Codzienność, Praca

Parasolka

Parasolka – słowo klucz, tak jak u mojego bohatera z książki takim słowem jest „Królik”. I jeszcze „Zachowaj kamienną twarz!” – tego uczył nas prezes i mój były pracodawca. Od lat pracuję w handlu, ale moja płeć zawsze mi w tym przeszkadzała. Bo czy świeżo upieczona matka może być twardą negocjatorką? Czy my, kobiety, nie czujemy empatii wobec osób, z którymi mamy jakiekolwiek relacje? Czy Wy mężczyźni, o tym nie wiecie? Czy nie odczuwacie pokusy wykorzystania jej dla własnych egoistycznych pobudek? Czy są mężczyźni empatyczni? Kiedy u Was ta empatia działa?

Wstałam dziś rano z „Dzień dobry” dla Tomka i kanapkami dla Żyrafki. Mała wybiegła do szkoły a ja zasiadłam do komputera, odrobić wczorajsze zaległości. Nauczyłam się już, że warto się wyspać i rano ze świeżym umysłem zasiąść do zajęć niż walczyć z prokrastynacją i wpadać w poczucie winy. „Będę pracować do 15:00, a potem zrobię obiad.

Popołudniem odpocznę i pobędę z Żyrafką.

Zobaczymy do końca Bridget Jones” – tak postanowiłam i wydawało mi się to całkiem realne.Niestety o 10:00 okazało się, że te plany nie zostaną zrealizowane, bo… jadę na dość nieprzyjemne spotkanie. Musiałam je odwołać we wtorek, bo taka zapadła decyzja z góry. Roześmiałam się w głos, jak usłyszałam o tym wyjeździe. „Co się odwlecze to nie uciecze, a jeszcze Cię pierdolnie w łeb jak bumerang” – pomyślałam ostro. „Mogłam pojechać w ten wtorek sama, bo miałam czas.” Nie pojechałam, bo nie chciałam brać na klatę KOLEJNY RAZ odpowiedzialności za niespełnione obietnice, złożone przez kogoś. Mam dość jeżdżenia i tłumaczenia, że czarne jest czarne, a niebo jest niebieskie, bo…

W ten sam wtorek kolega urzędnik zadał pytanie w naszym gronie znajomych, czy pomóc Klientowi, ponieważ ten złamał przepisy, ale dotację dostał. Bał się, że przez tą pomoc straci pracę. Zaczęłam się zastanawiać nad intencjami tamtego Klienta. Często jest tak, że „ludzie biorą” a potem nie chcą oddawać. Albo mają pretensje do całego świata o wszystko, jeśli sami popełnią kardynalny błąd. Tak, ja wiem, że konsekwencje finansowe są mega przykre. Ale bądźmy świadomi podejmując decyzje i bierzmy na klatę ich konsekwencje.

Dziś odwołanie wtorkowego spotkania w którymś momencie mogło lub nawet odwróciło się przeciwko mnie. Czy tak jest – okaże się za kilkanaście tygodni. Zobaczymy. Zebrałam się w pośpiechu, pojechałam do lekarza i w drogę. Na miejscu jeszcze tylko szybko musiałam kupić sobie coś do jedzenia, wchłonęłam to i wchodzę.

Siedzę tak i słucham, bo to nie ja prowadzę spotkanie, próbuję znaleźć dokumenty w systemie i w pewnym momencie zauważam, że jednak jestem zdenerwowana, bo mój Maciek mnie nie słucha. Zawiesiłam MacBooka… „Parasolka”! – pomyślałam.

Parasolka…

„Co tak Panią wytrąciło z równowagi? Złamała Pani parasol! Do tego trzeba dużej siły!”

Powiedział mi kilka lat temu Klient, kiedy przyjechałam pod jego firmę w deszczu, on po mnie wyszedł, a ja wchodząc do budynku zamknęłam zbyt gwałtownie składaną parasolkę. Rozleciała mi się w rękach, materiał się rozłożył i zbierałam ją w tym deszczu, moknąc i wyglądając jak siedem nieszczęść. „Kurwa!” – pomyślałam, ale wydawało mi się, że spokojnie odpowiedziałam:

-Nic, Panie Andrzeju, wszystko jest w porządku.

-Niech mi Pani nie opowiada głupot, przecież widzę.

Uczyłam się wtedy nie mieszać spraw prywatnych z pracą. Jednak nie miałam i nie chciałam za bardzo angażować nikogo w moje kłopoty. W tych kłopotach było mi naprawdę trudno jest zawiązywać nowe, wartościowe znajomości. Jak coś prywatnego i nieprzyjemnego wydarzyło się w ciągu pracy to zwykle nie miałam z kim o tym porozmawiać. Emocje były tak silne, że często kończyło się to tyradą u Klienta, jakie to mam ciężkie życie.

W tym dniu też byłam po poważnej awanturze w domu i w dość trudnym położeniu, jako kobieta. Ale wtedy nie, nie przyznałam się do tego.  Jednak”Parasolka” utknęła mi w pamięci, celowo wielokrotnie przywoływałam to zdarzenie, żeby nabrać dystansu do sytuacji. Dzięki niej zachowałam dziś kamienną twarz.

Ile razy zdarzyło Ci się podpisać coś, czego nie przeczytałeś albo komuś zaufałeś?

Wiemy o tym, że wszyscy lub prawie wszyscy lubią wykorzystywać takie sytuacje. A handlowcy to oszuści,prawda? Pokusa finansowa jest duża, a umowy obwarowane są karami lub innymi konsekwencjami. Patrząc z pozycji handlowca ja wiem, że każdy człowiek przychodzący do sklepu chce coś utargować. Biada sprzedawcy, jeśli da się wciągnąć w grę Klienta i zacznie okazywać empatię. Widzę tę empatię i próbę załagodzenia konfliktu i patrzę na twarz Klienta. Na spotkaniu, ponieważ sami nie mogliśmy zaoferować nic, nasze kompetencje się skończyły, zaczęliśmy ją okazywać.

Ale… kiedy nie wiadomo o co chodzi to zwykle chodzi o pieniądze. Czy aby na pewno? Nie dajcie się zwieść. Przykład: Prezydent Kraju nie zarabia tyle, co Prezes Banku, ale ma … władzę i na pewno przejdzie do historii.

Więc tam, gdzie nie chodzi o duże pieniądze, chodzi o władzę.

Hmmmm… Na chwilę Klient stracił rezon i już zaczął być miły, ale chyba też miał swoją „Parasolkę”, bo w pewnym momencie przyatakował mnie. Dość brutalnie. A mnie wyświetlił się w głowie film. Przypomniały mi się wszystkie rozmowy z nim, jego twarz i moje zachowanie podczas pierwszego spotkania. Adrenalina zrobiła swoje i potem ruszyła do pracy „Kamienna twarz”. Postawiłam w takim samym tonie granicę. Mój szef się przestraszył na moje słowa i zachowanie. Nie wiem, jak bardzo straciłam w jego oczach. Nie mam zielonego pojęcia jak bardzo, ale jestem tego świadoma. Mam naprawdę dobrego szefa. Po kilku zmianach bardzo chcę z nim pracować. Niestety tę kartę kiedyś odkryłam przed Klientem.

Patrząc z boku niewprawnym w negocjacjach okiem, można było dać zwieść się pozorom.

Arogancki handlowiec zwiódł Klienta, a ten próbuje odzyskać swoje pieniądze. Gdybym myślała o sobie tak, jak wszyscy myślą o sprzedawcach, że to oszuści, to wpadłabym w poczucie winy i zaczęła się wić. Kilka sekund na analizę i wiedziałam, że to była świadoma zagrywka klienta, żeby rozbić naszą koalicję. Bo pokusa utarcia nosa Korporacji u Kontrahenta była tak silna, że przeczytałam to wręcz w jego oczach. Tylko dlatego, że większość czasu siedziałam z boku i nie chciałam się „tłumaczyć” ani w inny sposób, sorry za słowo, spuszczać. I dzięki temu, że kilka lat wcześniej złamałam u Klienta parasol.

Kamienna twarz to jedno. Emocje, które się rodzą podczas takiej sytuacji to drugie. Spotkanie przeciągało się, oczywiście nie zapadły żadne decyzje, bo nie miały jak.

A Żyrafka w szkole najzwyczajniej w świecie była głodna, zupa była połowicznie przygotowana. Wyjechałam stamtąd jak burza. W głowie pełno myśli, ale jedna, która krążyła mi ciągle: facet lubi bawić się w takie rozmowy, jest w swoim żywiole, kręci go władza i przybijanie do ściany argumentami. Czyta z twarzy oponenta, które działają a które nie. Później to wykorzystuje. Nie ma w tym żadnej empatii. Jest czysty interes. Pytanie dość decydujące, czy ja w takim razie mam uruchamiać własną empatię? Ludzką? Kobiecą?

W drodze powrotnej, gdyby nie było „Parasolki”, mogłyby ponieść mnie emocje i mogłabym spowodować lub ulec wypadkowi. Czy wtedy ten człowiek by się tym przejął?

A Wy Czytelniczko, Czytelniku, co powiedzielibyście, gdyby Sprzedawca w sklepie był zdenerwowany, Ty złożyłbyś reklamację, padłoby o kilka słów za dużo i ten człowiek później miałby jakieś prywatne problemy przez pracę, w której Ty też uczestniczyłeś? Ile razy słyszałam: „idę do sklepu z reklamacją. To się wyżyję”?

I siedząc tam i słysząc argumenty wytaczane przeciwko mnie tak sobie pomyślałam, że sprawę można załatwić „po męsku”, a potem napić się wódki i żyć dalej. Tyle, że ja jestem kobietą. I aktualnie nie mogę pić wódki. Nawet nie lubię. I wogóle z obcymi facetami nie pijam. Czyli… nie będzie nici porozumienia.

Coaching… przeszłam niejeden. Dzisiaj też przeszłam coaching. Jednak sprawa musi zostać wyjaśniona. Bo ja tak chcę. Potraktować gościa jak tą parasolkę? Jak uważacie?