Styl życia

Pierwszy wolny wieczór od … prawie miesiąca. Świętujemy!

Pierwszy wolny wieczór od … prawie miesiąca. Świętujemy! Nauczmy się doceniać dobre chwile, w życiu jest ich strasznie mało. Ten malutki Dzióbeczek Syna jest tak przekochany, że nie mogę przestać się na niego patrzeć. Mamy skok rozwojowy, co się wiąże z piciem coraz większych porcji mleka, ale … kończy się masakrycznym ulewaniem. Więc mamy po trzy przebiórki pomiędzy drzemkami 😉 mama nie nadąża prać i prasować a synio się śmieje w głos 🙂

Nowe mieszkanko jest mniejsze ale przytulniejsze. Żyrafa musi przywyknąć, bo nie ma takiej perfekcji, jak w poprzednim, ale…jest spokój. A ten jest najważniejszy. Jesienna rewolucja dobiega końca. W sądzie mamy kilka spraw dotyczących dzieci, bez ich rozstrzygnięcia nie możemy ruszyć z niektórymi finansami. Ale… nie, nie piszę tego jeszcze na Forum, nie zapeszam.

Powiem Wam tak: nasze prawo jest tak pokręcone, że nie jestem w stanie logicznie wytłumaczyć sobie niektórych jego zapisów.

Za Boga nie wiem, kogo ono chroni. Jeśli dziecko urodzi się przed 300-ma dniami od uprawomocnienia się wyroku rozwodowego, dziecko jest prawnie potomkiem byłego męża. Matka ma ma maksymalnie pół roku na wytoczenie powództwa przeciwko prawomocnemu ojcu. Jeśli tego nie zrobi – amen w pacierzu. Tę operację może póżniej wykonać tylko dziecko i to dopiero po ukończeniu 18 roku życia. Wiecie, czemu nie pisałam tu za często? Bo takich skomplikowanych, kurna, spraw mam kilkanaście do wyjaśnienia.

Akurat o tym, że mój syn nie może nosić mojego nazwiska, że prawo stanowi, że jego ojcem jest człowiek, z którym nie mam nic wspólnego od ponad dwóch lat, dowiedziałam się w środę 4 lipca.

W trzeciej, najtrudniejszej dobie po porodzie. Nie dość, że hormony, nieprzespana noc, bo współlokatorka dała popalić całemu oddziałowi, to jeszcze wracałam do domu, w którym nie było Tomka. Sama, z córką i świadomością, że Mikołaj ma zamieszanie od początku swojego życia. Do tego zastałam katastrofalny bajzel i suche kwiatki. Płakałam prawie non stop kilka dni. Ach, dni… tygodni!

Kiedy widzisz, że nie jest ok, a „Twój” facet nie pokazuje żadnych oznak miłości do Ciebie, nie jest entuzjastyczny dla dziecka, nie bierze go na ręce a jeszcze robi Ci krytyczne i bolesne uwagi… a na koniec wyjeżdża i zostawia samą w ciężkiej emocjonalnie sytuacji, dodając jeszcze swojego… Masz prawo usiąść i płakać. Masz prawo użalać się nad sobą przez chwilę. Ale tylko chwilę. Bo przecież wcześniej już to widziałaś, ale miałaś nadzieję, że to się zmieni. Jednak, wiedziałaś, że nie… Nie ma szans. Jak to powiedział mi Marek Bosman: „Niech się Pani nie cofa, to 45 letni facet, on się już nie zmieni, nie ma się co łudzić”.

Ja to usłyszałam, jak już byłam w nowym mieszkaniu i wiedziałam, że jeśli zrobię krok wstecz, to na pewno nie w tej sprawie…

Sprawa o zaprzeczenie ojcostwa jest na wokandzie od 12 lipca. Sędzia ma na biurku papiery od 29 sierpnia. I NIC. W zeszłym tygodniu, czyli na koniec września, pisałam wniosek o przyspieszenie jej rozpatrzenia. Wkurzam się sama na siebie. Zawsze byłam dobra i wyrozumiała dla swoich facetów. Niańczyłam ich jak matka. Ale teraz basta. Bo gdybym złożyła pozew rozwodowy od razu, to dziś Mikołaj miałby dziś prostą drogę i jedno nazwisko.

Ale zawsze szłam na ustępstwa i dziś to ja muszę czekać do świętego nigdy albo wypisywać kolejne dokumenty, na które Sąd i tak ma wylane. Reforma polskiego sądownictwa jego mać!

Wbrew wszystkiemu i tak dziś świętujemy, bo oficjalnie zakończyłam przeprowadzkowy bałagan, wyjaśnia się sprawa mojej nowej pracy, zamknęłam jedną biurokratyczną sprawę z ZUS i teraz czekać tylko na decyzję, uprzątnęłyśmy kartony po przeprowadzce i, co najbardziej mnie cieszy, wyprałam całe pranie, które zalegało mi w koszu.

Rano jedziemy z Mikołajem na weekend do Rybnika. Tam też już się żegnamy ze starymi śmieciami. Odwiedzimy Grób Dziadków. Potrzebuję tam pójść i posiedzieć dłużej. Nie na chwilę, a na godzinę. Nie opłakałam jeszcze śmierci Taty. Ostatnio byliśmy z Bratem i Żyrafką, zapaliliśmy świeczkę i już. Ale takiej samotnej wizyty nie odbyłam. A potrzebuję, jak każdy.

Pożegnania są bardzo ważne. Bez nich nie można iść dalej.

O ile Mama latami nas szykowała na swoje odejście, o tyle choroba taty była nagła i zawsze będę twierdziła, że Bóg ochronił mnie przed załamaniem, darując mi Mikołaja. Tyle się wtedy wydarzyło, że nie zdążyłam się pomartwić, bo zamartwianie się i stres mogły skończyć się poronieniem. Zapłakałam rzewnie na pogrzebie przez chwilę. I przestałam. Ból emocjonalny był tak silny, że czułam go w każdym mięśniu. Płacz spowodowałby skurcze. Nauczyłam się wtedy oddychać zamiast płakać i żyć w wewnętrznym spokoju pomimo huraganów, jakie spotkałam na swojej drodze. Teraz z kilkoma osobami, między innymi naszą Panią Marysią z MOPS, zastanawiamy się, jak to jest, że Mój Mikołaj jest tak spokojnym dzieckiem, pomimo życiowego koszmaru, jaki przeżyłam w tej ciąży i kilka tygodni po niej.

Nauczyłam się w tym roku jednego. Tego, czego nigdy nie chciałam się uczyć ani stosować… Nauczyłam się dbać najpierw o swój interes. Bo kiedy nie masz za co kupić mleka dziecku, to już nie jest śmieszne. Napisałam Tomkowi, że wstydziłby się, wysyłając mi zdjęcia z restauracji z wykwintnymi daniami. Że ja się zastanawiam, co zjeść, a on mi podsyła polędwiczki w sosie kurkowym… Wiecie, że nie ogarnął? Jak bardzo nieczułym trzeba być człowiekiem, to szok!

Dziękuję Rodzinie i Przyjaciołom za pomoc i wsparcie duchowe, prawne i finansowe. Że dostałam pieniądze. Że kupiliście ode mnie te rzeczy. Że mogliśmy się przeprowadzić. Że miał kto nam pomóc. Że wiem jakie pisma napisać i gdzie je złożyć. Że Mam z kim rozmawiać, bo to bardzo pomaga. Bo mam siłę do wykonywania następnych kroków.

Wiem, że nie jestem wcale przyjemna dla kilku osób. Że trudno zdobyć moje zaufanie, o ile w ogóle. Ale tak będzie. Bo bycie miłym, uprzejmym i pójście na rękę wtedy kilka tygodni, miesięcy, lat temu spowodowało, że dzisiaj o mały włos skończyłoby się to katastrofą dla mnie i moich dzieci.

Oddałam dzieciom mieszkanie z małżeńskiego dorobku. Wiedziałam, że Jacek nie będzie finansowo gotowy, żeby mnie spłacić. Więc nie chciałam mu komplikować życia i wymyśliłam, że mieszkanie przepiszemy córkom. A dziś mogłabym planować zakup własnego mieszkania czy domu na wsi pod Brzegiem. Ale nie. Poszłam chłopu na rękę.

Za namową Tomka wynajęłam za drogie dla mnie mieszkanie. Bo Lewińskie było dla niego za małe. Obiecał, że będzie je opłacał. A potem on się stale migał od opłat a ja musiałam się tłumaczyć najemcy. Powiedziałam – basta. Zarobioną na morzu kasę wydawał na nas i swoje jedzenie z prędkością światła, choć nie oczekiwałam luksusów a wręcz namawiałam do oszczędzania. W sklepach stawiał nas w sytuacji bez możliwości odmowy. Kupował rzeczy, których nie chciałyśmy. W lodówce jedzenie się nie mieściło a kupował takie rzeczy, z których ja i tak nie mogłam ugotować normalnego obiadu. Masakra. Za każdym powrotem z morza trzeba sobie kupić kawior i wodę Perrier. Dwie zgrzewki małych plus jedna duża. No ok, jak chcesz, ale nie wypominaj mi, że na mnie wydajesz kasę, bo ja tego nie tykałam. I ja nie życzę sobie tego w moim domu. Ludzie głodują, ja mam nie popłacone raty kredytu, rachunki za Twój telefon, ale Ty się nawet o to nie pytasz? I zostawiasz mnie z tym samą? W ciąży?

Mogłam jeszcze wykonać plan, który z Żyrafką obmyśliłyśmy jesienią i przenieść się do Rybnika. Potem mogłam wynająć mieszkanie od Sąsiadki Ewy na bardzo korzystnych dla mnie warunkach. Ale nie, Tomek go nie chciał, bo było „zwyczajne”. A mi było za niego wstyd. I ciągle obiecywał, że kupi mieszkanie na Tęczowej. Nawet w czerwcu rozmawiał z jego właścicielem o kupnie. Później się okazało, że wszystkim krewnym i znajomym powiedział, że mieszkanie jest JUŻ jego, a pieniądze na niego dał mu jego Tata… Jak wierzyć człowiekowi, który wszystkich okłamuje i pokazuje tylko część prawdy?

Wstyd, jaki przeżyłam przy wejściu do MOPS, był niebywały. Nie, nigdy więcej nie chcę tego poczuć. Dlatego świętujemy, bo jest nadzieja i nie jesteśmy sami. Odebrałam mocną życiową lekcję. Jednak mamy co jeść, w co się ubrać i gdzie spać. I nie musiałam wcale wydawać tysięcy złotych, żeby dokupić ubrania Mikołajowi czy wynająć ładne mieszkanie. Udało mi się zmniejszyć stałe rachunki. Udało mi się spłacić część zaległości na tamtym mieszkaniu. Czeka mnie jeszcze niejedna bitwa, ale

DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ.

A nagrodą jest uśmiech dzieciaków. Choć kota, za to że niszczy nam rzeczy, to przysięgam, w końcu wypuszczę przez balkon!