Styl życia

Prawa strona mocy

Prawa strona mocy…

„Obserwuję Cię już kilka lat i tak teraz się zastanawiam, kiedy byłaś prawdziwa. Pamiętam fotografie i teksty, które zamieszczałaś [na TT – przyp. Czarna], a kilka dni temu przeczytałem”prawa strona” Można, aż tak się zmienić?” – napisał do mnie @MacGandalf dziś rano, po publikacji kolenjego fragmentu mojej książki. Zresztą nie tylko On, choć On zrobił to w bardzo delikatny sposób. Wcześniej kilka osób zwróciło mi na to uwagę, zatem postanowiłam się do tego dzisiaj odnieść.

Nie, nie można się aż tak zmienić i prawda jest taka, że moje poglądy polityczne nigdy do tej pory nie były ujawniane na TT. Konto Twitterowe mam od kilku lat, bo od 2010 roku, ale dopiero na przełomie maja i czerwca 2016 roku mocno się uaktywniłam. Dlaczego? Szczerze? Z nudów.

Po odejściu od męża z przyczyn nieobiektywnych, które zostaną między nami i które dzisiaj nie przeszkadzają nam w utrzymaniu normalnego kontaktu, myślałam, że oszaleję z nudów i braku atencji ze strony mężczyzn. Zależało mi wtedy za zwrócenie uwagi jednego człowieka, który podjął decyzję i zerwał ze mną kontakt, słusznie szukając równowagi i powrotu do rodziny.

W sytuacjach, kiedy kobieta jest słaba i jednocześnie prowokująca, pojawia się sporo ‚Łowców okazji”.

Ja na początku dość delikatnie, ale później mocno zaczęłam prowokować wprawdzie pięknymi z punktu widzenia sztuki, ale jednoznacznymi fotografiami, które miały niewiele wspólnego z przyzwoitością i ochroną własnej kobiecości. Miało to dla mnie wielorakie konsekwencje.

Po pierwsze: moje córki, znajomi bliżsi i dalsi stracili do mnie szacunek. Jeśli tracisz szacunek, tracisz autorytet.

Po drugie: zaczęłam dostawać oficjalnie i nieoficjalnie różnorakie propozycje, z nagimi zdjęciami Twitterowiczów w tzw. DM włącznie. Tego mi było za dużo. Musiałam zacząć blokować wielu użytkowników i przeraziłam się skalą przemocy seksualnej, jaka pojawia się w sieci. Ludzie bez problemu pokazywali swoje ekshibisjonistyczne skłonności. Przestało mnie to bawić, bo było niezwykle niebezpieczne dla mnie i mojej rodziny. Przystopowałam wtedy.

Po trzecie: rozpoczęłam rozmowy z różnymi ludźmi, którzy bez względu na intencje okazali się dla mnie destrukcyjni. Zamiast myśleć o swoich sprawach i ustalać strategię działania, ja zajęłam się personalnymi kontaktami, które, jak dziś spoglądam wstecz, do niczego mnie nie doprowadziły.

Po czwarte: trafiłam na psychopatę, który przez kilka miesięcy zarzucał na mnie sidła. Okazało się później, że nie zasadził ich wyłącznie na mnie… Ja nauczona doświadczeniem obrony przed przemocą, dość szybko sobie z nim poradziłam, ale wiem, że kilka kobiet z TT miało przez niego straszne problemy włącznie z szantażem emocjonalnym… Szantaż w postaci filmów i fotografii ze wspólnych spotkań… Koszmar tych dziewczyn był niewyobrażalny. Wykorzystywanie trudnej sytuacji w domu przez człowieka wypaczonego psychicznie… Po mojej interwencji z pomocą kilku osób wszystko się dobrze skończyło.

Z plusów owszem, nabrałam doświadczenia, jakiego dotąd nie miałam i które niewątpliwie mi się przydało w relacjach z ludźmi. Ale i bez niego wiedziałam wcześniej, co jest dobre a co złe dla mnie. Tylko w swojej słabości, sama pchałam się w dziwne, szkodliwe relacje, jak ćma do ognia.

Poznałam też moich blogowych współpracowników, dzięki którym mogę tu wyrażać swoje opinie i dzięki którym poznałam Tomka. Resztę naszej historii już znacie. Zawsze chciałam pisać i taki był mój cel.

Więc konkludując tę obszerną argumentację, czy można się zmienić?

Nie, nie można i ja nie kryłam nigdy moich prawicowych poglądów, choć rzadko wypowiadałam się na polityczne tematy. Zresztą, jak już się kiedyś wypowiadałam, to ja po moich trafnych komentarzach, byłam zwykle atakowana przez męską część lewicowego TT. Według nich moje poglądy, delikatnie mówiąc, są dziwne i niestosowne w porównaniu do kontentu medialnego, jaki miałam na swoim profilu. Odsyłano mnie do tworzenia rozrywki a nie intelektualnych dysput. Na początku mnie to bawiło, ale w zasadzie to nie było i nie jest śmieszne.

Traktowanie siebie jako obiektu seksualnego, choć zdjęcia nie były nigdy moje, jest aktem ogromnego poniżenia własnej osoby.  Kobiety w ten sposób zabierają sobie samej poczucia wartości, szacunku i miłości własnej. A ja jestem matką, mam córki, dziś partnera i chcę, aby one potrafiły się chronić przed wykorzystaniem a nie wręcz wpadać w sidła, szukających łatwych okazji, mężczyzn.

Druga sprawa to fakt, iż przez lata nie byłam aktywna nijak politycznie z prostego powodu, jakim było zajęcie się domem i wychowaniem dzieci, a potem gonitwą za groszem i szacunkiem do samej siebie w świecie agentów ubezpieczeniowych i przedstawicieli handlowych. A tam łatwo zaprzedać duszę diabłu, dać się kupić, omamić i zapomnieć o własnych wartościach.

Zabieram głos tylko w tych sprawach, na których się znam osobiście lub posiadłam na tyle dużą wiedzę, że mogę ją poprzeć faktami i nazwiskami ze współczesnego świata lub historii.

O ile moja wiedza psychologiczna poparta kilkunastym doświadczeniem, choć jeszcze nie wykształceniem, to dla mnie jak abecadło, o tyle fakty historyczne, geograficzne, społeczne i gospodarcze omawiam z innymi w celu najlepszego i najtrafniejszego przekazu. Problem w tym, że takich osób jest niewiele. Ja mam szczęście, ale kto szuka ten w końcu znajduje 🙂

Kiedyś i w tych tematach byłam ekspertem, jednak kilkunastoletnia przerwa od udziału w życiu społecznym zrobiła swoje. Co nie znaczy, że nie dokształcam się w tych zagadnieniach na bieżąco. Uważam, że współczesny człowiek to człowiek renesansu, erudyta, który w dobie globalizacji  powinien mieć zdanie, poparte wiedzą teoretyczną i praktyczną.

Swoje poglądy staram się w miarę możliwości pokazywać w sposób świecki.

Skończyłam jedne studia, zaczęłam drugie, trochę filozofii też liznęłam, a w mojej jeszcze obecnej pracy bazuje się na różnych źródłach. Proces dokształcania w sprawach etyczno – moralnych bez bezpośrednich aluzji do jakiegokolwiek wyznania mam, w mojej ocenie i porównaniu do rówieśników, czyli tych popularnych i nieźle zarabiających coachów, dobrze opanowany.

Swego czasu chciałam również studiować teologię, jednak są takie aspekty, które mnie przed tym zatrzymały. Przede wszystkim mam cięty, niewyparzony język i używam wulgaryzmów szczególnie w momentach, kiedy jestem mocno wzburzona emocjonalnie. Już widzę tę przychylność w stosunku do mojej osoby, okazywaną przez księży docentów czy profesorów na Wydziale Teologii, po żywej dyskusji, gdzie z moich ust wymykają się niecenzuralne słowa. Albo ich ocenę mojego wyglądu. Kocham szpilki i czerwone ubrania i na pewno bym z nich nie zrezygnowała jeżdżąc na zajęcia. A tu trzeba się dopasować z szacunku dla Instytucji. Zatem nie, teologia i zgłębianie prawd wiary nie tylko katolickiej, a także historii wyznań robię również we własnym zakresie.

Uwielbiam dyskusje na tematy kontrowersyjne, uwielbiam zderzenia argumentów, uważam, że tylko w ten sposób się rozwijamy. Czasem owszem potrzeba spokoju, ale po to mamy zacisze domowe, żeby w nim się zaszyć i dbać o siebie zgodnie z własnymi wartościami.

Należy pamiętać, iż Polski Twitter jest głównie narzędziem do uprawiania polityki i tej „Wielkiej” i tej domorosłej. Mamy sporo dyskusji na różnych poziomach argumentacji. Zszokowały mnie wulgarne i agresywne wypowiedzi różnych Twitterowiczów w stosunku do siebie. Przez te dwa lata nauczyłam się zasad funkcjonowania we „współczesnej sieci”. To nie jest łatwe, jest mnóstwo prowokatorów, ludzi nieautentycznych, można się szybko w tym pogubić i dać sprowokować.

Czasem warto się zatrzymać, przyjąć na głowę kubeł zimnej wody, przyznac się do błedów, wyciągnąć konsekwencje. Pozornie zrobic krok albo tysiąc wstecz, aby odnaleźć właściwą drogę.

A ja? Ja będąc w trudnym okresie mojego życia, trwającym bez mała kilkanaście lat, sama się odsunęłam od moich fundamentalnych wartości. Myślę, że wiele z nas tak zrobiło. Moje już istniejące wpisy o aborcji, są początkiem dość długiego rozważania o tym, jak życie ludzkie jest ważne i co nas jako społeczeństwo, doprowadziło do jego dzisiejszego braku poszanowania. Podstawą mojego systemu wartości jest Dekalog, który poznawałam od dziecka.

Miałam to szczęście dorastać w czasach zmian w Polsce i obrad Okragłego Stołu. Żyłam w okresie, kiedy Jan Paweł II był Papieżem. Kiedy Ksiądz Popiełuszko został bestialsko zamordowany.

I osobiście doświadczyłam tych wszystkich przemian. Jednocześnie będąc późnym dzieckiem moich rodziców znam z ich opowiadań koszmar wojny i walki o Polską niepodległość. Mój Dziadek był dowódcą lokalnego batalionu AK, a Babcia zaraz po pierwszej wojnie światowej, jako kilkuletnie dziecko była służącą w domu niemieckiego arystokraty, gdzie zarabiała na utrzymanie swoje i swojej rodziny.

Wychowana w trudnym okresie Stanu Wojennego, słuchająca w nocy z mamą Radia Wolna Europa, nawet nie marzyłam o otwarciu granic. Rodzice pokazywali mi ograniczenia, jakie mamy w życiu i uczyli żyć tak, aby się nie narażać i jednocześnie kultywować tradycje rodzinne. Nie musieli zachęcać mnie do uczestniczenia w Mszy Świętej, bo to właśnie w Słowie od dziecka znajdowałam spokój ducha. Zawsze uśmiechnięta i radosna, nigdy nie miałam problemów z rzeczywistością, mimo trudnych doświadczeń i szykan ze strony podwórkowych kolegów. Oj tak, biłam się z chłopakami, ale walczyłam w ten sposób o szacunek dla siebie. Wiedza, szkoła i wiara były dla mnie zawsze fundamentem egzystencji. Wiedziałam, co jest dobre a co złe.

Nie bałam się nigdy poznawać podstaw innych religii, w moim otoczeniu jest nawet sporo Świadków Jehowy, z którymi utrzymuję przyjacielskie kontakty. Dzięki temu ugruntowuję swój system wartości a Wy, Moi Drodzy Czytelnicy często odbieracie mnie bardzo pozytywnie, za co bardzo dziękuję.

Żyjemy w czasach najdłuższego pokoju w naszym rejonie geograficznym. Każde dziecko w siódmym roku życia boi się wojny i jest to stan naturalny. Sama pamiętam mój strach podczas obchodów jej wybuchu na szkolnej uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego. Musiałam wtedy spać z ojcem. Kiedy w wieku 16 lat przeczytałam książkę dokumentalną o obozie w Auschwitz, byłam tak wstrząśnięta, że nie mogłam spać. Kiedy już zasnęłam, śniłam koszmary. Każdy film o obozach sowieckich czy niemieckich, czy dokumentalny czy też na bazie ludzkich, autentycznych historii do dziś wywołuje we mnie uzasadniony lęk. Już nie o swoją przyszłość. O przyszłość moich dzieci. Z drugiej strony wizje katastrofalnej zagłady, Armageddonu spowodowanego naszą lekkomyślnością w konsumpcji też są dla mnie realne.

Ileż można żyć w lęku? Kiedy poszukamy jego źródła u siebie, znajdziemy wiele takich przykładów.

Szlifując język angielski czytałam książkę amerykańskiego autora o kulisach powstawania biznesu naftowego, na którym oparta jest cała amerykańska gospodarka. Chcielibyśmy mieć wpływ na to, co się dzieje wokół nas, jednocześnie wszyscy, włącznie ze mną, wpadamy w sidła i pułapki współczesnego świata. Nie pamiętamy o historii naszego kraju, nie wyciągamy wniosków, nie chcemy zrozumieć naszych rodziców i dziadków, twierdząc, że mieli „średniowieczne” poglądy. Czasem sama zarzucam to mojemu partnerowi. Sfrustrowana, nie panująca nad lękiem i targana skrajnymi emocjami oraz słabościami swojej kobiecej natury.

Rozmawiajmy, dyskutujmy, nie zapominajmy o naszych korzeniach. Polska była silnym krajem. Czasy Kazimierza Wielkiego, Jana III Sobieskiego, Dynastii Wazów… Dlaczego dziś boimy się do tego przyznać?

„Kwestionuj wszystko, co oczywiste”. Zakwestionowałam wszystko, co dziś dla nas, Polaków, jest ważne pod kątem ideologicznym, politycznym, gospodarczym i społecznym. Szukam różnych poglądów, opinii w mediach, słuchając wypowiedzi pojedynczych, zaangażowanych w poszczególne sprawy osób. Mając podstawy i wiedzę psychologiczną, wiem, że nie ma sytuacji obiektywnej. Czytam naukowe badania, analizuję ich wyniki, konsultuję…

Każdy z nas, zawsze, niezależnie od światopoglądu, na poszczególne zagadnienia czy problemy, będzie spoglądał subiektywnie.

Pryzmat własnych doświadczeń tych świadomych i nieświadomych, pojedynczych sytuacji mających różne: pozytywne czy negatywne konsekwencje, strach, ambicje własne, troska o bliskich… Te wszystkie aspekty bardzo osobiste wpływają na to, co widzimy a co, i tu z trudem muszę to napisać, chcemy zobaczyć.

Tak, mam prawicowe poglądy. Zawsze były dla mnie najważniejsze wartości, rodzina, dzieci. Wpadłam w sidła korporacji i ciężko mi do dziś się z nich uwolnić. Chcę jednak pokazać swoją osobą, że są sprawy ważne i ważniejsze. I o dziwo, mam wrażenie, że bardziej Wam się podobam taka, jak jestem dzisiaj, choć szokuję swoją dzisiejszą postawą, bardziej niż przed dwoma laty.

I wcale tego nie robię dla akceptacji, tylko z potrzeby, bardzo egoistycznej potrzeby, opowiedzenia swojej historii i zawalczenia o nasz piękny Kraj.