Codzienność, Styl życia

Urodziny

Urodziny zawsze były dla mnie świętem. Cieszyłam się nimi jak dziecko. Te były inne. Tak, były wyjątkowe, nie ma nic bardziej dziwnego, jak rozprawa rozwodowa w samo południe w własne urodziny. Jeśli pomyślicie, Drodzy Czytelnicy, że to był radosny początek dnia, to się mylicie. Są ludzie, którzy chcą i potrafią się cieszyć w takich chwilach. Ja byłam swojej decyzji pewna na 100%, ale znałam powagę sytuacji.

Jakimże jestem człowiekiem, kiedy na przysłowiowy koniec dnia przypominają mi się same dobre chwile?

Mogłabym powiedzieć: jak na złość 🙂 Jednak nie. Złość minęła. Miałam nadzieję, że nie tylko mi, ale jednak nie. I ta złość przypieczętowała akt. It’s done. Bóg wie, co robi. Mam wokół samych dobrych ludzi. Dziękuję Wam! Urodziny świętowałam z córkami. Zjadłam obiad, potem los zesłał mi do domu na herbatę moją długoletnią przyjaciółkę. Wieczór z Żyrafką, jej ulubionymi Ikeowskimi klopsikami i tortem. Na koniec dnia przyjechałyśmy do domu z choinką i rolkami papieru do prezentów.

A przecież niedawno robiliśmy zakupy na Lewińską choinkę…

Te chwile powróciły jak bumerang. Tak, nowe mieszkanie to dobry ruch. To też dar od Boga za jego pośrednictwem i Twoim mam swój azyl. Położyłam się do łóżka przed północą i zasnęłam niedługo potem. Dawno tak się nie wyspałam, mimo, że spałam tylko kilka godzin. Uwierzcie, to krótko! Obudziło mnie tuptanie malutkich, trzyletnich Sąsiadek, które wstają przed świtem. Dwie bliźniaczki, żywe sreberka. Nowe życie. Nowy dzień. Stare sprawy do zamknięcia z naprawdę dziwnymi odczuciami. Lekkość i zapał, jaką czułam, jest nie do opisania. o 15:00 miałam dość, bo tyle załatwiłam, że kręciło mi się w głowie 😉 jednak zjadłam obiad i dokończyłam kilka spraw.

Refleksje…

Wczoraj na rozprawie, później spacerując po Opolu i po świątecznej IKEI siłą rzeczy wróciły wspomnienia. Ten czas od kwietnia 2016 roku, od wyprowadzki, zmywarki, diety, powrotu do biegania, walki z depresją i utrzymaniem za wszelką cenę swojej firmy… Ludzie, którzy byli mi bardzo bliscy i dalecy… Dzisiaj sytuacja się odwróciła. Te przyjaźnie i związki zawarte w 2016 i 2017 roku okazały się wielce nietrwałe. Blichtr. Strach. Poza. Brak zaufania. Panika. Ucieczka i… wielkie porządki.

Jak długo powinno się podejmować życiowe decyzje?

Miętosić, rozważać każdy wariant czy zaufać Bogu i własnej intuicji?Jak myślicie? Przede mną nowe wyzwania. Już o nich wiem. Teraz mam kilka tygodni, żeby rozważyć odpowiedzi na te pytania patrząc na przykłady sukcesów i porażek z własnego życia. I popełnić jak najmniej błędów… Zatem…

Czego tak naprawdę potrzebujemy?