Codzienność, Dom, Gadżety kobiety

Perfekcyjna Pani Domu dla leniwych i zapracowanych

Perfekcyjna Pani Domu – wpis dla leniwych i zapracowanych, również Panów. Część pierwsza.

Kto z nas nie lubi wstać rano i dostać śniadanie do łóżka? Ubrać się w szlafrok, wziąć cudny prysznic i cieszyć się pięknym, perfekcyjnie wysprzątanym i pachnącym domem? O matko! Jak ja zawsze marzyłam o takim idealnym życiu! Najlepiej byłoby urodzić się księżniczką albo córką miliardera, mieć pałac, służbę a w stajni konie. No niestety. Nie ma tak … (no właśnie, czy…?)  dobrze. Brzeska woda jest niesłychanie twarda, Pepsi jest ogromnym sierściuchem, uwielbiającym się tarzać, a przecież normalnie żyjąc i funkcjonując w rodzinie, chata się zwyczajnie brudzi. Jak sobie z tym poradzić?

Może to się wydawać śmieszne, ale ogarnięcie trzypokojowego mieszkania w normalnej cztero czy pięcioosobowej rodzinie ze zwierzakiem, nie jest łatwe. Ktoś mi kiedyś powiedział, że „dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania”. Jasne. Jest. I żeby tak było, od lat trzymałam się wypracowanego standardu i harmonogramu, ale teraz okazuje się, że w większości będąc jedyną gospodynią w domu, musiałam go mocno zmodyfikować. Najważniejsze jest planowanie.

Po pierwsze nie może zabraknąć czasu na inne zajęcia: czas dla męża, dzieci i nie zapominajmy o sobie.

Po drugie planuję zużycie środków chemicznych w celach praktycznych i ekonomicznych…, czyli żeby mi ich nie zabrakło i abym nie wydała na nie fortuny!

Po trzecie trzeba angażować do pomocy resztę domowników, bo inaczej zwariujemy, zarobimy się i wszyscy wokół będą mieć do nas pretensje.

Dzisiaj w każdym domu jest pralka.

Po prostu nie wyobrażamy sobie już bez niej życia. Pamiętam, jak mi się zepsuła w Lewińskim mieszkaniu, to wpadłam w panikę! 🙂 🙂 🙂 Odkryłam też zalety kapsułek do prania. Najulubieńsze to Persil, Ariel też są ok. Do zwykłych ubrań lub psich sprzętów (od szelek i smyczy poprzez ręczniki i posłanie) używam zwykłych z Tesco albo z Lidla.

Jeśli jest miejsce w domu to warto rozważyć również zakup elektrycznej suszarki. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez niej. Dlaczego? Kiedy jest dużo domowników (a czterech to już sporo), pranie pierze się prawie non-stop. W większości naszych domów używamy takich zwykłych rozkładanych suszarek, wieszamy to pranie, suszymy, zdejmujemy i tak w kółko.

Jedna moja koleżanka ma dwójkę Maluszków w wieku między 3 a 6 lat. Bosze, jak te dzieci się brudzą! No takie jest przecież prawo dzieciaków 🙂 W domu trzeba mieć mnóstwo ubrań na zmianę, a dziecko zwykle przebiera się raz albo dwa razy dziennie. Ileż można prać, wieszać na suszarce, sprawdzać, czy suche, prasować, układać i tak w kółko. Edyta ma DWIE rozkładane suszarki. Stoją ciągle w dużym pokoju jej domu, bo łazienka jest zbyt mała…

Znacie tą sytuację? Ja też znałam. Mimo większych dzieci miałam spory problem, kiedy w sobotę, jak zwykle co trzy tygodnie, zmieniałam poszewki w łóżkach. Jak już wyprałam poszwy, prześcieradła i zmieniłam je na świeże i pachnące, to suszyłam to pranie jeden albo dwa dni. W łazience nawet nie wieszałam, bo wystarczyło dwóch domowników, którzy się regularnie wykąpali i bielizna nadawała się do ponownego przeprania.

Dodatkowo prześcieradła zwykle krochmaliłam, a potem trzeba było jeszcze to wszystko wyprasować… Nie narzekałam, bo nie znałam innego rozwiązania. Ale dziś… nie znam innego słowa na tą sytuację, jak: KOSZMAR. Tydzień prania z prasowaniem, dwa tygodnie spokoju i dawaj na nowo. A gdzie zwykłe, codzienne pranie? Bluzy, spodnie, koszulki, ścierki kuchenne, ręczniki, obrusy… Może firanki i zasłony, jak ktoś takie ma? Pewnego dnia pojechałam do znajomych i tak sobie rozmawiam, a ona zachwala mi… suszarkę elektryczną do prania.

-Ale jak? – pytam. A co z prasowaniem? Podobno rzeczy są strasznie pomięte!

-Ależ skąd! No chyba, że je przesuszysz!

Uwierzyłam, poszukałam w internecie, znalazłam i kupiłam. Akurat ten model nie wymagał podłączenia do odpływu wody, więc… idealnie. Wierzcie lub nie, pranie robię trzy razy w tygodniu, a i tak oszczędzam na rachunkach za elektryczność. W zbiorniku zbiera mi się ciepła woda, więc mieszam ją ze środkiem do podłóg i oszczędzam! Kupiłam nawet mniejszy kosz na bieliznę, bo na bieżąco wszystko jest prane i nie zbiera się w łazience. No i najważniejsze… nie muszę stać wieczorami przy desce do prasowania. Chyba, że jest to materiał wymagający i nie nadający się do suszarki. Koce wreszcie pachną i nie kiszą się podczas suszenia, pluszaki, poduszki, ręczniki… nawet psie posłanie 😉 A jak piorę poszewki z pościeli z wszystkich łóżek to tego samego dnia są wyprane, wysuszone i ubrane, bez uciążliwego prasowania. Naprawdę nie trzeba ich prasować. Polecam każdemu elektryczne suszarki!

O zaletach zmywarki już pisałam… Tu nie ma dwóch zdań. Jedyny problem to nauczyć domowników wyjmowania czystych naczyń i wkładania brudnych od razu i unikać składowania ich w zlewie i na kuchennym blacie.

Druga zasada utrzymania zmywarki w dobrej kondycji to usuwanie resztek jedzenia z naczyń przed ich włożeniem do środka. Nie zapominam nawet o kubkach 😉 Usuwamy wszystko, bo… słyszałam historię, jak kiedyś zaskoczyły Użytkowniczkę zielone pędy wyrastające z ramion górnego spryskiwacza… Jak to możliwe? Jakimś cudem dostała się do jego środka pestka z cytryny, która pozostała w kubku po herbacie. Tak sobie tam była, aż wyrosła 😉 🙂 🙂 ciepło, wilgotno, to natura sobie poradziła. Wszystko fajnie, tylko weź człowieku, ją stamtąd potem wydobądź!

Trzecia zasada to po prostu dużo naczyń i sztućców. Jak zbrudzę to wkładam od razu na miejsce do zmywarki. Każdy domownik zna metodologię układania naczyń, więc nie ma wielkiej filozofii. Na trzyosobową rodzinę wystarczy 12 sztuk każdego rodzaju sztućców, kubków, szklanek i talerzy do codziennego użytku. Oraz oczywiście zmywarka o szerokości 45 cm. Wstawia się ją zwykle dwa razy dziennie. Jeśli obiady są skomplikowane, to wtedy włączam ją trzy razy dziennie. Ale dla rodziny czteroosobowej nie wyobrażam sobie innej zmywarki, niż 60 cm. Po prostu wąska jest zbyt mało pojemna! A ja nie znoszę stojących w kuchni garów i brudnych talerzy!

Środki do zmywarki: tutaj jest trochę wymagań, ale okazuje się to prostsze niż wygląda. W magazynku zawsze mam sól do zmywarki (2 kg ok. 6 zł) i nabłyszczacz (cena podobna). Do tego tabletki. Oczywiście te najbardziej reklamowane są najdroższe! A naprawdę nie trzeba kupować tak drogich i renomowanych. Ostatnio w brzeskiej Mrówce kupiłam 105 tabletek za niecałe 25 zł. Mam zapas na ok. 1,5-2 miesięcy przy częstym zmywaniu. A kuchnia zostaje czysta i ręce mam zadbane 😉 😉

Pralka była, suszarka była, zmywarka była… No tak… Podłogi!

Nienawidzę sprzątać podłóg. Ja pierdzielę, jak mam odkurzać DYWAN albo zmywać podłogę, to jestem ciężko zajęta innymi sprawami, albo zwykle baaardzo zmęczona. Albo chora. Albo… O nie..! Nie znoszę! Mogę odkurzać wykładziny, ale zmywać podłogę albo przebijać się  odkurzaczem przez włochaty dywan, żeby porządnie zebrać sierść… Nie… To już wolę prasować. No i jak sobie z tym poradzić przy braku wykładzin i z owłosionym psem? A tu jeszcze chcemy do domu przynajmniej dwa koty?

No to ja sobie radzę tak:

Rozwiązaniem na sierść jest pies z włosami – te nie wypadają i zwierzak się nie leni. Częste szczotkowanie sierściuchów lub dla zamożnych zwierzęcy fryzjer. A jeśli tak jak my, macie długowłosego psa, to i tak jesteście w lepszej sytuacji, niż właściciele tych krótkowłosych, np. labradorów czy bokserów. Mimo wszystko to problem. A pomóc może Irobot roomba lub wszelkie jego klony. Po prostu to ustrojstwo jeździ sobie po domu i zbiera na bieżąco wszystkie kłaki i inne śmieci. Dla zabawy możecie mu przykleić takie śmieszne oczka i proszę… jest kolejny domownik 😉 Zwykle samojeżdżące roboty same też się ładują, podjeżdżając do bazy przy niskim poziomie baterii. Genialna sprawa. Polecam!

Zostaje sierść na tapicerce mebli i dywanach. Bo nie oszukujmy się, ten robot wszystkiego nie zbierze. Nie ma szans. A na to mam dwa sposoby: odkurzanie ręczne lub zebranie sierści ręką w gumowej lub lateksowej rękawiczce. Osobiście ten sposób lubię najbardziej, ponieważ jest najskuteczniejszy. Perfekcyjna Pani Domu pokazała kiedyś, że rękawiczkę trzeba lekko nawilżyć. Ja twierdzę, że to już jak kto lubi. Ja mam takie basenowe japonki, które są gumowe. Często, jak rozmawiam przez telefon, to zbieram sobie nóżką sierść z dywanu w jedno miejsce. Ale niestety, odkurzanie bez roomby trzeba uskuteczniać przynajmniej co dwa dni, a kiedy już odkurzysz te podłogi, to wypadałoby je zmyć…

Nigdy nie brzydziłam się brudnej wody, ale ostatnio coś mi się stało i przestałam lubić wykręcanie mopa ręką. Zwykła „czarownica” ma kosz do wykręcania sznurków, ale bardzo jej nie lubię, bo i tak zostaje po niej powódź. Nie mam tyle siły, żeby skręcać tego mopa w koszyku. No nie mam i już. Jak już się zmuszę do niego, zmyję tę podłogę i wyczekam CIERPLIWIE aż wyschnie, to zawsze zostają ślady prowadzenia kija i kropli wody. Masakra. Dla lubiących „Czarownice”, ale chcących, jak ja, poprawić sobie komfort pracy, z pomocą przychodzi mop Viledy. Obrotowy, higieniczny i w praktyce rewelacyjnie się sprawdza. Nalewasz wodę, płyn do podłóg, moczysz kija, wkładasz w kosz aż kliknie, machasz w górę i w dół (!) rozkręcając kosz jak wirówkę. Kręcisz go tak długo, aż uznasz, że sznurki są wystarczająco wilgotne iiiii… zmywasz. Raz dwa, podłoga zmyta. Polecam!

Dobra, nie w tej kolejności, ale to jest wpis dla leniwych 😉

Na tapetę trzeba jeszcze wziąć kurze, szyby, lustra i… telewizor 😉

O tak, podnoszenie każdej doniczki, Aniołka czy bibelotu albo przecieranie szyb to też nie jest moje ulubione zajęcie. Jakbym mogła załatwić to ręcznym odkurzaczem, to byłoby najlepiej. Niestety nie posiadam, Karchera parowego do szyb, luster i kabyny też nie, więc radzę sobie w trybie ekonomicznym: Chusteczki W5 z Lidla + sucha ściereczka, a do szyb i luster papierowy ręcznik. Ekspress!!! Do drewnianych mebli, takich jak np. seria Hemnes z IKEA nie nadają się chusteczki W5. Tu trzeba użyć środka do pielęgnacji drewna, ja stosuję Pronto do mebli drewnianych.

Niestety z kabiną u mnie jest gorzej, bo woda w Brzegu jest zwapniona bardziej niż żyły staruszka, więc mam odwieczne białe krechy na kabinie, doprowadzające mnie do szewskiej pasji! Szyba to szyba, czy w kabinie czy w oknie. Czysta ma być! Próbowałam sobie radzić specjalnym sprayem do usuwania kamienia. Ale mała ilość była za mała, a dużą ilością się … dusiłam. Więc wzięłam w obroty najzwyklejsze mleczko kuchenne, może być ulepszone z wybielaczem, np. Cif (nie zapominaj o rękawiczkach, bo wyżre Ci skórę), kuchenny zmywak w postaci gąbki, ciepła woda i … jedziesz! Zmierzyłam sobie dzisiaj czas. Cała kabina z kafelkami i baterią – 4 minuty. Tak to mogę sprzątać!

Generalnie mleczka, gąbki i ciepłej wody oraz potem suchej ściereczki używam do sprzątania całej łazienki.

Myję nim sanitariaty z zewnątrz, kafelki, umywalkę, szafki, ślady po paście do zębów, mydle itp. Minimalizm, minimalizm i jeszcze raz minimalizm. Jeśli chcesz dezynfekować sanitariaty, to użyj specjalnego środka. Oczywiście płyn do WC, np biały Domestos, kostki dezynfekująco-zapachowe i zmieniające kolor wody to już standard.

Ja wyznaję zasadę, że chemikaliów używam jak najmniej. Im mniej środków, tym więcej czasu, mniej podtruć i kilka, a nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie zostaje zaoszczędzonych w portfelu. Nie wiem, czy wiecie, ale chemia też powoduje alergie u nas i przede wszystkim u naszych dzieci. Trochę bakterii w domu musi być. Trochę, a nie mnóstwo…

Perfekcyjna Pani Domu jak widać ze mnie żadna, do tego leniwa i kombinująca. Jednak wszystkie te sposoby przepracowane są na moim przykładzie. A wierzcie mi lub nie, jestem kobieta ze śląska, MUSZĘ mieć czysto i tanio przy okazji. Te sposoby są sprawdzone więc…

Polecam się!