Styl życia

Kochanie, Ty masz cellulaktis!

-Kochanie, Ty masz cellulaktis! – zawołał dwadzieścia lat temu mój zdumiony mąż. – Cellulit, cellulitis, ale nie cellulaktis – odpowiedziałam ze spokojem. – Tak, mam. Kobiety tak mają. Ty też masz go na boczkach.

Pęd za pięknem, idealnym ciałem, gładką skórą i wymiarami 90/60/90. Dwadzieścia dwa lata temu, w wieku dwudziestu lat zostałam Matką mojej Starszej Córki. W ciąży będąc mieszkałam we Wrocławiu, Wielkim mieście. W nim poznawałam świat poza moim rodzinnym Rybnikiem, z którego nie wyściubiałam nosa na kilometr. No chyba, że od Wielkiego Dzwonu. Albo na wakacje. Tak, jak wtedy po mojej maturze, kiedy do Zakopca pod namiot wyjechaliśmy w Dwójkę, a wróciliśmy w Trójkę.

-O bosze, jakie Pani ma rozstępy! – zawołał lekarz na porodówce. – Czemu Pani z tym nic nie zrobi? O tak, jeżdżąc tramwajem na zajęcia, z wielkim brzuchem, plecakiem i wiercącym się dzieckiem, czułam swędzącą skórę. Kupowałam olejki, maści, Fissany na rozstępy i nic nie pomagało. Taką mam skórę, że jak się rozciąga to pęka. Taką samą skórę miała moja ŚP. Mama, ma Siostra, Siostrzenica i pewnie wiele z Nas, Kobiet. „Niech już wreszcie pęknie ta skóra i przestanie mnie tak swędzieć” – myślałam wtedy. Nie muszę być, do cholery, taka perfekcyjna!

-Przytyłaś! Fest! – usłyszałam niedawno od brata, który w wieku sześćdziesięciu lat wyglada na czterdzieści. Tak, przytyłam, ale w sumie to i tak schudłam ponad siedem kilo. Moje ciało mocno reaguje na zmiany, jakie mam w stylu życia, sposobie jedzenia i ilości stresu. Im więcej stresu tym bardziej jem, bo mój ośrodek nagrody domaga się dopalacza. Jedzenie mnie uspokaja. Dostałam w spadku idealną figurę i piękne rysy twarzy. Ale, że tak jest, dowiedziałam się wiele lat później, kiedy ukończyłam czterdziestkę i zaczęłam o siebie „dbać” bardziej. A że lubię śląską i polską kuchnię, to mam.

Mamy pęd do szybkich efektów. „Przytyłaś? Schudnij 10 kilo w miesiąc”, „Masz zmarszczki-użyj kremu z natychmiastowym efektem działania”. Czy naprawdę tak trzeba? Kochajmy siebie takimi, jakimi jesteśmy. Moje rozstępy są pamiątką po ciążach, cudownym tatuażem przypominającym, że jestem matką. Wiem, że są kobiety, które chciałyby je mieć, bo wtedy miałyby własne dziecko. Dziewczyny, życzę Wam rozstępów! Życzę Wam i sobie cellulitu, bo to znaczy, że jesteśmy sobą, a jeśli chcemy go usunąć, to są „Chodzie”, „Agnieszki”,” Anki” i inne osoby lub miejsca, w których będziemy mogły popracować nad swoim ciałem i je doskonalić. Byle nie za szybko, bo można się uszkodzić.

A wiem, że jeśli Nasi Mężczyźni nas kochają nieprzytomnie, to czy mamy rozmiar 35 czy 48, boczki, wystające kości biodrowe, rozstępy lub wąsy (ojej, poniosło mnie… nie, nie, wąsy depilujemy) to kochają nas za to, jakie jesteśmy nawet z naszymi hormonalnymi jazdami bez trzymanki.