Codzienność, Podróże, Styl życia

Palcem po taczpadzie

Urlop… marzy mi się bardzo. Jednak nie ma co narzekać, na razie zafunduję sobie urlop palcem po taczpadzie.

Wracam do wspomnień z USA. Jej organizacja była dość trudna finansowo i logistycznie. Nasi Przyjaciele: Kamila i Patryk, zapraszali nas już w odwiedziny od dłuższego czasu. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych, mogą być tylko nieco przesunięte w czasie. Jak tylko pojawiło się światełko finansowe, na końcu którego była opcja Wyprawy bez bankructwa Rodziny, zaczęłam działać.

Najpierw zobaczyłam film na Youtube, na którym była przedstawiona wycieczka po Chicago. Obejrzałam go i … miałam łzy w oczach. Ja tam będę? Naprawdę? Ja? W Chicago? W USA? To możliwe? To się stanie! Marzenie się spełnia samemu! Dzięki Przyjaciołom! Myśli krążyły mi w głowie a endorfiny w żyłach. To prawda, że mieliśmy tam miejsce do mieszkania. To dopiero był początek góry. Potem czekała nas procedura starania się o wizę, zakupienie biletów, zaplanowanie pobytu i zebranie na to reszty pieniędzy.  

Wizy

Cztery osoby – cztery wnioski. Strona Konsulatu jest w języku angielskim i miałam stres, żeby wszystkie informacje dobrze wpisać. W przypadku niezgodnych danych mogliśmy na samym początku pożegnać się z wizą. Cztery razy podchodziliśmy do tych wniosków! A zdjęcia? Zdjęcia… muszą być w odpowiednim formacie, na białym tle, bez okularów… Człowiek na dzień dobry wygląda na nich jak terrorysta. Po wypisaniu i wysłaniu wniosków, dość szybko każdy z nas otrzymał zaproszenie na rozmowę z Konsulem. Wybraliśmy Konsulat w Krakowie, bo bliżej i lepiej się jedzie A4. Przed wizytą trzeba było jeszcze raz zrobić zdjęcia, zgodnie z zaleceniami. To je zrobiliśmy u lokalnego fotografa. Znowu wyglądaliśmy jak terroryści… Pojechaliśmy do Krakowa, stawiliśmy się przed Konsulatem, przyszedł człowiek zapraszający do środka. Okazało się, że mamy błędnie zrobione zdjęcia. Poprawka kosztowała nas 100% drożej. Na szczęście można było je zrobić na miejscu. No cóż, biznes to biznes 🙂 Na rozmowie z Konsulem odpowiadaliśmy na pytania. Okazało się, że wszystko dobrze wyjaśniliśmy i nie chcemy emigrować, zatem zapadła decyzja pozytywna. LECIMY DO STANÓW!

Bilety lotnicze

Bilety kupiliśmy po otrzymaniu wizy. Od razu jak tylko wróciliśmy z Krakowa. Kilkanaście wyszukiwarek, jeszcze więcej odnośników… Trafiliśmy na linie KLM w tamtą i AlItalia w powrotną stronę. Całe szczęście, że akurat w takiej konfiguracji. Zaoszczędziliśmy kilka tysięcy złotych włącznie z promocją na karcie kredytowej naszych Gospodarzy. Lecieliśmy zatem z przesiadką w Amsterdamie i Rzymie.

Pozostało nam tylko zaplanować pobyt i spakować się. Kamila mówiła: Kasia, nie bierz nic! Tu wszystko jest! A ja, głupia, jej nie wierzyłam…