Styl życia

Nicnierobienie

-Jestem od dzisiaj na urlopie a od ósmej rano zajmuję się firmą…

-Pani Moniko, dlaczego Pani po prostu nie wyłączy telefonu? Jest Pani na urlopie, radzą sobie bez Pani.

-Właśnie nie wiem, w sobotę mam ważny egzamin a nie jestem w stanie się skupić.

-Kasia, wyłącz ten cholerny telefon, nie możesz żyć bez niego! Zajmij się nami, domem a nie ciagle telefon w ręku!

-Milenko, napisałabym coś na blogu, o czym mam dzisiaj napisać?

-Nie wiem, Mamo, może napisz o niczym?

-O niczym? W większości piszę o niczym… jak mam napisać o niczym?

To kilka dialogów dość ważnych, które przeprowadziłam dziś i w niedawnym czasie. Co dziś w naszych czasach jest tak nieważne, że można nazwać je „niczym”? Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Zadałam sobie pytanie

-co dziś robisz, Kasia?

-NIC!

Nicnierobienie jest szczególnie ważne dla naszego funkcjonowania. Wczoraj od 8:00 byłam w biegu, najpierw musiałam przygotować kilka spraw, a potem załatwić coś „na mieście”, a w zasadzie w kilku miastach. Nie, że musiałam. Chciałam. Od dłuższego czasu rzadko wychodzę z domu i pomyślałam, ze wycieczka a przy okazji załatwienie kilku spraw prywatno-koleżeńsko-służbowych dobrze mi zrobi na psyche.

Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Większość ogarnelam przed czasem i udało mi się zrobić niezbędne zakupy. Także te przed niedzielą bez handlu. Wyszłam z domu przed południem, z kawą u Basi i zakupami w Lidlu byłam w domu o 20:00. Poczułam zmęczenie choć dzień był udany.

Jak nic nie robić, żeby wszystko zrobić i nie zwariować od nadmiaru lub braku zajęć? Jak odciąć się od pracy i spokojnie być tu i teraz wieczorem z rodziną, na spokojnie oglądając film? Lub wyjść na wspólny spacer z psem albo pojechać w góry zdobyć szczyt? Bez telefonu, myśli o tym, co w pracy, że rachunki i takie tam ważne, ale nie najważniejsze sprawy?

Znacie to uczucie, kiedy trzymacie telefon w ręku i ciagle coś w nim przeglądacie? Ucieszyłam się w momencie, kiedy poczułam, ze zaczynam być zmęczona tym scrollowaniem. Odłożyłam telefon, wzięłam książkę i… nie byłam w stanie się skupić na jej treści. Zaczęłam czytać informacje dotyczące uzależnienia od telefonu, internetu i innych nowoczesnych technologii. I… niby niegroźne, a jednak…

Najpoważniejszymi dwiema, według mnie, konsekwencjami tego uzależnienia jest utrata bliskości i więzi z najbliższymi członkami w rodzinie oraz brak możliwość skupienia uwagi na dłużej niż minutę.

Innymi słowy, z moich obserwacji siebie i otoczenia, stajemy się robotami, które ciagle myślą, robią lub rozmawiają z czymś / kimś, kto fizycznie jest w tym momencie nieobecny przy nas. A Tych, którzy są blisko, nie zauważamy. Przestaliśmy rozmawiać, jeść posiłki patrząc sobie w oczy, dotykać się, celebrować wspólnie chwile… bo nasze mózgi są ciagle czymś zajęte. Nie potrafimy nicnierobić…

Nie, ja tu nie jestem autorytetem w tym temacie. Złapałam się na braku koncentracji ładnych kilka lat temu. Potrafiłam pracować 24 godziny na dobę. Byłam generalnie najlepszym firmowym robotem, bo potrafiłam trzymac relacje z ludzmi z daleka, których nie widziałam na własne oczy, nie miałam zbyt wysokiej pensji a jednak firma miała dochód z mojej pracy.

Ale żeby bliscy do mnie się mogli dostać, czasem musieli… zadzwonić. Fundowałam im sporą dawkę odrzucenia tak samo, jak regularnie pijacy alkoholik. To objawy. A przyczyny? Każdy ma swoje. Zwykle są to zaburzenia w utrzymywaniu bliskości z drugim człowiekiem, spowodowane lękiem. Kiedy latami nie możesz się z kimś dogadać, szukasz rozwiązania. A ono jest bardzo proste.

Wystarczy wdrożyć regularne nicnierobienie samemu, a jak już odczuje się jego zalety, najzwyczajniej toksycznie zmusić domowników do towarzyszenia w nim. Nie ma nic złego w lenistwie, grach planszowych, wspólnym oglądaniu filmów czy majsterkowaniu z tatą.

My dziś z Żyrafką nie robimy nic. Ja odczułam zmęczenie po wczorajszych wojażach i znowu sobie przypomniałam, jak to jest budzić się do życia rano przez całe dwie godziny. Radio gra w tle a ja pomalutku coś tam robię. Udało się dzisiaj dłużej porozmawiać z Tomkiem, więc lekko naladowałam związkowe baterie, wyczerpane rozłąką. Ale książki nie ruszyłam do tej pory. Współczuję Pani Monice, bo egzamin w sobotę a tu telefon ciężko wyłączyć. Żyrafka wróciła szybciej ze szkoły, bo przeziębiona nie miała siły wytrwać na lekcjach. Zjadłysmy kanapki i tak leżymy. Z telefonami w rękach. Poplotkowałam z koleżanką, w zasadzie to się wygadałam, fajnie, bo wokół w pracy prawie sami faceci. Ale żeby umieć robić nic?

Jak zasiądę do tej książki i ją przeczytam to dam znać. Bo na razie to mam problem.

A Wy umiecie robić nic?