Codzienność, Styl życia

Nie lubię późnej jesieni

Nie lubię późnej jesieni. Nie lubię jej i już. Kolory uciekają, jest szaro, buro i ponuro, ciemno robi się już o 16:00. Jedyne, co dobre, to nadchodzące Święta Bożego Narodzenia. Już się cieszę na choinkę i ozdoby świąteczne. Chociaż tyle dobrego. Ten rok nie jest dla mnie łaskawy i marzę o tym, żeby już się skończył. I nie są to jakieś objawy depresji tylko zwykłe zmęczenie walką o każdy grosz.

Dobrze, że są Przyjaciele, którzy ratują mi doopsko, kiedy jestem pod ścianą.

Dziękuję Wam. Życie nauczyło mnie trwać w trybie ekonoslim, ale chwilami to jest już przesada. Zastanawiam się, co dalej się będzie działo w kraju, kiedy po dzisiejszych decyzjach dotyczących KRS staniemy się Państwem PiS. Nie wiem, nie mogę znaleźć motywacji do działania. Siedzenie samej w domu, nawet tym nowym, wymarzonym, jest deprymujące. Nie, nie umiem się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Rozważam wiele wariantów i żaden z nich nie jest perfekcyjny. Na szczęście robiąc bałagan, tak bardzo go tu nie widać. W starym mieszkaniu byłabym już zasypana rzeczami. No i małe przyjemności w postaci jedzenia… Dziś naleśniki. Płyta indukcyjna została rozdziewiczona. Moje ulubione potrawy i ciasta genialnie wychodzą na porządnym sprzęcie. Pycha 😉

Rozważam poważnie powrót do Rybnika.

Ostatnio jak byłam przez kilka dni, to czułam się jak w domu. Mówcie co chcecie, w Lewinie miałam lepiej bo przynajmniej pogadałam z sąsiadami albo ekspedientkami w sklepie. Tu… snobizm i snobizm. Rozmawiałam na razie z dwoma sąsiadami. Bo mają psy i wychodzą z nimi na spacer. Zaczęłam chodzić do pobliskiego (500 metrów) i jedynego sklepu z chlebem i mlekiem. Pomijam, że drożyzna jak ch… ale myślałam, że przynajmniej pogadam z ekspedientką, trochę się zaprzyjaźnię i takie tam. Skąd! Na każdą próbę zagadania z uśmiechem dostałam w zwrotce sfochowaną minę. Ech. No i w domu jest Tato. Nie muszę szukać rozrywek, przez zmienianie pomieszczeń. Ciągle coś się dzieje, choćby często trzeba wyjść do sklepu, na cmentarz do mamy czy coś załatwić u lekarza. Przez okno jest znajomy widok. Jak bardzo człowiek potrzebuje domu, to sobie trudno wyobrazić. A tu… nudy. Spacer z Pepsi, śniadanie, praca, obiad, praca, kawa, spacer z Pepsi, seriale, kolacja, spacer z Pepsi i spanie. Już tak zgnuśniałam, że nawet nie szukam okazji do innych rozrywek. Poza tym na nie trzeba sobie zapracować. A pensja dzisiaj to jak obcy facet. Widzę go, ale nie mogę go dotknąć. Przelatuje tylko przez konto jak wiatr. Zostaje jedynie ślad w historii.

Nie lubię późnej jesieni. Nigdy nie lubiłam i chyba nie polubię…

  • Hm, ja lubię jesień, nawet tę późną. Lubię deszcz. Jesień jest ok, nawet ta szara. Nie lubię zimy, która u nas bardziej przypomina depresyjną pluchę, niż migoczącą srebrem biel. Ale zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, na które w tym roku jakoś szczególnie czekam i sama nie wiem dlaczego. Obecnie jestem bez pracy. Nowa nawet nie chce pojawić się na horyzoncie. O pieniądzach nie wspominam, mam kredyt i rachunki. Dobrze, że mąż ma pracę, ale życie z jednej pensji i zasiłku, to nie jest szczyt marzeń. Nawet nie wiem, skąd wyskubię na prezenty w tym roku. Mieszkam w bloku z wielkiej płyty w mieszkaniu 2-pokojowym. Nawet nie masz pojęcia, jak się tu męczę. Ale staram się w tym wszystkim odnaleźć coś pozytywnego. Ciężko szukam, ale musi coś być, no nie? Sam fakt, że mam dach nad głową i całą resztę, której inni nie mają. To jest dobre…nawet ta szara jesień. 🙂 Pozdrawiam ciepło.