. Szkoda tej kasy, ale lepiej tak, niż dałabyś się namówić na przyjazd. Swoją drogą to i tak byłaś twarda jak skała. Nic Ciebie nie ruszało. To dobry objaw. Kiedyś byś uległa jak Ianowi czy Marcinowi. Więc jest ok. Trudno, żebyś nie reagowała na potrzebę pomocy śmiertelnie choremu! Teraz już wiesz po doświadczeniach z Marcinem, że obcy to obcy. Nie znasz, nie wpuszczaj do życia, do biura, do domu… najpierw poznaj osobiście z bezpiecznej odległości…”

-Mama, o czym myślisz?

-Nie mogę sobie wybaczyć, że uwierzyłam w bajkę o raku…

-Mama, ja słyszałem, jak się kłóciłaś z tym człowiekiem. Jak on próbował Ciebie omotać wszelkimi sposobami. Ileż razy on dzwonił. Jasne, jestem zły na Ciebie, że w ogóle dałaś mu numer, ale jasne dla mnie dziś jest jak było wtedy. Teraz też mocno się nadenerwowałaś.

-To prawda… – powiedziała nakładając gołąbki Kubie na talerz – wiesz, że pojawiło się u mnie nadciśnienie?

-No widzisz sama, nie denerwuj się, nie warto dla gnoja. To nie jest aż tak dużo pieniędzy, niech się nachapie, a karma do niego i tak wróci. – Kuba kontynuował, a Tosia w tym czasie polewała gołąbki i tłuczone ziemniaki zabielanym śmietaną sosem pomidorowym.

-Synu – powiedziała – jeśli ja się uodpornię na wiadomości o chorobach, nie pomogę ludziom to kim się stanę?

-Tak mamo, wiem, ale nie każdy chory wymaga Twojej uwagi. Marcin też wykorzystał swoją chorobę do sterowania Tobą. Robiłaś wszystko, co chciał. Tyle, że on sam nie wiedział, czego chce i dawał Ci sprzeczne komunikaty. Nie dręcz się już. Będzie dobrze. Jutro porozmawiasz z Panem Stanisławem i sprawa nabierze biegu. A potem pojedziemy wszyscy w góry i odpoczniemy obijając sobie tyłki na stoku. Swoją drogą stęskniłem się już mocno za tym – uśmiechnął się.

-Och, ja też. Ty pojeździłeś w zeszłym roku a ja… Ale teraz mam kondycję, mamy dobre humory, pobawimy się jak nigdy! Ten domek wygląda całkiem ciekawie.

-Ja nie wiem, jak go zdobyłaś. Na ostatnią chwilę pod samym stokiem?

-Bóg dał mi szansę – uśmiechnęła się – chciał, żebyśmy wreszcie wypoczęli po tym strasznym roku. Knedliki, prażeny syr – objemy się za wszystkie czasy!

-A właśnie, mamo nie kupuj już grzańca, ja mam.

-Dobrze, robisz też herbate i kawę do termosu, bułki z serem i szynką i gotujesz na drogę jajka na twardo.

-O nie… mamooo…

-Nie jęcz. Ktoś musi. My będziemy pakować wszystko do samochodu, a ja nawet nie chcę myśleć, ile toreb będę musiała zabrać z rzeczami swoimi i malucha na te parę dni. Oby dechy z resztą sprzętu się pomieściły, bo nie będzie po co jechać – zaśmiała się.

-No jak Ciebie znam, to nic nie będzie widać w tylnej szybie samochodu, tak będzie zapakowany. No chyba, że…

-Że? – zapytała Tosia

-Że wynajmiemy przyczepkę! – roześmiał się w głos.

-Nigdy nam niczego nie zabrakło, więc nie marudź. FOCH.

-Ktoś musi, Ty za lekko sobie ostatnio wszystko bierzesz, mama – śmiał się.

-Hahahaha wreszcie jestem szczę-śli-wa! -Wyrecytowała Tośka. -A jak mnie będziesz wkurzał, to będę śpiewać!

-O nie, matko moja rodzona jedyna – uklęknął przed nią na jednym kolanie, wziął w rękę jej dłoń, zrobił minę męczennika i powiedział tonem płaczki:

-Błagam!

Tośki dom był pełen miłości. To zdumiewające, jak oczyszczenie go z towarzystwa toksycznych ludzi spowodowało zmianę energii. Jeszcze czasem wracały lęki. Ale na krótko. Na minutę, dwie. Kiedy czuła przymus płaczu, po prostu płakała tak długo, aż poczuła, że może przestać. Potem wracał rozsądek, zbierała fakty w myślach lub na głos i żyła dalej. Odetchnęła. Bajka o Złym Szreku zakończyła się dobrze.

Po powrocie z Czeskiego stoku miała konsultację u swojego terapeuty. Ostatnio rozmawiali o powrocie do związku. Oczywiście musiało tąpnąć, bo Marcin swoim zwyczajem lawirował, a Tosia dość szybko to wyłapała. Nie interesowała ją przyczyna jego zachowania. Czy to choroba, czy spotkania z jego dziećmi, czy znajomymi, czy brak kasy czy inna kobieta. To nie było już ważne. Ważne było to, że kiedy przygotowywała się do tego przyjazdu nie umiała sobie tego wyobrazić. Nie pasował jej nigdzie, ani na kanapie, ani w kuchni, ani w łazience… Zastanawiała się, gdzie będzie spać i czy chrapanie będzie słyszała w całym mieszkaniu? Jak on się będzie zachowywał?

Poza tym chłopaki nie chcieli się z nim zobaczyć. Rozumieli motywy matki, zapytali, czy sobie poradzi z nim podczas jego obecności. Ona tak naprawdę tego nie wiedziała i najzwyczajniej bała się. Nie chciała powtórki z czasów, kiedy byli razem. On już w tym momencie na odległość robił z nią co chciał. Potrafił być szarmancki, ale większość czasu był po prostu wulgarny, szukał winy dookoła, podkreślał swoją rację i wyższość.

Nigdy nie mogła z nim normalnie porozmawiać. Nie słuchał jej, a jedynie zadawał pytania. Typowa kontrola. Mogła choć trochę z nim dyskutować, kiedy był pijany, ale wtedy włączały mu się jego szpiegowskie klimaty, więc… to też była gra a nie rozmowa. Więc aby zagrać, wybierała Gwinta w Wiedźminie a nie rozmowy z Marcinem. Tam przynajmniej były czyste zasady. A w rozmowie z nim zawsze racja była po jego stronie, choćby zasady miały być zmienione sto razy. To żadna gra bez reguł.

Czasem jej się zwierzał, czasem rozmawiali na tematy polityczno-historyczne. Jednak nigdy nie mogła opowiedzieć o sobie. On projektował na nią swoje doświadczenia. I w związku z tym ich role w stu procentach były odwrócone – facet gadał, kobieta słuchała.

Poczuła zatem ulgę, kiedy sprowokowała konfrontację. Napięcie związane z czekaniem na termin jego przyjazdu sięgało zenitu. On unikał tematu, bo rozważał, co zrobić. Miała dość. Z czystym sumieniem i sercem mogła zamknąć tę relację i iść dalej. Zostały tylko nieuregulowane sprawy, ale na to jest jeszcze czas.

Z zadowoleniem popatrzyła na swoją czarną tablicę w kuchni. Zmyła wpisy poczynione kredą. „Grzaniec”, „Piotr” i „Marcin” to już historia. Pozostaje napisać tylko listy pożegnalne do obu panów, oczyszczając i porządkując emocje i nastanie pewność, że nie wpuści ich więcej do swojego życia.

Teraz, kiedy Kuba uczynił Sajgon z jej kuchni, materiały na poranne spotkanie z prokuratorem miała przygotowane, mogła spokojnie zabrać się za pakowanie rzeczy na wyjazd w góry.

-Nareszcie!-krzyknęła nieświadomie.

Kuba wychylił głowę znad drzwiczek półki, popukał się w głowę i zaśmiał.

-Kim jesteś i co zrobiłaś z moją smutną i zmęczoną matką?…

cdn.