Styl życia

Uwielbiam…

Uwielbiam dyskusje na tematy moralne. Im mniej mam poparcia wśród swoich rówieśników i kolegów, tym bardziej czuję,że trafiam w samo sedno. Nie lubimy prawdy. lubimy żyć wygodnie. Nie lubimy brać odpowiedzialności. Odrzucamy korzenie, tradycje, ponieważ zmuszają nas do pracy, wysiłku i życia w regułach. A wygodnie jest żyć przyjemnie, bo…

No właśnie o co nam dzisiaj chodzi?

Nasi rodzice i dziadkowie zarzucili nas oczekiwaniami, które chcemy spełnić. Chcemy być najlepsi, akceptowani, żyć „godnie”, żeby nam i dzieciom niczego nie brakowało jak w amerykańskim śnie. Dom, samochód, dzieci muszą znać przynajmniej trzy języki, uprawiać sport albo  chodzić na tańce. W domu ani rodzice ani dzieci nie mają sił na nic, wszyscy padają albo uciekają do smatfonów, laptopów, gier… przychodzi weekend, trzeba ogarnąć chatę, pranie… kto by miał siłę w niedziele jeszcze ganiać do kościoła jakiegokolwiek, gdzie smętne pieśni się śpiewa a ksiądz pieprzy na kazaniu jak połamany. Przecież robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby zapewnić dzieciom byt i spełnić oczekiwania naszych rodziców i dziadków.

Tylko gdzie czas dla nas?

Ideał piękna, ideał matki czy rodzica, idealny dom, samochód… Wzięłam kilka kredytów, żeby dobrze mieszkać po wyprowadzce od męża, żeby moje wynajęte mieszkanie nie przypominało meliny. Przepraszam, jeśli ktoś czuje się urażony, miałam jak większość z nas trudne dzieciństwo. Nie toleruję alkoholu, bo kilka kobiet w mojej rodzinie za bardzo za nim przepadało. Nie toleruję kurzu na meblach, bo te, które były trzeźwe, miały posprzątane mieszkania. Nie lubię brudnych okien, bo… i tu zaskoczę … nie lubię i już. Z brudnego dywanu śmieci, sierść zostają na ubraniach a w brudnej kuchni ciężko przebywać. Kupiłam zmywarkę, bo nie znoszę myć garów. Od 7 roku życia zmywałam w niedziele po dwudaniowym obiedzie. Kuchnia wyglądała zawsze jak po wojnie, więc mam uraz do zmywania.

Jestem przekonana o tym, że każdy z nas ma jakieś takie doświadczenia.

I to one decydują zwykle o tym, jak bardzo staramy się o nich zapomnieć albo skompensować sobie braki z dzieciństwa. Wszyscy je mamy, nie ma człowieka, który miałby idealne dzieciństwo, ale najważniejsze jest abyśmy kochali siebie samego. Tak wiem, banał. Ale jak już dojdzie się do tego, jak bardzo to jest trudne do poczucia i potem jak łatwe do utrzymania, to miłość własna jest najważniejszym przeżyciem i uczuciem, jakie mamy w sobie.

Co to znaczy kochać siebie? Dać sobie pozwolenie na rozwój.

Każdy ma inną definicję rozwoju. Kusi mnie w tym miejscu, aby pokazać mechanizmy terapeutyczne, ale nie. Często Ci najbardziej rozchwytywani i najlepiej opłacani coachowie wykorzystują metody poznane na terapii uzależnień na treningach biznesowo-motywacyjnych. Kiedyś rozmawiałam z kumplem, który zapłacił ciężkie pieniądze za jeden wykład u Grzesiaka. Śmiałam się, jak mówił mi o tym, czego się nauczył, chciał mnie przekonywać, a ja powiedziałam od razu: tak to prawda 😉 I nie, nie zwariowałeś, idź tą drogą, ona jest najlepsza. Usłyszałam ciszę po drugiej stronie słuchawki ;)))

O co mi tak naprawdę chodzi w tym wpisie?

O to, abyśmy nie bali się otworzyć oczu, przestali się stresować, jak już wzięliśmy te kredyty, które i mi spędzają sen z powiek, a jak już widzę telefon z windykacji banku to mam chwilami ochotę skakać z okna. Tak mam dosyć. I dziś myślę: Kaśka, na co Ci to było? trza było brać tanie w Brzegu, Żyrafa byłaby z Tobą cały czas, nie wpadłabyś w długi i w depresję i wszystko lepiej by Ci szło wtedy. A dzisiaj żyłabyś szczęśliwsza i spokojniejsza. I nie tylko Ty, bo wszyscy wokół się martwią. Ale nie, mnie się wydawało, że jestem niezniszczalna, nieśmiertelna a wszystko wokół będzie działać na moje życzenie. To mój przykład. Jeśli każdy z nas się na spokojnie zastanowi, sam przypomni sobie, że w życiu miał podobne porażki.

I dochodzimy też do fundamentalnych reguł, zasad…

Chcemy Państwo Świeckie, choć od wieków jesteśmy państwem związanym z kościołem. Są reguły ustaniowione przez religię, ale nie chcemy ich przestrzegać. Przynajmniej pięć przykazań z dziesięciu dzisiaj jest cholernie niewygodnych w stosowaniu. Łatwo jest je zatem odrzucić niż je stosować. Bo dostosowanie się do reguł jest trudne. Cholera, sama wiem jak bardzo! Od kilku dni się pilnuję, żeby wstać i od razu zaścielić łóżko. Niby proste, ale nie do końca. Bo czasem człowiek ma tak dość wszystkiego, że najchętniej nic by nie robił. A im bardziej nie robisz tym bardziej Ci się nie chce… Zasada prokrastynacji. A potem na 5 minut przed przybyciem gości zamieniasz się w tajfun i ogarniasz. Tyle, że… ile to kosztuje energii? Wychodza goście i znowu niechęć. A najłatwiej motywować się drobnymi czynnościami.

Dekalog mówi prosto:

szanuj Boga, nie przeklinaj, odpoczywaj w wolne dni, szanuj rodziców, nie zabijaj, nie zdradzaj, nie kradnij, nie zazdrość rzeczy ani obcych kobiet. Proste? Tak. Ale jak zaczniemy się zagłębiać, to nie takie proste… Bo handlowiec często sprzedaje rzeczy, do których nie ma przekonania, ale ta praca daje mu godziwe wynagrodzenie. Więc pozornie godzi się na złamanie zasad. Jednak firma, w której pracuje, prowadzi cholerne rankingi i konkursy, więc… zaczyna się wyścig szczurów. Raz wpadniesz w ten syf, ciężko z niego wyjść, uwierz, wiem co mówię. Lekarz… Prawnik… Żołnierz… Nawet górnik czy szewc albo krawiec…

A swoją drogą znacie dobrego szewca albo krawca?

Korzystacie z ich usług? Czy już tylko kupujecie galeriane buty i wyrzucacie, jak nie są potrzebne? Nie ma dziś fachowców. Chodzenie do zawodówki to wstyd… ale czy na pewno? Czy ja musze zrobić doktorat z psychologii, żebym była wiarygodna w swoich poglądach? Nie wystarczy moje doświadczenie czy przykład z życia?

Czasem warto wysilić się i wstać z 15 minut wcześniej łóżka,

zaścielić je, zjeść na spokojnie śniadanie i zrobić drugie do pracy zamiast iść na obiad do zakładowej stołówki i zostawiać tam codziennie 15 zł. DO tego fajki 15, w domu kolacja- 20 zł i potrzeba kupę kasy, żeby przeżyć i spłacić ratę kredytu. A gdzie inne przyjemności? Po dwóch, trzech latach wpadamy w pułapkę stresu i zapominamy o sobie i swoich zasadach, walcząc o przeżycie. Potem teoretycznie niechciana ciąża to koszmarny stres, bo już wcześniej nie wyrabialiśmy z funkcjonowaniem, a gdzie czas na dziecko? I zamiast dzieci kochamy koty, psy, świnki wietnamskie… walczymy o prawo kur do humanitarnego transportu… A to wszystko to konsekwencja naszych wyborów: zgadzamy się na galerie, to upadają lokalne sklepiki. W galeriach towar nie jest z lokalnych wyrobów a w 99% z …? Przecież wiecie, skąd. Kupując tam, zgadzamy się na reguły tam panujące. Wiemy, że źle robimy, ale nie potrafimy odważyć się żyć inaczej. I zaczyna się konflikt.

A wystarczy kochać siebie…