Codzienność, Styl życia

Miłość i strach

Dawno mnie nie było tu na blogu. Nie lubię pisać w kółko o tym samym, a z drugiej strony czekałam na kolejny krok mojego życia. Nie mogę powiedzieć, że się nie dzieje. Sam wpis o zdradzie siebie dał mi, i z tego co pisaliście do mnie, Wam również sporo do myślenia. Dlatego tak ważne jest podejmowanie trudnych tematów. Dlatego nie boję się ich podejmować przynajmniej tu, w moim internetowym odbiciu.

Asertywność to coś, czego nie mam. Odsłaniam właśnie siebie kolejny raz. Może inaczej: jestem zbyt mało asertywna a za bardzo uparta. Pamiętajmy, że jedno z drugim jest tylko częściowo powiązane. Głupi upór jest szkodliwy dla wszystkich zaangażowanych w proces czy sprawę. Asertywność to dbanie o siebie. Ale żeby dbać o siebie, trzeba siebie znać. Trzeba mieć kontakt ze sobą, być świadomym, przytomnym i zaangażowanym.

Po analizie mojej sytuacji wewnętrznej, tak naprawdę ostatnie trzy… dwa i pół roku dla mnie to lata zgubienia siebie. Zapomnienia o sobie. Owszem, miałam powody i to bardzo poważne. Jednak upór, ten głupi, oraz strach paraliżujący myśli i uruchamiający mechanizmy ucieczkowe, spowodował, że zapomniałam o sobie i o tym, że są ludzie wokół mnie, którzy są dla mnie dobrzy i pomocni. Czemu tak zrobiłam? O… o tym mogłabym długo. Choć w sumie jest na to krótkie wytłumaczenie: strach. Strach przed odrzuceniem, przed brakiem akceptacji, przed porażką, przed fizycznym i psychicznym bólem. W życiu są dwie motywacje: miłość i strach. Dwa wzajemnie wykluczające się uczucia, determinujące nasze zachowania.

Moment kulminacyjny, który niedawno pojawił się w moim życiu, nieunikniony zresztą, spowodował u mnie podjęcie lawiny kluczowych dla mnie decyzji. Odcięcie destrukcji i pójście w kierunku rozwoju. Czy to jest łatwe? Miłość jest ogniem, kolorem czerwonym. Strach jest pustką. Czarną dupą. Wszystko, co jest pomiędzy tymi dwoma to cała paleta barw, prowadzących do jednego albo drugiego końca.

Wiedza a podjęcie działań. Wiesz, że coś jest dla Ciebie destrukcyjne, a nie potrafisz tego zatrzymać. Znasz to? Co wtedy zrobić? Ja znam tylko jeden sposób. Zatrzymać się i posłuchać wszechświata. To nie jest proste. Ale warto. Wszechświat podpowiada, że energia istnieje i że można ją do siebie przyciągnąć. Pytanie, jaką energię do siebie przyciągamy? Czy miłości czy strachu? I czy można kochać prawdziwie innych nie kochając siebie? Czy można żyć bez strachu jeśli nie kochamy siebie? Akceptacja sytuacji to spokój. Spokój to przestrzeń dla siebie. Miłość to pozwolenie na rozwój.

Jestem Górnoślązaczką z krwi i kości. W moim rodzinnym domu mówi się gwarą. Moja Córka zauważyła, że rozmawiając przez telefon gwarą w jej Wrocławiu, zwraca na siebie większą uwagę niż osoby innych ras. Wczoraj miałam ciekawe doświadczenie uczestniczenia w spotkaniu na Śląsku. Ludzie prostolinijni, spokojni i mówiący moim językiem. W głosie słyszałam znajomą melodię. Nastąpiła kolejna decyzja do podjęcia. Kolejna zmiana, która wyniknęła bardzo naturalnie. Powrót do korzeni bardzo mocny i symboliczny. Powrót z wygnania do domu rodzinnego. Czy tylko starych drzew się nie przesadza?

Pamiętacie, jak pisałam o zdradzie siebie? O zdobywaniu utraconego zaufania i o ucieczce przed sobą? Te kluczowe rozważania pomogły zacząć siebie odnajdywać. Zatrzymanie się i spojrzenie w lustro jest trudne. Dzisiejszy świat pędzi bez tchu. Smartfony nas do siebie zbliżają, ale to tylko pozory. Jesteśmy od siebie dalej niż kiedykolwiek. Żyrafka poprosiła mnie, żebym z nią była. Widzę, że nie potrafi tego określić, ale chce, żebym była blisko. A ja jestem przede wszystkim kobietą i matką. Czy w imię zranionej ambicji mam wyrzec się bliskości z dzieckiem? Z Ojcem? Z Przyjaciółmi? Z Rodziną?

Korzenie… U nas na Górnym Śląsku o nierdzennych Ślązakach mówi się „Gorol”. Jak dzwonię do Ojca to słyszę:

-Co tam słychać w Gorolowicach?

Uwierzcie mi, nawet, jeżeli bardzo chciałabym się wyrzec moich korzeni, nie potrafię. Zawsze będą do mnie wracać. Zasady, wartości, zwyczaje. Nawet te bardzo sprzeczne ze sobą. Sprawy załatwiamy osobiście, dotrzymujemy słowa, nie obiecujemy. Mogłabym dzisiaj zaśpiewać „I co ja robię tuuuu?”. Miłość i strach. Dwa wykluczające się uczucia. Co wybieram? Nawet jeśli nie idzie to komuś po drodze, to ja wybieram miłość. Siebie. Słabości i przyziemne sprawy odstawiam na bok. Tak rzekłam.

  • tak sobie czasem myślę, że jesteśmy jakby ulepione z podobnej gliny… jak czytam o tym co przeżywasz to wydaje mi się, że za chwilę i mnie to czeka… w tym samym kierunku idziemy i dokładnie tymi samymi ścieżkami…