Styl życia

Nie od parady noszę imię KATARZYNA

Bardzo proszę, w argumentacji przeciwko ustawie antyaborcyjnej nie stawiajcie za przykład prawa z krajów UE. Że niby zezwalają na legalną aborcję ale wspierają rodziców. Ze niby są prolife dla niepełnosprawnych czy chorych. Gówno prawda. Przykład chłopca uwięzionego w szpitalu i skazanego na śmierć przez lekarzy, którzy popełnili błąd, to  prosty przykład, że tak nie jest… Rządy w tych „nowoczesnych” krajach nie panują nad małymi folwarkami. Prawo ma luki, które miały prowadzić do „wolności wyboru” a tymczasem rodzic nie ma prawa decydować o sposobie leczenia swojego dziecka.

Dlaczego? Każdy student miał zajęcia z logiki i filozofii.

Kompromis to porażka dla obu stron. Wolność wyboru społecznego prowadzi do nadużyć na szeroką skalę. Wtedy należy zrównoważyć poprzez zaostrzenie kar. Chcecie prawo jak w USA? Wolność wyboru? Już widzę te zamieszki pod Polskim Parlamentem podczas wprowadzania tych wszystkich restrykcji, które tam obowiązują jednocześnie dając wolną rękę policji. A przecież to Amerykański Sen i wolność.
 

Przykład?

Zakaz picia alkoholu do 21 rż tak samo jak szwędanie się po ulicy po godzinie 23:00 osobom do 21 rż. Facet siedzący na ławeczce pod szkołą ma 99% szans na oskarżenie o molestowanie seksualne, a dzieci w stanie Illinois muszą do szkoły nosić przezroczyste plecaki dla lepszej kontroli, co wnoszą.
Spróbuj wyjść z samochodu w jakimkolwiek stanie USA po zatrzymaniu Ciebie przez patrol policji. Mają prawo Ciebie zastrzelić. Masz wybór. Wolny wybór: dostosujesz się do prawa lub zostaniesz w najlepszym razie aresztowany. Wolność. Amerykański sen.

Kolejny przykład polskiej hipokryzji?

Dlaczego na polskich drogach wszyscy łamią prawo? Nie da się jechać zgodnie z przepisami. Wszyscy Cię wyprzedzają albo biorą za pijanego. Wystarczy jednak, że POLAK przekroczy granicę Państwa, momentalnie zaczyna respektować prawo tego kraju i nie przeszkadzają mu wysokie mandaty. Czyli co? W domu mogę mieć burdel, narażać swoje życie, bo nikt mi nic nie zrobi albo dam łapówkę, a w Czechach, czy Niemczech już jestem porządny?

Tak, już słyszę kolejne argumenty: tam są inne zarobki, mandaty są drogie.

Okay, jednak jak pogadasz z Niemcem, nie Imigrantem, to Ci powie, że nie tylko chodzi o wysokość mandatu a o szacunek do prawa. Czy my, Polacy, nie możemy się zacząć szanować? Tylko w imię zaślepienia i zachłyśnięcia się błędnie pojętą wolnością słowa czy czynów, otrzymywaną wraz z ekspansją zagranicznych korporacji musimy naprawdę tracić rozum?

Praca w korpo pozwoliła Ci zaciągnąć kredyt i wybudowałeś sobie dom przez dewelopera?

Gratuluję, ja bym się dzisiaj takiego ryzyka nie podjęła. A szczególnie wtedy, kiedy banki masowo udzielały kredytów we Frankach. Pracowałam w jedynym w Polsce, który wtedy nie udzielał kredytu w żadnej obcej walucie. Dziś jego Klienci nie maja problemów. Ale edukowaliśmy tych Klientów. Byli tak zaślepieni rządzą posiadania nowego domu, że żadne argumenty nie trafiały. Ani logiczne ani emocjonalne. Widziałam swoimi oczami dramat tych ludzi za kilka lat. Nie pomyliłam się zbytnio.

Czy praca w korpo jest zła?

Nie! Sama współpracuję z korpo. Ale czy to znaczy, że trzeba od razu diabłu sprzedać duszę i nie myśleć? Popatrzcie:
W Polsce mamy najdroższe ubrania w Galeriach. Letnia sukienka bawełniana szyta w Chinach: 200 zł. Jeansy 300 zł. Buty skórzane 300 zł. Kupujesz sobie ubrania na lato i wydajesz 1/4 swojej pensji. Kupujesz rzeczy dla dziecka… nie dziwię się, że ludzie nie chcą mieć dzieci i boją się ciąży. Normalny wózek, który według mnie jest bezpieczny, funkcjonalny a marka sprawdzona – 2700 zł po jakiejś okazyjnej cenie w internecie. Często to jedna dobra pensja urzędnika z długoletnim stażem. Ten sam model w markecie we Wrocławiu, z dużo uboższym wyposażeniem kosztuje 3600 zł. Czy na dzieciach będziemy oszczędzać? Nie! I wpadamy w kolejną pułapkę zastawioną przez korpo… PUŁAPKĘ MYŚLENIA I PRZEKONAŃ.

Na mojej wycieczce do USA sporo czasu spędziłam zwiedzając Chicago i okolice.

Mieliśmy sporo funduszy przeznaczonych właśnie na to. Muzea, Zoo, Architektura, Planetarium. Nie jechałam tam na zakupy, ale dziś żałuję. Bo bywałam również w sklepach. Kupiłam kilka markowych w Polsce ubrań, które mam do dziś. Tam każdy w nich chodzi. Po powrocie odwiedziłam jeden sklep w jednej z największych wrocławskich galerii. Marynarka CK kosztowała mnie 25 $. W Polsce taka sama 500 zł po przecenie. Garnitur: 80$, w Polsce 1300 zł. Sama przebitka na cenie majtek dla facetów: 1000%!!! Dlaczego? Przekonajcie mnie, że jest inaczej…

Że my Polacy nie szanujemy się wzajemnie.

Polak sprzeda Polaka za michę zupy, nie mówiąc już o większych pieniądzach do zarobienia. Traktujemy się nawzajem jak bezmyślnych, głupich imbecyli, którzy muszą robić to, co my chcemy. Którzy nie potrafią myśleć, szukać, a w drugą stronę, że się nawzajem oszukujemy. Nie mamy do siebie słusznie zaufania. Bo… wiemy, że Polak Polaka … Że za granicą mamy słuszną opinię złodziei i czasem lepiej się nie przyznawać do własnej narodowości…

Wykonuję jeszcze najbardziej rozchwytywany zawód w Polsce.

Jestem handlowcem. Od 10 lat wiem, że nie chcę w nim pracować. Kilka miesięcy temu postanowiłam go zmienić. Ale napisałam i rozesłałam prawdziwe CV z prawdziwym doświadczeniem. I co?
Przykład: rozmowa kwalifikacyjna u dealera samochodowego.
Stanowisko: Asystentka Serwisu.
Podczas dziesięciominutowej, bardzo miłej rozmowy, właściciel już po minucie chciał, żebym sprzedawała jego samochody! Uwielbiam tę markę, jeżdżę takim wozem od kilku lat, ale ja chciałam siedzieć za biurkiem, odbierać telefony, układać harmonogramy, planować wizyty, przygotowywać papiery czyli robić to, co najbardziej lubię! Nie ściemniać i bajerować napalonych facetów i z nimi negocjować, bo tego serdecznie nie znoszę. Tam, gdzie zaczynają się twarde negocjacje, kończy się szacunek do drugiego człowieka.

Gdybyśmy działali w imię wartości, które w głębi duszy wyznajemy, nie zapadalibyśmy na depresje, nie ulegalibyśmy nałogom i nie żylibysmy w permamentnym stresie.

W sprawach fundamentalnych musimy, nie mamy wyjścia, musimy patrzeć na długoterminowe konsekwencje. Jednak łatwiej jest rzucić hejtem na pogląd niż usiąść, zatrzymać się i zastanowić nad problemem. Odrzucamy to, co jest nam w tym momencie niewygodne nie licząc się z tym, że zmiana może wyjść nam na korzyść.

Jedno dobre, czego mnie nauczyło korpo to umiejętność przechodzenia przez zmianę.

A oni potrafią! Zmiana za zmiana tak długo, aż zaczniesz robić to, co oni chcą albo odejdziesz. Zmiana to wyjście ze strefy komfortu. A to boli. Boli straszliwie i każdy z nas przez nią przechodził.
Nie zapominajmy, że to rodzice nam, a im ich rodzice, wpajali wartości fundamentalne, żebyśmy dziś łatwo mogli podejmować trudne moralnie wybory. A my odrzuciliśmy WSZYSTKO co kojarzyliśmy z komunizmem, nawet te wartości, które rodzice przekazywali nam pokątnie w szarej strefie. Bo już nie pamiętamy, że na przykład dzieci mundurowych nie mogły chodzić na religię ani iść do Komunii Świętej, bo ojciec w najlepszym razie tylko straciłby pracę.

Gdzie więc są te wartości?

Czy naprawdę nie widać, jak Korpo odbiera nam wolność? Jak przekupują lekarzy wynagrodzeniami, wycieczkami i gratisami za sprzedaż właśnie ich leków? Jak w innych branżach handlowiec w miesiąc zarabia tyle, co przeciętny pracownik biurowy w pół roku? Jak dziewczyna w banku nie może normalnie obsługiwać Klienta tylko koniecznie musi zrobić mu crosselling, bo każdego dnia musi sprzedać przynajmniej jeden produkt? Jak biorąc kredyt hipoteczny MUSISZ wziąć ubezpieczenie rekomendowane właśnie przez Twój bank, nawet obniżą Ci prowizję, żebyś je kupił? A potem płacisz pięć lat pieniądze, których nigdy nie odzyskasz, bo to pic na wodę? Szukając samemu lepiej byś sobie poradził i więcej zaoszczędził nawet płacąc normalną prowizję za ten kredyt?

Bo to nieprawda, że musisz.

Kiedyś kłóciłam się z jednym z Wujków tak, jak dzisiaj ja jestem hejtowana przez moich Facebookowych znajomych. Znam Was z realnego życia. Jeśli mnie szanowaliście w pracy, dlaczego tak trudno Wam dzisiaj zaakceptować moje radykalne poglądy? Wpadnijcie do mnie na kawę, bo ja mam problem z transportowaniem się w tym stadium ciąży. Pokażę Wam. Wiecie, że ani nie jestem anonimowa ani głupia. Sama kiedyś nie wiedziałam i chciałam wierzyć w ten sen. Dziś przyznaję mojemu wujkowi rację. Jednak mi nie chodzi o to, żebyście mi przyznali rację.

Piszesz, że nie mam prawa… że je zabieram… a jak argumentuję konkretnie, nie ogólnikowo, to kwestionujesz, wyrzucając mi … hormony kobiety w ciąży…, a kiedy dyskutowałam z Tygrysem, to raz zarzucił mi PMS, bo sobie nie umiał ze mną pooradzić. Miałam wtedy rację. Przyznał mi ją później.

Jakiego rodzaju jest Twoja argumentacja?

Moje poglądy nie zabierają nikomu wolności. Jeśli tak czujesz, to znaczy, że w głębi duszy się ze mną zgadzasz, tylko coś powoduje konflikt wewnętrzny. Jak mogę komukolwiek zabierać wolność siedząc na kanapie w piżamie we własnym domu i pisząc o tym, jaki jest mój pogląd i zdanie? A Wy dyskutujecie ze mną argumentacjami moich kilkunastoletnich córek, które po latach i tak przyznały mi rację? Nie dlatego, ze je zmuszałam. Dlatego, że ja uwielbiam obnażać prawdę nawet za cenę moich przykrych doświadczeń.

Nie od parady noszę imię KATARZYNA.

Amen.