Dom, Humor, Pasje, Styl życia, Zwierzaki

Zakochana para!

Zakochana Para! Torres i Pepsiara! Kiedy patrzę na te dwa Dzwońce Łobuzy, to oczy same mi się śmieją. Oboje są leciwi, bo Pepsi ma już dziewięć lat (czyli ludzkich 63), a Torres dwanaście (czyli 84 ludzkie lata). Taki Psi Uniwersytet Trzeciego Wieku. Ona z nadwagą, On z artretyzmem, oboje po poważnych zabiegach. On z ADHD a ona Dama. Wróciłam właśnie z Nimi ze spaceru, nawet Dwójeczkę robiły jednocześnie. Od dzisiaj są oba u mnie, co jest dla nas nowym doświadczeniem.

Pepsi.

Historię Pepsi już znacie. Dodam, że adoptowałam ją z Fundacji Warta Goldena, żeby mieć towarzystwo w smutne, samotne dni. Cała procedura trwała około miesiąca. Nie spodziewałam się, że będzie mieć na mnie taki wpływ, że jej spokój i charakter tak bardzo będzie różny od charakteru Torresa. Na początku strasznie było mi jej szkoda, bo była apatyczna, ale kiedy przyjechała Kaja z zabawką, to od razu zrobiło się wesoło.

Torres.

To była wielka manipulacja z mojej strony i dość długo z Jackiem się kłóciliśmy o to, że tak go podeszłam z Torresem. Żeby nie powiedzieć, że to był jeden z głównych powodów separacji. Kaja, odkąd pamiętam, chciała być weterynarzem. W wieku pięciu lat znała systematykę zwierząt, znała wszystkie gatunki dinozaurów, chciała mieć psa, konia i … co tylko bądź. Kiedyś na wakacjach przysposobiła sobie mrówkę, nadała jej imię i dbała o nią przez prawie cały tydzień. Po tych wakacjach dostała żółwia. Ale jej największym marzeniem był pies. Dysputowaliśmy wielokrotnie nad rasą, płcią i wychowaniem psa, jednak to było bardzo wygodne, bo na gadaniu się kończyło. Bo nie mieszkaliśmy u siebie dość długo. Jednak wszystko, co dobre się kiedyś kończy. Dziecko Moje wiedziało, że nie ma rzeczy niemożliwych i założyło nawet puszkę skarbonkę na „Psa Rasy YORK”. York dlatego, że mały, poręczny i ma włosy, których nie gubi. Taki kompromis.

Nie, nie chcę Yorka. On jest taki niemęski!

Powiedział Jacek, jak już mieliśmy własne mieszkanie i czas nastał na dotrzymanie obietnicy. Meble już były kupione, mieszkanie urządzone, zostały tylko firanki do powieszenia, ale … w sumie bez nich też mogłam się obejść. A Moja Córeczka tak bardzo chciała Przyjaciela. Miała z nami ciężkie życie, więc czemu miałabym nie dotrzymać słowa? Zbliżały się jej urodziny. Pomału zaczęłam w domu badać grunt.  „A może by tak kupić psa Kai na urodziny?” Słyszałam protesty, więc intuicyjnie zaczęłam używać kobiecych sposobów. Najpierw kilka dni poświęciłam na poznanie rasy. Porozmawiałam ze znajomymi. Dowiedziałam się conieco o Yorkach i wiedziałam, że to nie będzie dobra dla nas rasa. Przejrzałam chyba wszystkie dostępne informacje o chyba wszystkich Psich Rasach. Wybrałam. W jedenaste urodziny Kai byłam w pracy w samym centrum Wrocławia. Przeszukałam internety i znalazłam ogłoszenie. To było całkiem niedaleko ode mnie. Zadzwoniłam, zapytałam – ogłoszenie było aktualne. Zapytałam, czy Właścicielka szczeniaka może go zarezerwować dla mnie do wieczora. Ja jeszcze musze się zastanowić. Powiedziała, że oczywiście. Bosko.

 

Teraz nastał czas na tę trudniejszą część.

Co zrobić, żeby Jacek nie protestował? Akurat wtedy, jeszcze w Batalionie był P.O. Dowódcy i witał jakąś Delegację Zagraniczną. Miał wrócić późno. Jego stanowisko dotyczące psa dotąd było jasne i klarowne: żadnego psa. No ale Kaja marzyła o psie… Bądź Tu Dobrą Żoną i Matką… Wybrałam numer z książki telefonicznej:

-O której będziesz?

-Późno, bo jeszcze kolacja z Czechami…

-Muszę Ci coś powiedzieć, ale nie krzycz…

-Co się stało?

-Kupiłam psa… Za te pieniądze na firanki. Damy radę, na pewno…

Cisza nastała. Zagryzłam wargi i czekam niecierpliwie. On chyba nabrał oddech, policzył do miliona i ze stoickim spokojem powiedzial:

-Jak już kupiłaś, to trudno.

Bosze! Jaka ja byłam szczęśliwa! Szybko zadzwoniłam do tej Dziewczyny, pobiegłam do sklepu po miljonmetrówczerwonejszerokiej wstążki na KOKARDĘ, wsiadłam w moją zieloną Kaśkę i pojechałam po… Torresa. Małą Puchatą Kulkę, która wszystko gryzła. Zawiązałam kokardę na szyi, zabrałam go na ręce i niosłam na czwarte piętro. Zadzwoniłam do drzwi, otworzyła Kaja i z dużymi oczami mnie pyta:

-Mamo, skąd pożyczyłaś tego psa?

-To Twój Pies. Wszystkiego najlepszego Słoneczko!

Nie jestem w stanie opisać tego, co ja czułam, kiedy widziałam Jej łzy szczęścia i słyszałam okrzyki radości! A Jacek? Jacek wrócił do domu na rauszu prawie o północy i nazwał naszego Torresa swoją „Bestią”. Dzisiaj to jego Najlepszy Towarzysz. Czy żałuję? Nigdy w życiu!