Codzienność, Dzieciaki, Praca, Styl życia

O złości

O złości będzie to wpis. O złości mojej, może Twojej albo tych, których spotykasz w swoim życiu. O złości dzisiaj, ponieważ mam jej w sobie sporo i chcę ją dobrze wykorzystać nie krzywdząc siebie czy bliskich.  Piszę w osobie pierszej, opisując własne doświadczenia. Ale polecam Ci przeczytać to tak, jakbyś to Była, Był Ty. Może unikniesz trudnej sytuacji. Albo uda Ci się z niej wyjść. Jestem do Twojej dyspozycji. A na koniec przesłanie do Jednej, Najważniejszej w moim życiu, Dorosłej Osoby.

Potocznie dzielimy emocje na dobre i złe, a Wy Faceci czasem mylicie celowo lub nie emocje z uczuciami fizycznymi:

-Kochanie, co teraz czujesz?

-Jestem głodny!

I tak często wygląda komunikacja na poziomie emocjonalnym.

No ale co z tą złością? Uczucia, które mamy i które są, odbieramy jako przyjemne, nieprzyjemne i niechciane. Niech będzie taki ich podział według Czarnej 😉 Przyjemne, takie jak miłość, radość, szczęście, wzruszenie, satysfakcja… Nieprzyjemne takie jak: zniesmaczenie, znudzenie, rozczarowanie . Niechciane to: lęk, strach (tak, to dwie różne emocje), odrzucenie, złość. 

Z drugiej strony przyjęło się mówić, że miłość i nienawiść to dwa podobne uczucia. Zgadzam się z tym, jednak każde z nich znajduje się na przeciwnym biegunie skali poczucia bezpieczeństwa. Bo właśnie, po co w ogóle mamy emocje? I dlaczego często tak bardzo nie chcemy ich czuć, że sięgamy po chemię wewnętrzną (uzależnienia behawioralne) lub, a co w dzisiejszych czasach zdarza się częściej, TAKŻE po chemię zewnętrzną (uzależnienia chemiczne)?

Uzależnienia behawioralne wbrew pozorom są groźniejsze od tych chemicznych. Dlaczego? Ponieważ nasze mózgi uczą się produkować same substancje, które w uzależnieniach chemicznych przyjmujemy z zewnątrz.

Najprostszym przykładem uzależnienia chemicznego jest uzależnienie od cukru. Tak dostępnej wszędzie, legalnej substancji uzależniającej, to przysięgam, nie znalazłam nigdzie indziej. Wręcz ja jestem przekonana o zmowie koncernów spożywczych, dosypujących cukier dosłownie do wszystkiego. Każdy półprodukt go zawiera. Co robi nam w mózgu cukier?Po zjedzeniu czegoś słodkiego podnosi się w organizmie poziom hormonu szczęścia, czyli serotoniny. To ona jest odpowiedzialna za dobre samopoczucie, stan relaksu, błogie uczucie uspokojenia albo też pozytywnego pobudzenia. Gdy jej poziom spada – pojawiają się symptomy depresji. By jej zapobiec, ponownie zjadamy coś, co zawiera cukier.

Wiecie jak wygląda detoks cukrowy?

Trochę opowiedziałam o tym we wpisie: Schudłam 8 kilo. Przeczytajcie. Generalnie cztery dni koszmaru. Sama w domu z jazdą bez trzymanki i wariującym mózgiem. Kiedyś moja Siostra opowiedziała mi o tym, jak kilkanaście lat temu przestała jeść cukier i dostała typowe objawy odstawienne: trzęsące się ręce, schizy, migrena, zawroty głowy, kolosalne wahania emocji. Poszła do lekarza. Lekarze nie byli aż tak wyedukowani jak dziś, poza tym, jak wszędzie, to w tym środowisku też zdarzają się idioci. I to nierzadko. Co powiedział lekarz?

-Niech Pani zje łyżeczkę cukru, to przejdzie.

O Tempora! O Mores! Jeszcze ze dwa dni i miałaby dziewczyna spokój, a tak wróciła do początku.

I takie historie na pewno znacie ze swojego albo cudzego doświadczenia na przykładzie najprostszych fajek, przez alkohol, narkotyki miękkie i twarde.

Dlaczego to jest tak niebezpieczne? Bo ludzie tracą kontrolę nad swoim życiem. Leczenie depresji jedzeniem, fajkami, alkoholem i lekami bez recepty kończy się tak samo jak ćpanie heroiny czy innego syfu. Czyli jak?

Każde uzależnienie to AUTODESTRUKCJA.

Jest wiele jej powodów, tak jak wiele jest nas. każdy z nas przeżył dobre i złe chwile. Ale dorosły, który żył w rodzinie alkoholików, przemocowców, został zbyt wcześnie opuszczony przez rodziców np. rozwodzących się, doznał odrzucenia. Odruchowo, systemowo, nieświadomie powielamy zachowania otrzymane w dzieciństwie. reagujemy negatywnie na słowa, którymi karali nas nasi rodzice czy otoczenie. Neutralne słowo „bóbr”, „bober” we mnie przywołuje naprawdę złe wspomnienia.

I tutaj zaczyna się autodestrukcja: bo być może jako dzieci czuliśmy, że nie jesteśmy zbyt wiele warci. Nasze poczucie własnej wartości opieraliśmy, bo tak byliśmy nauczeni, na opinii otoczenia: rodziny, nauczycieli, kolegów z podwórka. Być może osób, które nas mocno skrzywdziły. Automatycznie dążymy do spełnienia tych przepowiedni: „ty zawsze będziesz mieć burdel w domu”, „co z Ciebie za matka”, „nie jesteś nic wart, jeśli nie zobiłeś tego”.

Autodestrukcja zawsze kończy się śmiercią.

Czasem są to samobójstwa, czasem wieloletnie niszczenie siebie w nałogach. Znałam osobę, która widziała i przeżyła w swoim życiu tyle zła, że zabiła się… Papierosami. Przeżyła ponad 70 lat. Traciła po drodze wszystkie kończyny, przeżyła dwa zawały, odkryto tętniaka a i tak pod koniec swojego życia wypalała trzy paczki dziennie. Skrzętnie to ukrywała, a w domu był to temat tabu.

Sami widzicie, że po drodze dzieją się straszne rzeczy od utraty pracy, przyjaciół, zdrowia i samodzielności. Bez pomocy specjalistów, grup wsparcia i jasnych granic stawianych przez najbliższe otoczenie nie dasz rady z niego wyjść.

No dobrze, to trochę powiedziałam o autodestrukcji i uzależnieniu od chemii zewnętrznej.

Choć to temat rzeka i sami wiecie, że mogłabym długo… na swoim i nieswoim przykładzie. O tym też będzie, bo mam na to złość, że ktoś, kogo bardzo kocham, niszczy siebie i nie przyjmuje do wiadomości, że ja mam w dupie jego +10 kilo, tylko martwię się tym, że niszczy siebie, swoje zdrowie, nas i naszą przyszłość w ten sposób.

Uzależnienia behawioralne…

Ojejejejej… policz, ile czasu trzymasz w ręce swój telefon? ile czasu grasz w Candy Crush albo inne gry? Ile razy w życiu się nieszczęśliwie zakochałaś? Ile lasek przeleciałeś i teraz się zastanawiasz, czy coś złapałeś, czy i ile masz dzieci? Ile kilometrów tygodniowo przebiegasz? A może przebiegłeś już Ultramaraton? takie małe 250 km za jednym zamachem? Ile czasu spędzasz na siłce? Jak często i długo grasz w RPG? A może jesz i wymiotujesz? Albo nie jesz i też wymiotujesz? Ile seriali na raz ciągiem oglądasz?

Jak się po tym czujesz i jak często to robisz? Czy chwilowa euforia nie zmienia się w wyrzuty sumienia? A potem te wyrzuty zagłuszasz w jakikolwiek sposób? W jaki?

I teraz najważniejsze… co na ten temat sądzą Twoi najbliżsi, jeśli tacy są? Dziewczyna, chłopak, partner/ka, dzieci, mąż, żona, rodzice, przyjaciele? Jak często się z nimi spotykasz? Czy akceptują czy krytykują Twoje postawy, twierdząc, że za mało czasu im poświęcasz?

Jakie mamy rodzaje uzależnień behawioralnych:

a znalazłam trochę typowych i nietypowych: cyberseks, fonoholizm, jedzenioholizm i też hazard, anoreksja, bulimia, internet, uzależnienie od związków wirtualnych, uzależnienie od komputera i Internetu, audiofilia, tanoreksja, ortoreksja, bigoreksja… ech…

Sama nie jestem od tego wolna i mam problem ze skupieniem się nad zwykłą książką. Jest kilka źródeł, przyczyn powstawania uzależnienia behawioralnego, ale głównie w nim chodzi o to, aby uzyskać dobre samopoczucie. Biohemicznie wygląda to m.in. tak, że podczas wykonywania danego zachowania wytwarza się dopamina, „która oddziaływuje na układ nagrody w układzie nerwowym człowieka. Układ ten jest pobudzany przez określone substancje i czynności – to prowadzi do wzrostu wydzielania dopaminy, co wywołuje uczucie zadowolenia, przyjemności, euforii. W procesie rozwoju uzależnienia neurony układu nagrody coraz słabiej będą reagować na tzw. nagrody naturalne (m.in. jedzenie, wysiłek fizyczny, akceptacja społeczna), aktywować je będzie tylko substancja lub czynność uzależniająca i to w coraz większych dawkach.” – podaję za Wikipedią, ponieważ nie chcę tego przekręcić.

No dobra, ale co z tą złością?

Po pierwsze człowiek uzależniony odstawiając narkotyk cierpi na zespół odstawienny. Przypomnij sobie kac, albo trzeci dzień po. Organizm jest zatruty, mózg się domaga przyjemności, pojawia się złość. Nienawidzę pracować z alkoholikami. Mimo, że przychodzą teoretycznie trzeźwi do pracy, są niestabilni i nie można na nich polegać. Dość szybko odkrywam, że ktoś nadużywa alkoholu albo innych substancji. Poznaję po zachowaniu, niekontrolowanej złości, niedotrzymywaniu obietnic albo dziwnych wymaganiach.

Po drugie… No właśnie… Widziałeś kiedyś człowieka w skrajnym lęku?

Byliście, jak ja zwykle, co miesiąc od roku przy dacie rozliczenia za moją pracę, w stresie, który jest spowodowany: zaliczą mi czy nie? Będzie z tego kasa czy nie? Bo jak ja zapłacę te wszystkie rachunki, które kumulują się w tempie ekspresowym? Nie wszystko mogę odciąć. Poza tym są sprawy, których po prostu nie mogę już olać.

Żołnierz na froncie, który wie, że może za chwilę za dobę, dwie czeka go bitwa i się szykuje do niej od miesiąca? Zasieki, broń, ćwiczenia, manewry, obserwacja terenu? Skąd przyjdzie wróg? Czy już nas ma na celowniku? Czy dobrze się ukryłem? Czy wrócę do domu do żony i dzieci? Może jedna kula trafi mnie celnie i już nie wrócę do domu?

Albo dziecko, które przeżywa molestowanie przez członka rodziny, ten zastrasza go i musi udawać, żeby przeżyć? Bo nie zna innego rozwiązania?

Albo syn, na którego oczach chcący bądź niechcący matka zdradza ojca? I musi z tym żyć? Jak?

Albo pracownik korpo, który ma mieszkanie na kredyt, małe dzieci, żonę i szefa alkoholika, który go obarcza ogromem obowiązków, krytykuje za wszystko i płaci marną pensję? Najchętniej mu dać raz w mordę i wyjść? Ale co z dziećmi, żoną i tym kredytem?

Albo …

Żyjemy szybko, chcemy mieć dużo, jesteśmy inteligentni i ambitni. Polska jest krajem wczesnego kapitalistycznego wyzysku, pomału, choć tego nie widać gołym okiem, to się zmienia. Zatracamy siebie w imię posiadania i wpadamy w sidła złości.

Bo złość nas ostrzega przed niebezpieczeństwem. Taka jest jej pierwotna rola. 

Generalnie mechanizm wygląda tak, że najpierw odczuwamy strach a potem pojawia się złość. Adrenalina skacze i musimy działać. Ale dziś już nie biegamy za mamutami, a emocje niestety zostały jeszcze z pradawnych czasów.

Zatem czasem kierujemy ją w nieodpowiednią stronę albo osobę. Ale to już jest kwestia przeżytych doświadczeń w rolach społecznych, jakie pełniliśmy do tej pory. Źle użyta lub skierowana złość, wyładowana w błędny sposób może doprowadzić do nieszczęścia.

-Zabiła w afekcie.

-Nie wytrzymałem i mu przywaliłem.

Bywa, że ludzie manipulują, celowo wprowadzając człowieka w stan złości, żeby go zmobilizować do określonego działania.

Bo wiedzą, że zadziała adrenalina. Kiedyś sama dawałam się „wpuścić” w takie manipulacje, dzisiaj zdarza mi się to rzadko i to tylko wobec osób, których nie do końca znam, a nie chcę postępować „tak samo”. Jak ten Klient, którego ostatnio opisałam, albo inna Klientka, która trafiła akurat w dzień, kiedy miałam amniopunkcję. Ja chroniłam swoje dziecko więc poprosiłam o czas. Potrzebowałam 72 godziny na odpoczynek, bo to inwazyjne badanie, grożące poronieniem. Ale nie wtajemniczałam jej w sytuację, bo i po co. Babka pozornie była miła. Więc próbowałam działać pod jej naciskiem, ale emocje związane z ochroną mojego dziecka były słusznie silniejsze. W emocjach działamy szybko, ale jeśli one są prawdziwe, to często się mylimy, wpadamy w większe kłopoty. Przesyłkę wysłałam na czas, ale w błędne miejsce. Odkręcałam to cztery dni.  Jakież było moje zdziwienie i szok, jak usłyszałam, że ją oszukałam? Trzy dni trawiłam tę sytuację. Nie mogłam spać. Moja złość na tę babę była autentyczna. Jedyny prawidłowy sposób rozładowania jej to napisanie jej wiadomości, że zachowała się w nieludzki sposób. I uwierzcie lub nie, zrobię to już niedługo. Bo już niedługo kończę współpracę z moim pracodawcą, więc nie mam nic do stracenia.

O złości można mówić i pisać długo. Porządny wkurw może zmobilizować do katastrofalnej w skutkach zmiany. Może ona mieć dobre albo złe konsekwencje. Ale nigdy jej skutki nie pozostają neutralne. 

Często na złości ludzie zdradzają swoich partnerów. Bo najczęściej tam, gdzie się kochamy, tam próbujemy manipulować drugą osobą, żeby zrobiła to, co chcemy. Druga to wyczuwa, pojawia się strach, potem złość i masz, zdrada. Okazji do niej jest wiele. Albo Mąż sfrustrowany wyżywa się na żonie, ta bierze na klatę, ale nie potrafi jej wyładować, przychodzi dziecko ze szkoły i matka się na nie wydziera. Znacie takie przykłady, mogłabym o tym opowiadać długo. Jeśli nie potrafimy rozmawiać, albo mamy jakieś zadry w sobie do siebie bądź drugiej osoby, nie oczyścimy terenu jak jątrzącej się rany, złość prowadzi do katastrofy.

W psychologii jednym z dysfunkcyjnych schematów jest TRÓJKĄT DRAMATYCZNY: kat-ofiara-ratownik. Cholernie ciężko wyjść z tych ról. Wiem, bo mam syndrom ofiary. Przyznaję się do tego dziś publicznie. No mam. Ale przez lata wypracowałam sobie model, jak unikać wchodzenia w postawę ofiary. Nie wypracowałam go sama. Miałam do pomocy  Sztab Profesjonalistów.

Naprawdę dzisiaj ciężko mnie oszukać i wciągnąć w toksyczną relację. Chyba, że…

…jestem w silnym strachu, ponieważ złamałam swoje zasady i przychodzi depresja (czyli złość na siebie, której nie chcę okazać) i pojawia się jakiś RATOWNIK, który roztacza przede mną wizję kolorowego, bajkowego życia. Ostatecznie, po weryfikacji faktów okazuje się, że uwierzyłam w bajki, więc ja zostaję w Czarnej Dupie z Ręką w Nocniku trzymając Śmierdzącą Kupę. Tą kupą mogą być zobowiązania, zupełnie niepotrzebne, złe decyzje, wpływające na moje życie. Tracę coś, na co długo pracowałam.

Wtedy jedyne, co powinnam zrobić to uciąć tą relację natychmiast, żeby się nie pogrążać, przyznać sama przed sobą do błędu, ponieść konsekwencje, ODCZUĆ WSTYD przed sobą i otoczeniem, za swoją głupotę i iść dalej. 

Objawy uzależnienia pojawiają się przy uczuciu strachu i wstydu. Jeśli potrafisz przeżyć poczucie wstydu i wziąć konsekwencje Twojego błędu na klatę, zrobisz rachunek sumienia i zmienisz swoje życie to już nigdy nie będziesz chcieć czuć tego wstydu. I zrobisz wszystko, żeby kolejny raz tego uniknąć. Zaczniesz planować, przewidywać, żyć, czuć spokój i jedyne, co będzie mogło Cię zaskoczyć to nagła choroba, wypadek albo… koniec świata 🙂

Na szczęście nie jesteśmy sami. Jest masa ludzi, którzy naprawiają swoje życie. Są specjalne grupy, ale żeby iść dalej często trzeba się samemu przed sobą przyznać: „jestem alkoholikiem”, „seksoholikiem”  (ludzie myślą: o BOSZE! ZBOCZENIEC!!! PEDOFIL!!!), Anorektyczką, Bulimiczką… Przyznaję, że straciłam kontrolę nad swoim życiem…itd…

Dopiero wtedy można iść dalej.

No ale o złości… Jeśli zauważy ktoś u Ciebie jakikolwiek symptom uzależnienia a Ty się wtedy  wkurwisz, to tym bardziej zatrzymaj się. Poczekaj, przemyśl, porozmawiaj. Okaż pokorę. To nic złego, to wręcz oznaka siły. Lepiej wiedzieć, że się ma raka i go leczyć niż umrzeć w nieświadomości i wielkich cierpieniach i samotności.

Boisz się stygmatu? Wszyscy się boimy. Są sprawy, o których nie trzeba mówić, wystarczy robić swoje, a świat wokół sam zacznie się zmieniać na lepsze.

Nie trzeba naklejać na bagażniku naklejki „Jestem przyjacielem Billa W.”, żeby zdrowieć jako trzeźwiejący alkoholik. Naprawdę, nie trzeba. Szczególnie na początku. Żyjemy tu i teraz, a co będzie za pół roku to pokaże czas. Czy ja pół roku temu bym pomyślała, że będę w ciąży? Czy rok temu wiedziałam, że będę prowadzić bloga? Że dzięki niemu poznam wielu wspaniałych ludzi i będę umiała zmienić swoje życie? Nie.

Carpe Diem! Ale z głową!

A propos. Za kilka dni okaże się, czy moje życie, życie Czarnej, jest jeszcze na zakręcie czy na prostej. Dla mnie prosta to szczęśliwa rodzina. Nie da się w 100% być non stop szczęśliwym, ale mi wystarczy 50%. Na dobre i na złe.

Jakiekolwiek będzie to rozwiązanie, to będzie ono ogłoszone tutaj. Może będę dziękowała za szczęście, może będę prosiła Was o pomoc. Ale Bóg jedyny i Wy mi Świadkami: nie chcę być Lwicą, bo tego, kurwa, nie znoszę. Ale jak będę musiała, to w imię dzieciaków podgryzę gardło do wykrwawienia. Każdemu.

O mojej złości…

Dzisiaj jestem zezłoszczona. I nie mam zamiaru tego nijak ukrywać. jestem zezłoszczona, bo kolejny raz boję się o następny dzień, a że jestem w ciąży, to nie mogę działać tak, jak umiem i jak bym chciała. Muszę podeprzeć się … no własnie kim? I słowo „muszę” jest tu bardzo na miejscu. Bo nie lubię prosić. Musiałam użyć kreatywności do stworzenia planu B. Bo wygląda na to, że nie mogę liczyć na tę pomoc.

Jestem zezłoszczona, bo wiem, że straciłeś kontrolę i się boisz do tego przyznać. Bo się boisz teraz o swoje życie i nie potrafisz tej złości rozładować właściwie. Bo nie dotrzymałeś słowa i używasz wszystkich metod, żeby zrzucić winę czy odpowiedzialność na mnie. Bo coś ukrywasz. Byłam i jestem gotowa na wspólne życie, ale nie wolno Ci mnie kłamać. Bo ja wiem, że mnie kłamiesz. A Ty myślisz, że ja tego nie wiem. Słowami próbujesz obniżyć moją wartość, aby podnieść swoją i wcisnąć mnie w narożnik. Bo wiesz, że zrobiłeś gdzieś źle i Ci trudno się do tego przyznać. Albo chcesz mnie trzymać pod kontrolą. I wiesz, że ja mam rację, ale jak cholera, przyznać babie, że ma rację?

Jeśli nie zadbasz o nas, o swoją rodzinę, to stracisz kochającą i lojalną osobę w Twoim otoczeniu.

Jeśli nie zrobisz tego, o co Ciebie poprosiłam, jeśli nie będę mogła oprzeć się na Tobie, ja pójdę w swoją stronę. Bo będę ratowała życie swoje i dzieci. I tam nie będzie dla Ciebie miejsca.

Amen.