Codzienność, Dom, Humor, Pasje, Styl życia

Koniec laby

Koniec laby. Znaczy nie do końca, bo lekarz zalecił wolne do końca przyszłego tygodnia i nie zamierzam wcześniej wracać do biura. Ale Brzeskie wolne kończy się nieubłaganie – trza pomieszkać. Niedługo powrót tu, bo obowiązki matczyne, które są jednocześnie niewątpliwą przyjemnością, wzywają nieubłaganie. Ale tymczasem kilka wniosków, do których doszłam przez te prawie dwa tygodnie.

Po pierwsze, do szczęścia niewiele mi trzeba.

Jak miałam, to niedoceniałam. Towarzystwo – dzieci, psy i … Jacek. Co prawda, jak na nasze przedrozwodowe stosunki, bardzo są stonowane, ale zawsze są. Bo wiecie… miałam się z kim napić kawy i zobaczyć serial. Ruch w domu był stały, więc nie odczuwa się samotności, bo jej nie ma. Tak. To ważne. Plan na nowe życie już mam, wnioski takie, że Przyjaciele moi: chcę, abyście byli moimi częstymi gośćmi! Będę zapraszać Was do siebie i obiecuję, że zacznę piec ciasta, a przepisami zacznę dzielić się na blogu 😉 Koniec z weekendowym lenistwem!

Drugi wniosek: koniecznie zmiana planów przeprowadzkowych.

Nie, nie Opole, ponieważ Moja Żyrafka bardzo mnie potrzebuje tu i teraz. Opole jest daleko a plan lekcji najokrutniejszy ever! Trzecia klasa gimnazjum zobowiązuje. Tu nie ma zmiłuj. Szukamy mieszkania w Brzegu. Koniecznie. Chcę być pod ręką teraz i zawsze. Wszak Matką Polką jezdem. No i bliżej A4 oraz Lotniska 😉 Można się wybrać na nieplanowane wycieczki w Polskę lub za granicę WizzAirem (bo tanio) i nie tylko 😉 Trzeba koniecznie szukać dobrych stron w życiu.

Trzeci wniosek: nie potrzebuję dużo ubrań, żeby przeżyć dwa tygodnie.

Dwie sukienki, jeansy, sweter, dwie pary skarpetek, piżama, dwa t-shirty i spodnie codzienne wystarczają w zupełności. Oooo… nawet nie wiecie, ile ja zawsze ze sobą pakowałam rzeczy… i jak się na siebie wkurzałam… wnoszenie tego majdanu na stare czwarte piętro to koszmar… coś mi się zmieniło po ślubie, bo kiedyś potrafiłam spakować się w mały plecak i było ok. I wracam do korzeni. Taki Spartan i Spontan był mi potrzebny jak nic innego.

Czwarty wniosek: mejkapy.

Standardowo: puder w płynie, w kamieniu, róż, siedem cieni do powiek, dwie kredki, a nie! Trzy, bo jeszcze konturówka, maskara, tusz do brwi, pędzelki, szminki ze dwie… ech… Te baby. Czarna zawsze musiała mieć idealny mejkap. I co? okazuje się, że z kredką do oczu, jednym cieniem i maskarą też można żyć i daje się radę. Jak jeszcze pomyślę, że można zrobić makijaż permamentny i przedłużenie rzęs to się okaże, że zaoszczędzę sporo miejsca w torbie i w łazience 😉

Piąty wniosek: Co daje mi bezpieczeństwo? Spokój?

Moja asertywność ale i szczerość. Oraz Ludzie wokół mnie. Zastanawiam się, nad wycieczką na Biskupią Kopę, na którą zostałam zaproszona na jutro. W ostatnim czasie wielu Was poznałam, głównie dzięki Temu Blogowi, za co ja jestem Bardzo Wdzięczna! To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Zaczęłam robić to, co lubię i mam z tego satysfakcję. I książka się pisze 😉 Zatrzymanie się dało mi więcej dobrego, niż mogłam się spodziewać.

Szósty wniosek: pasje 🙂 No tak.

Baba Górnoślązaczka lubi sprzątać. No niekoniecznie aż tak, ale jak nie mam permamentnego lenia kanapowego, to sprzątam. Wszystko na swoim miejscu, koszyczki, pojemniczki, pachnące rzeczy, czysto, zero piachu i takietam. Okna co dwa tygodnie, kwiatki podlane, serwetki, bibelotki… No, sami wiecie 😉 A pisać uwielbiam, rysować też, ale to pracochłonne (czeba popracować nad koncentracją spieprzoną przez miliony maili i socialmedia) i… naprawiłam rok temu moją maszynę do szycia. Naprawiłam i wstawiłam do szafy. Czas ją wyjąć. Jakieś materiały by się przydały, ale sporo rzeczy poniszczonych, można dać im drugie życie 😉 Na zimowe wieczory jak znalazł. Jeszcze potrzebuję dopieścić moją Czarną Fokę, co tez lubię 🙂

Zatem czas rekonwalescencji uważam za udany, odnalazłam siebie w 100%, teraz tylko planu się trzymać i do przodu! Pozdrawiam Was Moje Czytelniczki i Czytelnicy! Dzięki, że Jesteście!