Codzienność, Dom, Humor, Pasje, Styl życia

Kawa

Kawa jest mi potrzebna, żeby… No właśnie, po co? Czy ona mnie budzi? Czy muszę się jej napić, żeby funkcjonować? Od listopada do lutego nie piłam kawy, bo mi „nie wchodziła” i… żyłam, działałam, nie przysypiałam. Wiec do czego jest mi potrzebna poranna kawa? Do czego popołudniowa?

Tak sobie siedzę w kuchni przy stole, pijąc kawę i słuchając radia RMF FM. I myślę, po co ta kawa? Chyba dla smaku, rytuału, a jak jest Tomek w domu, to przede wszystkim dla towarzystwa. Gdzieś po drodze zgubiłam wszystkie swoje rytuały w nowym związku i przy kolejnej przeprowadzce. Tomek mi nawet zarzucił, że nie lubię prac domowych. Hmmm… właśnie. Czy lubię?

Kiedy zaczynasz wszystko od nowa w nowym miejscu z nowym człowiekiem, to jest rewolucja. Jest. Bez dwóch zdań. Do czego potrzebna mi poranna kawa? Do przywitania się z Nim, czy jest w domu czy na morzu, do obudzenia się, zebrania myśli i uporządkowania dnia.

Poszczęściło mi się. Naprawdę.

Choć bycie słomianą wdową ma sporo minusów, a największym z nich wszystkich jest ta ogromna tęsknota. Jesteśmy tak do siebie podobni, że widzimy się w sobie nawzajem. Nawet stwierdziłam na początku, że mogę być przy Tobie taka, jaka chcę. Pamiętasz? No, nie, nie jesteśmy idealni. Typowa kobieta i typowy facet, zwykle polegający do tej pory wyłącznie na sobie, po przejściach, z nałogami i różnymi przyzwyczajeniami. Mnie jest trudno zrzucić skorupę upartej, samodzielnej kobiety. Dla Niego, który chce zadbać finansowo o rodzinę, to może być frustrujące, prawda?

Powiedzcie mi, gdzie ja znajdę drugiego takiego człowieka, który nie pozwala mi pracować? Kolejna trudność Oprócz tęsknoty, to fakt, że na odległość nie da się załatwić wszystkich problemów, szczególnie takich codziennych. I tutaj dopiero zaczyna się budowanie wzajemnego zaufania.

A ja… ja? Chyba kurde dojrzałam trochę.

Bo kiedy przedwczoraj w domu zwariował mi piec dwufunkcyjny to normalnie zawróciłabym Mu dupę, niech kombinuje, co się stało. Nie, nie złośliwie. Po prostu nigdy nie zajmowałam się takimi rzeczami. No ale powiedziałam sama do siebie: Czarna, nie świruj! Jak byłaś singielką to dawałaś radę! Musi być jakieś rozwiazanie, zanim zawołasz fachowca. Co ten Tomek może Ci pomóc z drugiego końca świata?

Dziecko starsze ma tytuł inżyniera i zna się na tych kotłach i piecach. No i wspólnymi siłami, trochę czytając instrukcję i stosując się do zasad zdrowego rozsądku, dałyśmy radę. No a ciśnienie było spore. I w mojej głowie i w… piecu!!! Jak już w końcu zaczął grzać, to termostat tak zwariował od tych zmian temperatury, że podniósł ciśnienie o prawie 2 bary. Kto się zna, to wie, ze to niemało. Woda zaczęła niebezpiecznie kapać spod uszczelki, ciśnienie rosło a guzik „restart” nie do końca pomagał.

Fuck! O co common??? Przypomniała mi się historia podłączania zmywarki.

I dobrze, bo w sumie zatarło to powstające w wyobraźni obrazy wybuchającego pieca gazowego, zostawiającego po sobie jedynie zgliszcza.

Myśl Kaśka, myśl!

Strona www producenta. Gdzie jest Instrukcja obsługi tego dziadostwa? Ok, mam. Wchodzę do archiwum, a tam 10 stron z samymi modelami. Kurde, jaki to model? Wracam do łazienki a tam nic. Tabliczka znamionowa ma same cyferki i kod kreskowy. Fuck. Patrz Kaśka i myśl! Ciśnienie 3,7 Bar. Woda spod pieca już leci ciurkiem. Zaczęłam czytać na głos wszystko, co widziałam na piecu. Jest! „Semia”! Idę szukać instrukcji. W końcu znalazłam ją na 8 stronie archiwum. Ściągam PDF. 44 strony. Nie, nie drukuję. Szkoda kartek. Wciskam CTRL F i szukam po kluczowych słowach.

13:30. A o 14:15 MUSZĘ wyjść z domu do Burmistrza. Im dłużej czytałam, tym bardziej ze stresu nie mogłam się skupić na tekście. Kurde! Musi być jakiś szybki i prosty sposób na obniżenie tego ciśnienia! Co za idiota ją pisał? Powinien na czerwono drukowanymi literami napisać: JAK CIŚNIENIE WODY WZRASTA TO…

W USA to niedopuszczalne!

W dupie mam tę instrukcję. Myśl!

Wracam do łazienki. Przecież restartowalam piec. Na chwile jednak pomogło. Poczekaj… poczekaj… Hmmm… Więc… czy tu jest bateria? Wyjmę ją. Patrzę i nie wierze w to, co widzę i w to, co mój umysł właśnie wymyślił. Bateria??! O Ty idiotko! Przecież od samego początku Cię wkurwia ta wtyczka z gniazdkiem przy piecu, bo się na niej zbiera kurz! 3,8 Bar. Wyjmuję wtyczkę. Ciśnienie spada. 3,7… 3,6… 3,5… Dobrze! Mam 40 minut do wyjścia, ale chwilę poczekam dłużej, jeśli będzie trzeba. Minęło pół godziny. Ciśnienie spadło do 2 Bar, czyli w normie, ufff. Okazało się, ze nagle teraz mogę się skupić na tekście. Hehehehe, adrenalina zrobiła swoje. I czytam, co zrobiłam… Starym, spoldzielnianym sposobem zakrecilam grzejnik w dużym i w sypialni, bo sobie wietrzyłam. Chciałam zaoszczędzić gaz. Piec nie miał pełnego obiegu. Wiec trzymał ostatnią zapamiętaną temperaturę, woda w kranie była ciepła, bo to druga „funkcja”, ale zapomnij o grzaniu. Podłoga w łazience zimna. A kiedy zaczęłam podkręcać temperaturę a potem zmniejszać to termostat zwariował i zaczął zbyt szybko grzać. Zawiesiłam go. Proste.

Odkrecilam lekko zawory przy grzejnikach, piec sobie odpoczywał na wyłączonym zasilaniu, a ja pojechałam załatwiać sprawy. O 17:00 wróciłam do domu, sprawdziłam zawory i go włączyłam. Ustawiłam „normalna” temperaturę i patrzyłam na wskaźnik ciśnienia. Wszystko Ok, ciśnienie wody w normie. Jeszcze do nocy byłam trochę zaniepokojona, chodziłam tam i sprawdzałam czy wszystko jest dobrze i było. Chyba mogę być fachowcem amatorem od pieców dwufunkcyjnych model Semia 💪 chętnie pomogę za porcję pierogów z mięsem 😀

I teraz wyobraźcie sobie, jakbym taką akcję zrobiła Mojemu Chłopu!

A on nijak nie mógłby mi pomóc. Przecież z jego i mojej frustracji zrobiłaby się awantura, ja dostałabym najpierw słuszną zjebkę, na koniec dnia każdy normalny by się spił, że ma tak ch..ową robotę, że nie może być na miejscu i pomoc. Potem znowu na kacu dostałabym zjebkę za całokształt, bo kac ma swoje prawa, zrobiłaby się awantura i koniec końców zacząłby słusznie sobie szukać normalnej baby 😉

Jasne, może trzeba było wezwać od razu fachowca. Ale znając życie, zobaczyłby chatę, zastosował swój taryfikator i skasowałby mnie na kilka stów. Niekoniecznie rozwiązując problem. Po co? Jakby mi się przelewało na kontach to jasne. Mogłabym sobie zatrudnić fachowców, sprzątaczkę, gosposię, która wyprowadzi tez psa. Ale jest jak jest, szanuję ciężko zarobione pieniądze przez nas Oboje, a jeszcze potrafię trochę myśleć. Tym bardziej, że rozwiazanie od początku było proste: otwierasz okno, obniż temperaturę. Nie zakręcaj. I to było napisane na skróconej instrukcji na piecu. No ale kto by ją czytał jak wszystko dobrze działa…

I tak siedzę przy kawie i myśle, jakby to wszystko ogarnąć, kiedy nic nie jest takie jak było. Jest o NIEBO lepiej i chciałabym w tym niebie pozostać. Bo dobrze mi tu. Z Tomkiem, Żyrafką i Pepsi czekamy na koty i PoTomka, życie się nam pomału normuje, a kiedy odwiedza nas jeszcze Nasza Inżynierka, to zawsze w domu jest wesoło i Rodzina jest w komplecie. Szkoda, że te Nadmorskie dwa Huncwoty nie mogą być tu z nami, ale są dorośli, może z czasem… i tak powstała z nas Istna Patchworkowa Rodzina. Tak, kawa jest mi potrzebna do takich przemyśleń. I do stwierdzenia na koniec, że jest…

Bosko!