Styl życia

Mówią na to „gównoburza” i tak jest. Ale z takiej najczęściej rodzą się kategoryczne decyzje…

Mówią na to „gównoburza” i tak jest. Ale z takiej najczęściej rodzą się kategoryczne decyzje… Zmiany… Entuzjastyczne podchodzenie do sytuacji w życiu jest całkiem fajne. W zeszłym roku o tej porze ktoś mi się oświadczał, mimo, że znaliśmy się tylko ze słyszenia, pisania i zdjęć. Tak bardzo mi było źle, że desperacko szukałam bratniej duszy, która mnie zrozumie i pomoże przejść przez rozłąkę z Żyrafką.

Kiedy jechałam do Zabrza, wiedziałam, że całe moje życie się zmieni. Nie wiedziałam, że aż tak bardzo. Obcięłam włosy, poświęciłam całą MU całą uwagę, przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania…

Dzisiaj mam już nowe mieszkanie. Pakujemy się, nie bez łez i rozpaczy, ze smutkiem, żalem i rozczarowaniem. Idziemy na nowe, bo tak trzeba. Bo po burzy przychodzi słońce a po nocy nastaje dzień. Na pewno moje rozedrgane hormony miały w tej decyzji ogromny udział. Ale kiedyś nie konsultowałam się z bliskimi i przyjaciółmi, teraz to zrobiłam.Konsultowałam się z obcymi ludźmi z różnych instytucji włącznie z naszą Opiekunką, panią Marysią z MOPSu.

Wiedziałam, że mogą mną kierować hormony. I tak, jestem bardziej stanowcza. Potrafię wrzeszczeć, czasem zdaje się, że niepotrzebnie. To jak permanentny PMS. JEśli jest obok Ciebie facet, który pomoże Ci przejść przez PMS, wyjdź za niego. Jeśli nie potrafi a jeszcze dolewa oliwy do ognia – uciekaj. Zabijecie się nawzajem.

Podczas połogu i po zakończeniu karmienia piersią gospodarka hormonalna kobiety jest strasznie zaburzona. Wahania hormonów sa ogromne. Stany emocjonalne zmieniają się z godziny na godzinę, z minuty na minutę. To trzeba przejść. Trzeba mieć wsparcie. Tu właśnie jest próba dla związku.

Weszłam do MOPSU zażenowana, pięknie ubrana: firmowe trampki, lniana sukienka, wózek, jakiego nikt w promieniu 60 km od Brzegu nie widział. Ona patrzy na mnie i niedowierza.

-Tak, wiem, że nie wyglądam.

-Nie oceniamy po wyglądzie, zapraszam.

Opowiedziałam jej wszystko od początku do końca, chaotycznie, ale doświadczenie w pracy Agenta Ubezpieczeniowego pomogło… Rozrysowałam jej wszystko, zrozumiała logikę. Jednak kwoty, jakimi obracaliśmy na codzień były nie do pojęcia dla przeciętnego człowieka. Tłumaczyłam co, z czego i jak. I dlaczego jest tak, jak jest. W końcu popatrzyłam jej w oczy i zapytałam:

-Rozumie mnie Pani?

-Nie, no właśnie nie bardzo.

Boże, wstyd… W co ja się wpierdzieliłam? Wyszłam stamtąd rozstrzęsiona, Mały się obudził, płakał głodny. Usiadłam przy stoliku w kawiarenkowym ogródku, siedem razy parkowałam wózek, bo nie byłam w stanie zebrać myśli. Umówiłyśmy się na piątek, ale pomyślałam sobie, że … po co ja tam poszłam? Dała mi numer telefonu, jakbym się rozmyśliła. Włożyłam go do torby, obok pieluch, zapasowych ubranek i… dokumentów dla mojej prawnik.

Po wyjściu z MOPSU było kilka minut po 15:00. Słońce paliło, poszukałam cienia, wyjęłam mleko, usiadłam i zaczęłam karmić Mikołaja. W tym czasie Żyrafka do nas doszła, załadowałyśmy jej ogromną i ciężką torbę do bagażnika wózka i poczekałyśmy na Kasię. Poprosiłam je, żeby ze mną poszły do kancelarii, bo miałam zanieść tam te papiery. Mecenas nie było, zostawiłam je asystentce. Wróciłyśmy do domu.

Czułam w sobie taki straszny spokój.

Przyszły papiery z firmy leasingowej. Oddałam samochód, bo rata była za wysoka. Ale leasing wykorzystał okazję i mimo, że sprzedał samochód, wystawił mi weksel. Rozmawiałam ze znajomym, poradził mi coś. Zapytał, czy mam swojego prawnika.

-Tak, mam.

-To proszę się go poradzić, powinien poprowadzić tę sprawę.

Usiadłam, zastanowiłam się, co powinnam zrobić. Ale tyle razy już opowiadałam tę historię, że dokładnie wiedziałam, jaki jest plan. Strona OLX się grzała, tak często ją odświeżałam. Oglądałam mieszkania do wynajęcia. Nie jestem mstliwa, dbam o dzieci. A oboje potrzebują mnie. Nie ma mowy o rozdzielaniu. Próbowałam dowiedzieć się lub domyślić, o co tak naprawdę chodzi. I nie, nie znalazłam żadnego logicznego wytłumaczenia. Wiedziałam, że każdy dzień spowoduje u mnie coraz większe straty emocjonalne i finansowe. Wiedziałam, że dokładam wszelkich starań, żeby niczego nie zaniedbać i że trzeba zatrzymać to błędne koło.

A gównoburza była w trakcie, żarliśmy się oboma ojcami o każde słowo. Żaden nie chciał mnie zrozumieć, żadna strona nie chciała odpuścić. Zaczęło się niewinnie poszłam do prawnika w mojej sprawie, o której obaj doskonale wiedzieli. Zaczęło się od informacji, którą im przekazałam:

-Wracam od Mecenas…

Mimo skontaktowania ich obu ze sobą, nie podjęli tego dialogu. Żaden nie zawalczył o swoje dziecko, próbując porozmawiać z tym drugim. Męskie ego i chyba chęć dokopania mi wzięły górę. Maile w ilościach kilkunastu dziennie i wiadomości na WhatsApp dochodziły prawie non stop. I to jeden skończył, zaczął drugi… Standardowo było ich najwięcej po 22:00 w ekstremalnym zmęczeniu. Nie zawsze dasz radę przejść obok. Bliski człowiek zna Cię najlepiej. Ale też dokładnie wie, gdzie przywalić, żeby zabolało. Chwilami bolało, nie zawsze odpowiadałam cierpliwie i rzeczowo… Dla swojego dobra w czwartek zablokowałam WhatsApp…

W piątek obudziłam się przed 7:00. Żyrafka prostowała włosy. Padał deszcz.

-Po co prostujesz? Będziesz mieć za chwilę siano na głowie i się będziesz wkurzać.

-Mamo, zaczęło padać, jak miałam pół głowy wyprostowane…

No tak. Złośliwość rzeczywistości. Telefon ucichł i miałam 12 godzin spokoju… Myśli zaczęły się uspokajać. Zjadłam śniadanie, Mikołaj wypił mleko, porozmawialiśmy a on zaczął marudzić. Położyłam go do wózka i zaczęłam wozić. jemu opadały powieki a mi przychodziły wspomnienia… Głowa była już uwolniona od toksycznych komunikatów. Coś mi się przypomniało… Zamarłam… Wyparłam to… Jak już wyszłam z pierwszego szoku, zaszlochałam… Bosze…

O punkt 11:00 zadzwonił domofon. Pani Marysia weszła pomału po schodach.

-Dziękuję, że Pani przyszła.

-Przyszłam, bo martwiłam się, Pani była tak rozstrzęsiona, Pani Kasiu, że się martwiłam, że coś się stanie. Jest Pani świeżo po porodzie. To trudny stan.

  • To prawda, moje hormony nie pomagają w utrzymaniu spokoju, ale myślę racjonalnie, zresztą… Zresztą… Sama Pani oceni…

Siedziałyśmy długo. Rozmawiałyśmy, ona dziwiła się, a płakałam. Nie miałam już siły.

-Będą za Panią się oglądać faceci, bo jest Pani ładna. Musi Pani na siebie uważać…

To był pierwszy człowiek od pobytu w szpitalu, z którym rozmawiałam, że kiedy mówiłam prawdę, a on mi wierzył. Poczułam ulgę. Zaczęłyśmy szukać rozwiązań.

-Rzeczywiście sytuacja wygląda dramatycznie. Musi Pani… – i tu powiedziała mi to, co już usłyszałam od rodziny, od prawniczki, od przyjaciół… Zajęłyśmy się papierami i Mikołajem. Opowiedziałam o planie awaryjnym. Przyznała mi rację. Pobawiła się z synem, pożegnała się i poszła. Ale jeszcze w drzwiach tłumaczyłam jej, że pomoc, jakiej mi udzieliła jest ogromna.

Zadzwoniła do mnie we wtorek.

-Pani Kasiu, zaimponowała mi Pani tym, jak Pani walczy i się nie poddaje. Jeżeli się Pani zdecyduje na sprzedaż tych rzeczy to ja kupię coś od Pani.

-Pani Marysiu, jeśli się zdecyduję, to zadzwonię.

Działałam zgodnie z planem. W weekend usiadłam do papierów. Zebrałam wszystko. Tworzyłam pisma do szóstej rano. Wzięłam prysznic i próbowałam zasnąć. Bezskutecznie. Poszłam do miasta zanieść wszystko i zrobić zakupy. Wróciłam do domu i padłam. Spałam dwie godziny, a potem obudziłam sie z uczuciem, jakbym zmartwychwstała. Przez godzinę dochodziłam do siebie. Wykąpałam Mikołaja i się z nim pobawiłam. O północy położyłam się spać. Kolejny dzień i kolejna wizyta u prawnika.

Niewiele się dowiedziałam od prawniczki, za to się nauczyłam przejmującej dyplomacji. Napisałam do Ady. Niedowierzała.

-Będę w piątek, to porozmawiamy –  Do piątku jest jeszcze kilka dni, a to i tak nie rozwiąże moich wszystkich problemów. Więc znowu OLX się grzał. Tym razem to ja oferowałam rzeczy. Wczoraj przyjechała Ada i pojechałyśmy wysłać paczki i pozałatwiać na mieście kilka ważnych spraw. Nie mogłam już chodzić piechotą, bo mam pięty obdarte do krwi. Mogę chodzić tylko w klapkach.

Dysonans… – to uczucie, jakie mam w sobie. Straszny spokój i dysonans. Choć przy Adzie dostałam energii. Tak, potrzebuję dobrych ludzi wokół siebie. Wtedy przenoszę góry.

Wieczorem zrobiłyśmy grilla. Posiedziałyśmy na balkonie i tak sobie pomyślałam, że mogło być naprawdę fajnie, gdyby nie jego:

-Nie zawracaj mi dupy! jestem pracy! – i tak za każdym razem, kiedy ja byłam pod ścianą.

A ja w domu i… ech. Nieważne.

Usłyszałam coś, co długo będę pamiętać: -Miała Pani Firmę, jest Pani kobietą decyzyjną, się Pani weźmie w garść i zadba o siebie! Niewiele osób tu w Brzegu miało takie możliwości jak Pani. Pani raz je wykorzystała. Niech Pani zrobi to drugi raz!

Tak, właśnie tak robię od 10 września. A teraz?

Patrzę teraz na „Diagnozę”. Rybnik – moje miasto. Dom. Dom? No właśnie. Co to jest dom? Miasto, mieszkanie? Nie.

DOM TO LUDZIE, KTÓRYCH KOCHAMY I SZANUJEMY. DOM TO JA I MOJE DZIECI. RAZEM BĘDZIEMY ZAWSZE.

Wyleczyłam się ze związków. Długo już nikomu nie zaufam. Straszenie się w kłótni paragrafami i przesłuchania w czasie „pokoju” to nie dla mnie. Wolę już sama wychować moje dzieci. Jakoś dam radę.