Codzienność, Dom, Dzieciaki, Styl życia

Mater Dyjo. Sodomia i Gomoria.

Mater Dyjo. Sodomia i Gomoria dzieje w dniu dzisiejszym. Mam cholernie mieszane uczucia.

Jestem świeżo po cudnej rozmowie z Tomkiem, który chce być ze mną na sali porodowej. Tomkiem, który chciał spuścić przysłowiowy wp… lekarzowi, który tylko szacował ryzyko wystąpienia uszkodzeń płodu (czyt. nienarodzonego dziecka), bo gdyż ponieważ bo mój wiek jest określany jako „geriatryczny” w przypadku ciąży. A to ryzyko wystąpienia wad genetycznych rośnie, jak kurs ropy na światowej giełdzie podczas konfliktu z Putinem.

Skąd się biorą dzieci to wiecie, a jak nie wiecie, to odsyłam do biologii klasy piątej szkoły podstawowej. Najskuteczniejsza antykoncepcja to szklanka wody zamiast. My nie napiliśmy się wody tylko kawy i zjedliśmy tatar. Potem trochę łososia, a za kilka dni też coś dobrego. W sumie cały czas to była jedna fajna randka z dobrym jedzeniem i komplementami. Za kilkanaście zaczęłam się czuć dziwnie. Przystopowaliśmy. Samopoczucie zrzuciłam to na silny stres, zmianę diety i sytuacji. W sumie w miesiąc + 7 kilo, to organizm miał prawo się rozregulować…

Kiedy wyjeżdżał, umawialiśmy się na Święta w Norwegii. No tak. Stres zwyciężył i zaczęły się awantury na odległość. Normalne. Nawet u najlepszych par. A my znaliśmy się chwilę… Czułam się sama, bo wiecie, nawet jeśli daliśmy sobie słowo, to zaufanie buduje się latami, a nie w miesiąc. Ale chciałam jechać. Nie byłam w Norwegii, poza tym samemu w Święta jest źle, więc bardzo chciałam tam być. Jednak okazało się, że te dziwne stany mają swoje wytłumaczenie. Jasna cholera! Boże dopomóż. Obydwoje przeżyliśmy szok. Choć Tomek większy. Wiecie, jak to mogło wyglądać z jego perspektywy? „Wrabia mnie. To nie moje dziecko. Albo zrobiła to specjalnie”. I wcale się nie dziwię. Ja jednak prosiłam Boga o wyjaśnienie. O siłę. O mądrość i cierpliwość. O zabranie uporu i oddanie, bo… po fazie szoku Mój Tomek, 100% facet, okazał się dobrym i opiekuńczym partnerem i ojcem.

-Dbaj o siebie. Odpoczywaj. Nie denerwuj się, nie wolno Ci. Uważaj na dziecko, puść mu spokojną muzykę. I nie przejmuj się niczym, damy radę.

Nie zawsze jest tak, że się ma wszystko od razu. Zwykle tak nie jest. Bóg czy Los daje Ci możliwość, wybór a do Ciebie należy decyzja. Czasem jest okupiona drogą przez ciernie. Czasem trzeba się zatrzymać, a nawet cofnąć, żeby popatrzeć z dalszej perspektywy…

.

.

Zdecydowałam się na ten wpis  pod wpływem własnych emocji, które mnie roznoszą, kiedy patrzę na ten cholerny Czarny Protest. Populizm, jaki otrzymujemy z każdej strony, który ma wpłynąć na nasze decyzje i wybory, jest tak okrutny jak nasza niewiedza, ignorancja i brak podstaw moralnych.

Sodomia i Gomoria potocznie mówiąc. Nie, nie boję się tego powiedzieć. Zmiany w 1989 roku doprowadziły do kontestacji większości podstaw moralno-etycznych, jakie otrzymaliśmy wraz z wychowaniem katolickim. Nie jestem dewotką, widzę ogromne wady instytucji kościoła, które dziś inteligentni ludzie potrafią wykorzystać do brudnych celów. Pamiętam powody przeniesienia religii do szkół. Dziś chce się religię wygnać ze szkół zasłaniając się tym, że nie chcemy żyć w państwie wyznaniowym. Były tworzone gimnazja – były protesty. Są likwidowane gimnazja – są protesty. Do jasnej cholery!

Ze swojej szkoły pamiętam wiele, ale jedno, co mnie uderzało to brak możliwości powiązania wiedzy z życiem codziennym. Po prostu nie kumałam tego, po co tego wszystkiego się uczę. I to jest cecha wspólna z dzisiejszą szkołą. Jeśli dziecko nie jest od razu ukierunkowane na swoje talenty, możliwości i zainterwsowania, to staje się bezwolnym, lub pozornie wolnym elementem systemu społeczno-ekonomiczno-gospodarczego.

Kieruje dziś nami przede wszystkim KONSUMPCJA.

Pomieszały się role męskie i kobiece w rodzinie. My kobiety, chcemy zarabiać, często zarabiamy więcej niż nasi mężczyźni. Mężczyśni od przedszkola mają zacierane pierwotne łowiecko-obronne instynkty w imię bycia „grzecznym”, „miłym” i „podporządkowanym”. Jednocześnie brak jest edukacji na temat patologii społecznych od trójkątów dramatycznych „kat-ofiara-ratownik” po rodzaje przemocy i możliwości zapobieżenia lub ochrony przed nimi. To kilka przykładów. Niewiele. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jesteśmy manipulowani przez polityków, media które nie są niezależne, manipulacje gospodarcze, lobbystów chowających się za wielkimi koncernami…

Refleksja… Wiele osób mi już przyznało rację w naszych realnych i internetowych dyskusjach, iż zasadnicza służba wojskowa robiła z chłopaka mężczyznę. I o ile uważam, że ta pierwotna, dwuletnia, była przesadą, to roczna służba robiła chłopakom dobrze na męskość. A za mundurem panny sznurem. Sama jestem tego przykładem. Dziś my, kobiety, nie czujemy się bezpiecznie w związku z facetem, zamiast walki o byt często poddajemy się, nie potrafimy podjąć konkretnych i stanowczych decyzji, co kończy się stanami depresyjnymi obu „pierwiastków”: żeńskiego i męskiego.

Wiem, może upraszczam, może generalizuję, a może po prostu pieprzę głupoty. Chętnie podyskutuję na ten temat lub rozwinę tematy głębiej nawet na podstawie literatury. Zrobię trochę naukowego bloga, ale jeśli będzie takie wasze życzenie, żebym rozwinęła te myśli, to ja bardzo chętnie.

Do czego zmierzam?

Dziś piszę to w kontekście Czarnego i Białego protestu. Nie bez kozery zabieram głos w tej sprawie i protestuję przeciwko zachowaniu i argumentom Instytucji oraz osób prywatnych biorących udział w czarnym proteście.

Żaden szanujący się lekarz nie pozostawi pacjentki bez pomocy. Tak jak dziś.

Z tym, że dziś… dzięki temu, że jestem w GERIATRYCZNEJ CIĄŻY ze względu na wiek 35+, mam swoje wyrobione zdanie na podstawie własnych doświadczeń.

Zostałam skierowana przez mojego lekarza na szczegółowe badania prenatalne. Oczywiście sama decydowałam, czy na nie pojadę, ale uwierzcie mi, lekarz nie pozostawiał mi wyboru. Musiałabym być bezduszną suką, żeby ich nie wykonać. Badania te są przeprowadzane bezpłatnie, a ośrodki, które się nimi zajmują, są specjalistycznie przygotowane. Konsultacji w interpretacji wyników badań genetycznych w Opolu udziela Profesor Nauk Medycznych, nie jakaś tam popierdółka bez doświadczenia.

Pacjentka jest szczegółowo informowana o tym, jakie to będzie badanie, czego będzie dotyczył wynik, jak bardzo inwazyjne i ryzykowne jest ono i co po nim można dalej zrobić. Uwierzcie mi, że jak zobaczyłam wynik oszacowanego ryzyka wystąpienia wad genetycznych mojego dziecka, to zbladłam. Mogłam wpaść w panikę i to zrobiłam. Zadzwoniłam… do Tomka i to był błąd. Się chłop zdenerwował, bo ja w nerwach nie umiałam mu rzeczowo tego wyjaśnić. Wyszło typowe „misunderstanding”, że lekarz sugeruje aborcję. Mój facet Tomek chciał po powrocie do Polski go lać. Dosłownie. Nie dziwię się.

Zebrałam się w sobie i jeszcze raz na spokojnie, wyjaśniłam, że… i TU UWAGA:

„Ryzyko skorygowane wystąpienia trisomii 18 chromosomu wynosi 1:130 w stosunku do 1:107 ryzyka podstawowego.  Co oznacza, że występuje bardzo duże ryzyko wystąpienia Zespołu Edwardsa, ale nie oznacza, że dziecko jest chore.”

Profesor zaproponował skorzystanie z zabiegu amniopunkcji, która ma na celu zbadanie materiału genetycznego dziecka. Na jego podstawie stwierdza się, czy dziecko ma jedną z tych trzech wad, o którym pisałam we wpisie o aborcji. Ale jest tyle wad, których od razu nie można stwierdzić, mimo szczegółowych badań, lub… można stwierdzić, ale nie są na tyle ryzykowne, jak te trzy, że tak naprawdę dopóki ono się nie urodzi, to I TAK NIE WIEMY, czy będzie na 100% zdrowe czy nie.

Dygresja: Żyrafka była zdrowym dzieckiem, a i tak miała 8 punktów w skali Apgar, bo poród okazał się trudniejszy niż zwykle. Te 10 minut mogło spowodować, że zdrowy PŁÓD mógł stać się dzieckiem niepełnosprawnym. I co? Miałam nie rodzić? Chcieć cesarkę? Powiedziec: dobijcie? CO miałam zrobić w czasie, kiedy położna Ania próbowała ją wydobyć ze mnie? Słuchać jej i robić, co kazała. A ona kazała albo przeć albo przestać.

I tu zaczęłam podejmować naprawdę poważne decyzje. Niektóre bolesne:

-Nie mogę przyjechać do Ciebie na Święta do Norwegii. Tu się decyzja skumulowała z chorobą taty ( i nie tylko), ale zanim wiedziałam o nowotworze ojca, lekarz wykluczył wyjazd.

Nasze nerwy sięgały zenitu. Każde myślało, że jest samo dla siebie. Do tego lekarz nie pozostawiał złudzeń:

-Musi Pani być na miejscu, te badania trzeba zrobić w terminie!

I tak Tomek sam spędził Boże Narodzenie na statku, a mi pękało serce. W jakim kontakcie byśmy nie byli, to nawet nowoczesne technologie w takich chwilach to za mało. Święta powinny być w domu, albo dom powinien być z Marynarzem. A tu lipa. Nijak nie mogłam tego pogodzić. Moja wewnętrzna kobieta zaczęła się we mnie budzić. „Dbam o rodzinę, o dziecko pod sercem, o córki, które mnie potrzebują, bo w Święta oprócz duchowości dba się również o tradycję. Ale to nie wszystko, rodzina rozbita, serce rozdarte, choć na jeden dzień się teleportujmy do siebie, choć na Wigilię”.

Przed samym powrotem Tomka przyszedł czas na amniopunkcję. Uwierzycie lub nie, ja, honorowa krwiodawczyni, zastrzyków się nie boję, ale… igła ma chyba 10 centymetrów. Albo więcej. Ryzyko poronienia z powodu tego zabiegu jest bardzo duże, ale bez tego nie masz 100% pewności. A ja chciałam mieć pewność, że zrobiłam wszystko. Do samego końca nie wiedziałam, czy się na nią zdecyduję. Bałam się o dziecko. Zastosowałam się jednak do zaleceń lekarza i rano pojechałam. Nie jest to przyjemne badanie ze względu na widok samej igły. Odwróciłam wzrok, lekarz znieczulił żelem miejsce wkłucia, wprowadził ją bardzo delikatnie, pobrał płyn, wyjął i już. Po krzyku. Trzy tygodnie później była kolejna konsultacja u Profesora. Wszystko w porządku. I syn!

No ale… jakby jednak nie było w porządku? Rozmawialiśmy. Już wiedzieliśmy, że donosimy tę ciążę. A w momencie, kiedy Tato poczuł ruchy swojego syna, to… w ogóle nie było opcji.

-Kiedyś miałem malutkiego kotka i jak z nim spałem, to się bałem, że mu zrobię krzywdę. Że go przygniotę albo coś innego. Teraz, kiedy śpię obok Ciebie, to tak samo się boję…

  • O! Kopnął mnie! Czułem! – wiecie, jak wzrusza taki uśmiech, który widzisz nawet w oczach?

Tak, bez wątpienia. Dom to dom, rodzina to dom, ostoja, dbajmy o siebie. Nie bójmy się kochać, żyć, zaufać, ryzykować bliskość. Kiedy raz w życiu stracisz kogoś cennego, widzisz śmierć na własne oczy, to już nigdy nie będziesz taki sam.

Będziesz robić wszystko, żeby już nikogo nie stracić. Kiedy kochasz prawdziwie i wierzysz w wyższy porządek rzeczy, nie pomyślisz o tym, że Twoje dziecko MOŻE mieć porażenie mózgowe, notabene niewykrywalne podczas badań prenatalnych, lub rozszczep podniebienia. Że to będzie kłopot, bo praca, bo trzeba zmienić tryb życia, bo za małe mieszkanie…

A wiecie, jak jest wiele możliwości falsyfikacji dokumentacji lekarskiej? Zawsze się gdzieś znajdzie ksiądz pedofil czy lekarz łapówkarz aborcjonista, który zmieni datę miesiączki albo dopisze, że…

Zapytaj małżeństwa, które wielokrotnie i bezskutecznie próbowały in vitro, ile by dały, aby urodziło się im własne dziecko?

Decyzje o aborcji dzisiaj podejmuje się na podstawie oszacowanego ryzyka. Zadam kontrowersyjne pytanie: czy jeśli oszacujemy dziś ryzyko, że Twoje trzyletnie dziecko ulegnie wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego ulegnie pełnej niepełnosprawności… I to ryzyko będzie wynosiło 85% to czy zdecydujesz się je zabić, żeby nie cierpiało?

Odpowiem: NIE.

Czy jeśli Twoje dziecko faktycznie zapadnie w śpiączkę, jego życie będą podtrzymywać urządzenia, podejmiesz decyzję o eutanazji? NIE.

To zatem dlaczego chcemy dać wybór kobietom do zabijania tych dzieci, które jeszcze się nie narodziły? Bo co? Bo nie mają imienia, daty urodzenia i tożsamości? I dlatego nie muszą być nazywane człowiekiem, dzieckiem, tylko są bezimiennym płodem?

Kiedy to piszę, Mikołaj buszuje w moim brzuchu. Czuję jego paluszki pod skórą, czasem kopniaki pod prawym żebrem. Musze z Pepsi wyjść na spacer przed 20:00, ponieważ od 20:00 Mały budzi się i rozciąga po całym dniu wypoczywania. Tak trzy godziny jesteśmy ze sobą, uspokaja go lekko ciepła kąpiel. Towarzyszy nam Żyrafka, która chichra się wesoło, widząc podskakującą koszulkę. Nagrywamy filmy na pamiątkę, choć niewiele na nich widać. I tak mija nam dzień za dniem a my coraz mniej przejmujemy się sprawami, które są naprawdę mniej ważne, bo wiemy, że Tata się nami opiekuje i my możemy spokojnie rosnąć i dawać mu radość i szczęście w prawdziwym Domu.